Statek piracki, majtek wbiega zdyszany do kabiny kapitana i krzyczy: -Kapitanie! Fregata brytyjska na horyzoncie! Co mamy robic? -Majtku, przyniescie mi moja czerwona koszule i przygotujcie sie do abordazu (...)
REKLAMA
Statek piracki, majtek wbiega zdyszany do kabiny
kapitana i krzyczy:
-Kapitanie! Fregata brytyjska na horyzoncie! Co mamy robic?
-Majtku, przyniescie mi moja czerwona koszule i
przygotujcie sie do abordazu.
Wszystko poszlo swietnie, piraci zdobyli statek.
Po 2 dniach znow majtek informuje kapitana, tym
razem o pojawieniu sie kanonierki francuskiej.
Kapitan odpowiada:
-Przyniesice mi zaraz moja czerwona koszule i
atakujemy.
Bitwa wygrana, lecz po tygodniu znow alarm o ataku,
z wielka szybkoscia zbliza sie galeon portugalski.
Kapitan ze spokojem:
-Przyniescie mi czerwona koszule i kontratakujemy.
Atak zostal odparty, lupy zdobyte, lecz majtka caly
czas dreczylo, po co kapitanowi ta czerwona koszula,
w koncu nie wytrzymal i poszedl do kabiny kapitana:
-Przepraszam kapitanie, dlaczego zawsze gdy walczymy,
to prosi pan o czerwona koszule?
-Wiesz moj drogi marynarzu; w kazdej bitwie istnieje
prawdopodobienstwo, ze kapitan zostanie zraniony,
gdyby komus udalo by sie mnie drasnac, a nasi wierni
bracia zobaczyliby, ze ja, ich kapitan krwawie, od razu
wpadliby w panike. No ale oczywiscie gdy mam na sobie
czerwona koszule to krwi nie widac, wiec wszystko jest
pod kontrola.
Usatysfakcjonowany majtek wrocil na swe stanowisko.
Po tygodniu majtek kolejny raz przybiega do kapitana krzyczac
od progu:
-Kapitanie! 30 niszczycieli Hiszpanskich na horyzoncie!
Co robimy?
Kapitan po chwili namyslu odpowiada...
- Hmmm... Przyniescie mi moje brazowe spodnie...
kapitana i krzyczy:
-Kapitanie! Fregata brytyjska na horyzoncie! Co mamy robic?
-Majtku, przyniescie mi moja czerwona koszule i
przygotujcie sie do abordazu.
Wszystko poszlo swietnie, piraci zdobyli statek.
Po 2 dniach znow majtek informuje kapitana, tym
razem o pojawieniu sie kanonierki francuskiej.
Kapitan odpowiada:
-Przyniesice mi zaraz moja czerwona koszule i
atakujemy.
Bitwa wygrana, lecz po tygodniu znow alarm o ataku,
z wielka szybkoscia zbliza sie galeon portugalski.
Kapitan ze spokojem:
-Przyniescie mi czerwona koszule i kontratakujemy.
Atak zostal odparty, lupy zdobyte, lecz majtka caly
czas dreczylo, po co kapitanowi ta czerwona koszula,
w koncu nie wytrzymal i poszedl do kabiny kapitana:
-Przepraszam kapitanie, dlaczego zawsze gdy walczymy,
to prosi pan o czerwona koszule?
-Wiesz moj drogi marynarzu; w kazdej bitwie istnieje
prawdopodobienstwo, ze kapitan zostanie zraniony,
gdyby komus udalo by sie mnie drasnac, a nasi wierni
bracia zobaczyliby, ze ja, ich kapitan krwawie, od razu
wpadliby w panike. No ale oczywiscie gdy mam na sobie
czerwona koszule to krwi nie widac, wiec wszystko jest
pod kontrola.
Usatysfakcjonowany majtek wrocil na swe stanowisko.
Po tygodniu majtek kolejny raz przybiega do kapitana krzyczac
od progu:
-Kapitanie! 30 niszczycieli Hiszpanskich na horyzoncie!
Co robimy?
Kapitan po chwili namyslu odpowiada...
- Hmmm... Przyniescie mi moje brazowe spodnie...
Szkoda, że dzisiaj Ruch założył brązowe gacie jeszcze przed meczem. Nie wiem, czy z powodu Ljuboji, czy Żewłakowa, czy z powodu obu, ale bez wątpienia robili w portki od samego początku.
Chwilę jeszcze próbowali udawać, że to nie prawda, że te wszystkie niecelne podania, mylna antycypacja to tylko taktyka, kamuflaż za którym czai się ukryty tygrys - nic z tego, otrzymali latarę między oczy w ósmej minucie i posypali się jak domek z kart.
Szalony zryw w drugiej połowie też przykro został ukrócony i z trofeum nici.
No cóż, wszystko z powodu absencji Djokoviča. Djokoviča i Nadala oraz Federrera, niestety, bez nich Ruch stanowi połowę swojej wartości...
(Jezu, co to będzię na Euro...)
