
Poznaliśmy Mistrza Polski, a to niechybny znak, że ligowa piłka zmierzcha już i chowa się przed ta najistotniejszą imprezą piłkarską bieżącego roku. Poznaliśmy mistrza w dość dramatycznych okolicznościach, i nawet jeśli więcej było w tym przyczyn nieudaczności niż równorzędnego finiszowania wyśmienitych drużyn, to akurat w Śląsku nikogo to nie obchodzi, i słusznie!
REKLAMA
GRATUYLACJE DLA ŚLĄSKA WROCŁAW - MISTRZA POLSKI ANNO DOMINI 2012
Naturalnie, nie brak głosów, że uśmiech Ilieva nie był przypadkowy, ale zupełnie mnie to nie obchodzi, było 29 innych momentów tej ligi, którymi można było sobie wypracować taką pozycję, że spotkanie w Krakowie nie miałoby aż takiego znaczenia. I chociaż wolałbym na najwyższym podium ekipę z Górnego Śląska, to na szczęście futbol nie jest koncertem życzeń, co dedykuję wszystkim czerwonym na pysku pomyleńcom tupiącym ze złości, że i Śląsk i Ruch nie powinny reprezentować Polski w rozgrywkach europejskich (otóż powinny, powinny właśnie one, bo to te drużyny potrafią zaprezentować na boisku swój potencjał).
Orestowi Lenczykowi gratuluję nie tylko triumfu, ale i cierpliwości; jestem pewien, że były w tej rundzie chwile podszeptujące jakieś radykalne rozwiązania, ale być może nawet rzucenie tego w diabły. Dał radę, wytrzymał, oceniał chłodną głową i teraz zasłużenie zbiera pochwały, medale i wyrazy głębokiej przyjaźni…
Sebastianowi Mili gratuluję rewelacyjnej końcówki sezonu, wspaniałych asyst, wspaniałych bramek i fajnej drużyny. Gratuluję również kurtuazji wobec trenera kadry…
Arkadiuszowi Piechowi gratuluję nagrody dla Najlepszego Piłkarza Ekstraklasy. Czy to nie dziwne, że kapitanowie innych drużyn oraz trenerzy docenili pracę, tak przede wszystkim pracę, wysiłek, starania i chęci, bo w mniejszym stopniu umiejętności par excellence, a trener kadry nie?
Waldemarowi Fornalikowi gratuluję nagrody dla Najlepszego Trenera Ekstraklasy. To wyjątkowe osiągnięcie, jeśli nie zdobywa się żadnego tytułu. Ale to również w jakimś tam stopniu nagroda dla Lenczyka, bo chociaż Fornalik zmierza własną drogą, to jednak piętno tych pierwszych nauk sędziwego Oresta z całą pewnością pozostało. Jak to mawiał ongiś pewien filozof: Źle się wywdzięcza mistrzowi kto jego uczniem pozostaje…
Marcinowi Malinowskiemu i Gaborowi Strace gratuluję opinii najbardziej niedocenianych graczy ligi. Dziennikarze Was ignorują, ale rywale doceniają.
Michałowi Żewłakowowi gratuluję osobowości i intelektu (wczorajsza wypowiedź pierwsza klasa). Jakim cudem ten człowiek mógł urazić trenera kadry? Powiedział mu „dzień dobry”? (a tak na poważnie, mam nieodparte wrażenie, że Pan Żewłakow zwyczajnie chciał, jako doświadczony piłkarz, omawiać z trenerem kwestie reprezentacji, co najwidoczniej nie do końca spodobało się selekcjonerowi).
Rafałowi Wolskiem gratuluję nagrody Odkrycie Sezonu, zasłużył na nie, wróżę mu niebłahą karierę, jeśli tylko nie zatraci się gdzieś po drodze (na przykład do zachodniego klubu, za wcześnie!).
Telewizji Polskiej gratuluję wodzirejów, gali i komentatorów. Euro 2012 obejrzę na czeskiej antenie...
A skoro wspomniałem już o Czechach, to z interesujących mnie lig tylko tam brakuje ostatecznych rozstrzygnięć, no i jedną niewiadomą mamy jeszcze za Zachodnią granicą, ale po kolei.
Jeden gol, a dokładnie jeden nieuznany gol ponownie zdramatyzował końcówkę sezonu w Gambrinus Lidze. Już wydawało się, że tytuł bezpiecznie przebywa trasę Pilzno-Liberec, a tymczasem decyzja sędziego Adama odwołująca trafienie Kelič tak wielce zachwiała pewnością siebie Slovanu, że już do końca spotkania nie znaleźli sposobu na Slovacko, a że Sparta i Pilzno z trudem, bo z trudem, ale przecież wygrały swoje mecze, to na dwie kolejki przed końcem ligi cała trójka ma realne szanse na triumf, paradoksalnie znowu największe, chyba, Sparta, bo kontrkandydaci zmierzą się jeszcze we wzajemnym boju.
