Mamy 12 czerwca 2012 roku, a czasem można odnieść wrażenie, że zamiast Teleranka przemawiać jutro będzie jakiś goguś w mundurze i paplać coś o patriotyzmie. Groteskowa obsesja, wymachiwanie szabelkami samozwańczych generałów. Najzabawniejsi są niektórzy dziennikarze, nie dość, że sami fabrykują amunicję, to jeszcze w wolnej chwili radzą, jak zagrać by osiągnąć sukces. Dzisiaj wszyscy jesteśmy Maciejem Kurzajewskim, totem dziennikarza sportowego, niedościgniony wzór eksperta i bajarza.

REKLAMA
Ale to nieprawda, Majowie z całą pewnością nie przewidzieli spotkania Polska-Rosja jako granicę istnienia świata; to żadne starcie cywilizacyjne, a zwycięstwo którejkolwiek ze stron w żaden sposób nie zmieni wspólnej historii. Zamiast zamartwiać się symboliką i jej gnojeniem można pobawić się ustawieniem zawodników, a to, jak wróble ćwierkają ma być wysmudowane nie do poznania. Hiszpanie mają swój diament, my mamy obronę Częstochowy, bo podobno zagramy trójką defensywnych pomocników, a to daje siedmiu wspaniałych broniących dostępu do własnej bramki. Nie byłby Dyzma sobą gdyby nie zechciał udoskonalić te jakże awangardowej taktyki i dla efektu deranżowania Rosjan ma dać ślimaka Ludovica na lewą flankę, co jest tak absurdalne, że być może rzeczywiście zaskoczy Rosjan i przez pięć-sześć minut nie będą w ogóle angażowali się w grę tamtą stroną.
Trzeba mieć naprawdę tupet, by wymyślić nową, niesprawdzoną taktykę akurat na tak istotne spotkanie. Dwa lata ponad - tyle czasu dano selekcjonerowi na wycyzelowanie cud-miód założeń, tymczasem cała poboczność taktyczna sprowadzała się do cofnięcia Lewandowskiego i wpuszczenia drugiego napastnika. Gdy okazało się, że udając Niemców dostajemy w dupę lub co najwyżej ratujemy remis, dopiero na samym turnieju trener postanowił wykombinować coś bardziej odpowiadającego charakterystyce powołanych zawodników. Kto wie, być może w trzecim, pożegnalnym meczu grupowym krzyknie „Eureka!” i dokona jakiejś (niewymuszonej) zmiany? W końcu każdy się rozwija…
Interesujące będzie obserwowanie naszych Usainów Boltów w środkowej strefie; z ich przyspieszeniem i brzuszkami można być pewnym, że poza trójką ślimak Ludovic-Lewandowski-Błaszczykowski nie będziemy mieli nikogo z przodu. Trójką? No tak, ale ślimak Ludovic nie ma żadnych cech Rybusa, czy Grosickiego (szybkość w ataku i nawyki obronne), dlatego być może aktywność ograniczy do wymachiwania rękoma…
Na szczęście dla Smudy w futbolu występuje coś takiego, jak przypadek chyba w żadnej innej dyscyplinie nie mający wpływu na końcowe rozstrzygnięcie w takimmwymiarze, ajk w piłce właśnie; równie dobrze może więc gość w dresie triumfować i wskrzesić swoją legendę, legendę opartą na tych dwóch fuksiarskich meczach (w Kopenhadze i Warszawie).
Ale jakoś w to nie wierzę.
Nie zamierzam również mędrkować, co i jak należy zrobić, by tych Rosjan puknąć należycie; nie zrobię tego, bo taka rada nie istnieje. Nawet tak dobrze wychowani (taktycznie) chłopcy nie nauczą się na dwóch treningach schematów, które mogły zostać opracowane przez dwa lata. Pozostaje wielka improwizacja, jak zwykle…
Ale żeby nie być gnuśnym tylko względem Smudy potruję jeszcze o nieznośnej manierze ojczyźnianej: Mądry Polak po szkodzie. Pisałem już o przysłowiach i o cytowanym także wspomniałem. Nagle cała rzesza ekspertów, fachowców, profesorów futbolu i specjalistów rzuciła się z furią na Szczęsnego, jak gdyby wystawienie go było ostatecznym dowodem obłędu Franza. Właściwie to można odnieść wrażenie, że jak już powiesi się jednego i drugiego, to zdanie „Ja bym Szczęsnego nie wystawił” zaczynać będzie nową zwrotkę hymnu narodowego, a nazwisko Boruca przywoływane jak jakaś święta relikwia, chociaż ja po nim nie płakałem i znacznie bardziej boleję nad nieobecnością Michała Żewłakowa, który ma wszelkie cechy by być liderem defensywy, czyli kimś kogo nie posiadamy: ma doświadczenie, ma umiejętności i zna język polski. I żeby dopełnić akapit ów o nędzarzach w szatach królewskich, to równie śmiesznie pobrzmiewają perory przyrównujące Frankowskiego i Szewczenkę, po bohaterskiej etiudzie Ukraińca. Otóż przypominam, że „Franek” mógłby być, co najwyżej alternatywą dla „Lewego”, a wpuszczenie go w końcówce na Greków byłoby tyleż rozsądne, co wpuszczenie Kuyta na Duńczyków, czyli po prostu głupie.
