Niemcy bez jakości, uzależnieni Portugalczycy, Holendrzy nieobecni i del Bosque jako Arystydes – faworycie zawstydzili samych siebie eksponując swoje braki i tylko nasi Zachodni sąsiedzi mogą z tej surowej formy wynieść coś pozytywnego, jak wiadomo o nich można powiedzieć wiele, ale najczęściej powtarzana fraza mówi coś o drużynie turniejowej, no i najważniejsze – to właśnie oni, jako jedyni z wymienionych, zgarnęli pełną pulę.

REKLAMA
Kolejne dni Euro 2012 miały zaprezentować światu jakiś zupełnie inny poziom, i faktycznie mieliśmy do czynienia z poziomem innym, innym niż ten, do jakiego przyzwyczaili nas owi czarodzieje futbolu, niestety poziom niższy.
Gdyby próbować rozebrać poszczególne ekipy (na części pierwsze) piękna Monici Bellucci byśmy nie znaleźli, raczej jakieś sekwencje groteski, miazmaty zatruwające organizm zespołu, insult.
Mówi się, że topowe drużyny na turniejach nie zaczynają z wysokiego „C”, bo ten poziom muszą osiągnąć dopiero w fazie pucharowej, tym razem jednak dla przynajmniej jednej z nich z całą pewnością zabraknie w niej miejsca.
Niemcy
Obok Neuera i Hummelssa najlepszym niemieckim piłkarzem był Fuks, a to już wiele świadczy o mechanizmie Joachima Löwa. Jakiś dziwny, trudno wytłumaczalny ślad pozostawia na tej drużynie lutowa porażka z Francją – po dziesięciu spotkaniach przyszło uznać czyjąś wyższość i to jakby wytrąciło z równowagi niemiecki Wunderteam, podważyło ich atuty, odebrało pewność siebie, a czasami nawet pomysł na siebie. Szczególnie w ofensywie sprawiają wrażenie zespołu pozbawionego alternatywnych rozwiązań, opcji, czegoś zaskakującego, niebanalnego; wyrachowanie i upór, na razie to cechuje ich w ataku, a gol Gomeza najlepszym tego przykładem, gol, w którym nie było ani krzty finezji, sprowadzony do banalnego rozwiązania, wreszcie gol absolutnie szczególny, biorąc pod uwagę kompromitującą wręcz skuteczność napastnika Bayernu w lidze (to zaledwie 18,18%), tym razem wystarczyło mu oddać w spotkaniu tylko trzy strzały, by uzyskać trafienie…
Chyba najwyraźniej widać obniżkę jakości po Thomasie Müllerze, gość podobno nieco gwiazdorzy od czasu fantastycznego turnieju w RPA i jeśli szybko nie weźmie się w garść może zjechać do poziomu jakiego Hoffenhaim lub innego Mainz, bo nikt nie będzie w Monachium tolerował takiego poziomu, a z takim nazwiskiem, i nie chodzi wyłącznie o Ministra ds. Polowania i Czyhania w Polu Karnym, Gerda, tak zwyczajnie, po ludzku, nie wypada.
Holandia
Problemem van Marwijka wydaje się być on sam. On i jądro drużyny, które jak przed każdą wielką imprezą jest wspaniałym miejscem dla wszelkiego rodzaju toksyn rozwalających zespół od środka; przypadki Rijkaarda, Davidsa i innych nie pozwalają ignorować donosów o niezadowoleniu na przykład Huntelaara. Spotkanie z Danią pokazało, że król jest nagi, pomysły na zespół skończyły się około półfinału Mistrzostw Świata, a spotkanie z Irlandią Północną było najgorszym, co mogło spotkać Oranje, bo tylko zamydliło prawdziwy obraz. Rzeczywistość tymczasem jest taka, że drużyna gra schematycznie, przewidywalnie, a przy tradycyjnie kosmicznej nieskuteczności tych kilka udanych kombinacji to zwyczajnie za mało nawet jak na Duńczyków. Przewidywalność jest tak znacząca, że nie trudno nawet wytypować zmiany, a te akurat na Wikingów wydawały mi się całkiem pomylone (może poza snajperem z Schalke). Pomysł z van der Vaartem w środku pomocy było mocno desperacki; wiadomo przecież że co jak co, ale biegać to ten gość specjalnie nie lubi; nic więc dziwnego, że właściwie nie nadążał za kolegami i pod polem karnym, czyli tam, gdzie z niego jest jakikolwiek pożytek, bywał zaledwie gościem. Optymalnie to raczej Sneijder powinien towarzyszyć van Bommelowi, ale to już problem „Pomarańczowych”. Wydawało się, że większej gafy van Marwijk nie popełni, a jednak. Jeśli facet sądził, że Dirk Kuyt wejdzie i przestraszy Duńczyków to coś tu nie gra. O nowym nabytku Fenerbahçe można powiedzieć wiele, ale z całą pewnością nie to, że zdolny jest do ekskluzywnego zagrania, a siła to akurat ten atut, który na podopiecznych Mortena Olesna nie robi specjalnego wrażenia. W pewnym momencie mieli więc Holendrzy na boisku trzech, czterech napastników, wierząc statystykom oddali niemal 30 strzałów, ale tak naprawdę groźni byli sporadycznie i postawili się w wyjątkowo trudnej sytuacji. W tej szczególnej grupie zdobycie sześciu punktów może być niewystarczające tak samo, jak zdobycie trzech całkiem dostateczne. Dla jednych z faworytów jest jedna bardzo zła wiadomość – mecz z Niemcami. Możecie wierzyć lub nie, ale na dziewięć gier o stawkę Holendrzy zdołali pokonać Niemców tylko dwukrotnie, owszem, za każdym razem właśnie na turnieju typu Euro, ale mimo wszystko to dość skromna ilość, która nakazuje bardzo ostrożnie ocenić ich szanse na sukces.