Na drugim biegunie trwa dramat Bohemians. „Kangury” uległy w derbach na Letnej, a że Banik dzięki pomocy sędziego dał odpór podziałowi punktów z FK Přibram, zielono-biali znaleźli się pod kreską, gdzie do drugiej ligi ciągnie ich inny stołeczny klub, zdegradowana już Viktoria Žižkov. Środowa seria może w tej kwestii wiele podpowiedzieć. Ślązacy przywitają bezbarwną Slavię, która niespodziewania zmasakrowała rywala w ostatniej kolejce, niespodziewanie po pięciopak to podwojenie dotychczasowego bramkowego zysku. Bohemians, również u siebie, potykać się będą z chimerycznymi Teplicami, które w tym sezonie naprawdę dobrze radzą sobie na wyjeździe.
Równie ciekawie jest w drugiej lidze czeskiej, gdzie FC Kapr Střížkov, do niedawna lider, spadł aż na czwarte miejsce i, oby, oby!, nie awansuje. Przewodzi FK Ústí nad Labem, który ma wielkie nadzieje na powrót pośród najlepszych. Na drugim miejscu sensacyjnie rozsiadła się wygodnie Vysočina Jihlava szukająca swego największego sukcesu, czyli gry właśnie na najwyższym szczeblu w sezonie 2005/06 (spadła zreszta w dość nietypowych okolicznościach, po sensacyjnym zwycięstwie w Pradze nad Spartą Viktorii Pilzno, trenowanej przez Strakę, oddanego tejże Sparcie całym sobą i byłego jej szkoleniowca). Ciekawe, czy do walki o awans włączy się jeszcze Zbrojovka Brno. Morawianie po katastrofalnej jesieni idą jak burza, na dziesięć spotkań nie przegrali żadnego wygrywając za to aż siedmiokrotnie i z trzeciego miejsca od końca przesunęli się aż na pozycję piątą. Ewentualny awans zapewne zadedykowano by tragicznie zmarłemu Martinowi Foukalowi. Dwudziestolatek zmarł niedawno z powodu wady serca... Inny gracz powiązany silnie z Brnem, Milan Pacanda z kolei znalazł się wśród żywych. Po wielu perypetiach ponownie otrzymał szansę w Znojmie i w miniony weekend zagrał dla swego staronowego klubu po pięciu miesiącach przerwy.
Ostatnie rozstrzygnięcia dotyczące zarówno pierwszej, jak i drugiej ligi czekają nas w Niemczech. Już za dwa dni dojdzie do pierwszego starcia w Berlinie. Można być pewnym jednego – frekwencja na tym dwumeczu będzie zatrważająca dla polskiego kibica i wpędzająca go w kompleksy. Nie mam najmniejszego zamiaru udawać, że kciuki trzymm za Fortunę Düsseldorf, która od trzech lat stara się zrealizować marzenia o powrocie do Bundesligi.
Przy okazji warto odnotować awans do trzeciej ligi drużyny Stuttgarter Kickers. Gratulacje!
W polskiej pierwszej lidze, czyli de facto drugiej, górnośląskie kluby przeżywają skrajnie różne momenty. Plasujący się na drugim miejscu Piast gra, że aż zęby bolą, ale jest na drugim miejscu i do prawdy byłoby przykro, gdyby nie skorzystali z wybornej okazji, jaką jest rozgrywanie (niemal) całej rundy na własnym boisku. Awans Gliwiczan będzie pewniejszy o ile pewniejsza będzie gra zespołu, kadra drużyny w każdym razie tego wymaga. Pochwały należą się również Ruchowi z Radzionkowa, który zaskakująco dobrze spisuje się tej wiosny i coraz bliższy jest uratowania ligowego bytu. Pozostałe dwie jedenastki już tak optymistycznie kreślić swej przyszłości, przynajmniej tej dotyczącej miejsca w tabeli, nie mogą. GKS Katowice potrafi osiągnąć znakomity wynik, by za tydzień dać zupełnie ciała, co powoduje, że pomiędzy nimi, a strefą spadkową piany jest na dwa palce. Jeszcze gorzej dzieje się w Bytomiu. Polonia maszeruje niebezpiecznie ścieżką wodzisławską, i chociaż nie grają najgorzej może zabraknąć punktów (punktu!), co byłoby prawdziwym dramatem dla całego bytomskiego środowiska. Mogłoby oznaczać niemal takie samo zagrożenie dla tamtejszej piłki, jak onegdaj dla niej stanowił strzał bombardiera Ericha Vorwerki... Trzymam kciuki!
Coraz więcej w Czechach porad dla kibiców udających się na mecze Euro do Wrocławia. Dominują dwa ostrzeżenia:
nie wolno pić alkoholu w miejscach publicznych
oraz
nie wolno posiadać nawet niedużych ilości marihuany
oraz
nie wolno posiadać nawet niedużych ilości marihuany
wbrew pozorom to nie jedyne problemy. Najlepiej puentuje współczesny modern-football skecz Miloša Knora. Nie wolno, zakazuje się, zabrania, wymaga, określa, zobowiązuje, a na mecz sobotni z Banikiem proszę przyjść już w środę;]