Jeszcze zanim Marco Balich rozpoczął tę cudowną imprezę własną wariacją typowałem bezpieczne, dwubramkowe zwycięstwo Rossiji, i jak daje do zrozumienia po składzie Franek Kimono z chęcią taki wynik przyjmie.
Szalenie istotne jest dla układu tabeli drugie spotkanie. O Grekach się nie wypowiadam, wiem o nich tylko tyle, że są słabi. Tymczasem Czesi, odnoszę wrażenie, bardziej zajmują się piękną i wyjątkową dla nich atmosferą samego turnieju, niż sobą. Michał Listkiewicz stwierdził w jednym z wywiadów, że witając ich we Wrocławiu nie dostrzegł entuzjazmu samych zainteresowanych i coś w tym u diabła jest. Brakuje jedności, cieszenia się sobą, znanego choćby z klipu „Radek Drulák nie ma siusiaka”, każdy jest jakby obok, przeżywa po swojemu, samotnie. Widać to chociażby na filmie z wizyty w gości u Prezydenta Wrocławia, Pana Rafała Dutkiewicza. I to właśnie może być ich najpoważniejszy problem. Trener Bílek wytrzeźwiał i postawił na środku obrony obok Sivok Michala Kadleca z Leverkusen, nominalnie lewego obrońcę w związku z rezygnacją z gry w kadrze Tomaša Ujfalušego mimo wszystko najbardziej pewnego gościa na tę pozycję. Trochę jednak zabrakło mu, selekcjonerowi, odwagi w przednich formacjach; na szpicy bezwartościowy Milan Baroš, a tak przecież kuszą talenta Lafaty, a szczególnie Necida. Zarzut oddania środka pola w meczu inauguracyjnym naprawia nieprzekonywującym Hubšmanem, tyle że kosztem prawego pomocnika, co przyprawia mnie o rechot – z tego wnika, że do linii bocznej zbiegać będzie któryś ze środkowych pomocników. Mimo wszystko wydaje się, że Czesi wezmą mały rewanż za sensacyjną porażkę w półfinale tej samej imprezy przed ośmioma laty.
Trzy punkty dla Czechów wywołują szczytowanie u co po niektórych, bynajmniej nie z sympatyzowania Pepikom, ale z histerycznej nadziei, że kogo, jak kogo, ale ich akurat pokonamy. Ciekawe kiedy uświadomią sobie, że to Czesi będą mogli grać z kontry, a być może nawet na remis... (akurat tu mam wątpliwość; sądzę, że Advocaat ulegnie amorom starej zasadzie i posadzi na ławce najlepszych mając zagwarantowany awans z pierwszego miejsca).
Tak, czy siak emocji w sobotę nie zabraknie, a jakby komuś było mało to o 15.00 legendarny Dresdener Sport-Club spróbuje powalczyć o awans do siódmej ligi. Nie będzie łatwo. Dwukrotny Mistrz Niemiec przed ostatnią kolejką ma dwa punkty straty do trzeciej (sic!) drużyny Dynamo Dresden, a w ostatniej kolejce jedzie do Cossebaude na mecz z tamtejszym TSV (szósty w tabeli). Lider ma jednak jeszcze trudniej, bo trzeci w tabeli FV Blau-Weiß Zschachwitz świetnie radzi sobie przed własną publicznością. Może więc były klub znakomitego Helmuta Schöna (tego samego, którego z reprezentacji wykopał Ernest Wilimowski) doczeka się szczęśliwego końca...?

PS1 Rewelacja! Niemało wzruszyłem się, gdy Andriej Szewczenko strzelił gola (gole), wspaniale, że tak zasłużony gracz na największej imprezie w swoim kraju, u schyłku kariery jeszcze raz został bohaterem narodowym...
PS2 Niemiecki „Kicker” ocenił pierwsze mecze, według not można by zestawić takie jedenastki:
Debeściacy:
Neuer (1,5) – Boateng (2), Hummelss (1), Agger (2), Fabio Coentrao (2) – Nasri (1,5), Miguel Veloso (2), Dżagojew (1,5), Arszawin (1,5) – Mandzukič (1,5), Szewczenko (1,5)
Frajerzy:
Szczęsny (6) – Sokratis (5), Hubník (5,5), A. Papadopulos (5), Ward (5) – Balotelli (5), Ninis (5), Larsson (5), Toivonen (5) – Gekas (5), Baroš (5,5)
PS3 Rotfl

Czyli jednak nasi zawodnicy mają trochę talentu;]
PS4 Właśnie przydarzyła mi się trwająca kwadrans rozmowa z bankiem, świetnie, jeszcze coś? Czy może wreszcie mogę wrzucić wpis, świecie...;>