Portugalia
W tej drużynie najbardziej widoczny jest brak równowagi pomiędzy formacjami obronną i ofensywną. Dziwne było ich spotkanie z Niemcami, bo albo oddawali całkowicie pole i prowokowali rywali, by ci strzelili im wreszcie gola, albo potrafili całkowicie przejąć inicjatywę i nieźle dać w kość Podolskiemu i spółce. Zbyt wiele, tak mi się wydaje, zbyt wiele jednak chcą zrzucić na barki Cristiano Ronaldo. To trochę niepoważne, właściwie wiara, że jeden piłkarz potrafi wygrać tytuł to mrzonka i science-fiction, a rok 1986 naprawdę nigdy się nie wydarzył;) Żeby było trudniej Nani postanowił nie wrócić do optymalnej formy sprzed kontuzji i w ten sposób całą alternatywną siłę trafił szlag. Jeśli jeszcze wrzucimy w ten nieład duński dynami może okazać się, że szlagierowo zapowiadające się spotkanie zamykające rozgrywki w tej grupie: Os Navegadores i The Flying Dutchmen, wspaniała para, by bezpiecznie i szybko wrócić do domu.
Hiszpania
Toczy się. To słowo coraz bardziej lgnie do Mistrzów Świata. Toczy się. Jeszcze niedawno z zapartym tchem można było oglądać ich kombinacje, ale gdy zabrakło jej tempa okazuje się to nużącą wymianą piłek. Po spotkaniu z Italią, tą samą, której nikt specjalnie nie traktował serio, to właśnie o podopiecznych Prandelliego można rozmawiać, cmokając z zachwytu, bo Hiszpanie sprawiali długimi momentami wrażenie zespołu, który nie chce skrzywdzić i tak obitych ostatnimi wydarzeniami rywali, a na najbardziej sprawiedliwego wśród narodów zasłużył del Bosque – skoro Włosi mają zaledwie trzech sprawnych i zdolnych defensorów, to on, dla wyrównania szans, postanowił zrezygnować z napastnika. Nie wdając się w drybling z oryginalnością – goście wydają się tak syci, że z tak pełnymi brzuszyskami trofeów, medali, pucharów, statuetek etc. ślimaczą się setnie. Coś w tej ekipie pękło, skończyło się wraz z odebraniem głównej nagrody w 2010 roku, każdy krok na boisku sprawia im ból, brak lekkości i pewności w zagraniach, nawet piłkę utrzymać jest trudniej (procentowo w posiadanie piłki z Włochami nie byli obrzydliwie bogaci).
Dzisiaj czekam z niecierpliwością na mecz Francuzów; nie dość, że odwieczna rywalizacja z Angolami sama w sobie ma potężny ładunek emocji, to jeszcze z ciekawością będę im się przypatrywać, jako kolejnemu z faworytów, pewnie najmniej eksponowanemu, ale tym bardziej niebezpiecznemu. Blanc pozbył się z drużyny zatrutych jabłek i ma prawo oczekiwać naprawdę wiele po występach swoich podopiecznych. Nie wyobrażam sobie, by i tym, razem nie wyszli z grupy…
Po zaledwie trzech dniach turnieju możemy już wyliczać momenty, które zapiszą się w dziejach polsko-ukraińskiego Euro:
- katastrofalny sędzia Carballo;
- pechowiec Given (swoją drogą Irlandczycy tym swoim serduchem chyba zawsze będą zjednywać sobie sympatyków; idą na ścięcie, ale z podniesioną głową);
- nieskuteczny Torres (spektakularna interwencja Bufona tyleż niecodzienna, co przypadkowa; przyjrzeć się dokładniej, a dostrzeżemy, że absolutnie szczęśliwie skoordynował ruch nogą z lecącą piłką; mam wrażenie, że sam był zaskoczony, jaką przyszło mu interwencją się wykazać, zapewne spodziewając się, że hiszpański napastnik mijać go będzie większym łukiem);
- kompromitacja Ballotteliego – to było niewiarygodne, niesamowite i niecodzienne.
- Petr Čech za bębnami – nie wiem, czy był taki przypadek w dziejach Mistrzostw Europy, by jeden z zawodników w wolnej chwili zagrał sobie koncert…
logo
Fot: Český dům FAČR. http://fotbal.idnes.cz/Foto.aspx?r=euro-2012&foto1=PES43c315_PetrCech2.jpg

A fragment występu można zobaczyć TUTAJ.