Sezon ogórkowy zaczął się w najlepsze po końcowym gwizdku drugiego półfinałowego meczu na Euro 2012; po sensacyjnym odpadnięciu najlepszej drużyny na świecie oczywistym stało się, że Hiszpania obroni tytuł. Nie było o czym pisać; wolałem zająć się swoimi małymi sprawami niż rozpieszczać niepodważalności. Właściwie to największym wydarzeniem od tamtego momentu jest dla mnie prezent od wiernego druha, nonkonformisty i weredyka; dzięki, niemal 100 Gb już zapuszkowałem;)
REKLAMA
Taka niewielka rzecz, mieszcząca się w kieszeni, a ile sprawia radości; jeśli masz, co nieco wartościowych materiałów raz na jakiś czas łapiesz się na tym, że być może nie zabezpieczyłeś ich należycie; teraz są już potrójnie bezpieczne i jest całkiem sporo miejsca, żeby dokooptować do nich kolejne.
Dla mniej rozgarniętych, chodzi naturalnie o archiwalia; to fantastyczne, że mamy swego rodzaju modę na badania historyczne o dziejach lokalnej piłki. Dla mnie najbardziej inspirująca była strona WikiPasy. Wykonują nieprawdopodobną robotę, i zginałem przed nimi pokornie kark; jak już go wyprostowałem moment okazał się wystarczająco dobry, by zacząć robić coś samemu. Najbliżej było mi na boisko między klopsztangom a hasiokiem, dlatego zacząłem grzebać w górnośląskim fusbalu.
Naturalnie, są lepsi ode mnie; ale ci lepsi potrafią przy okazji wepchnąć cię w niszę, w której sami nie siedzą, a przynajmniej jest jeszcze koło nich wystarczająco dużo miejsca, by rozłożyć i swoje zabawki. Fajnie więc, że trafiłem wówczas na kogoś takiego, jak Pan Paweł Czado; wiadomo, fachowiec, jakich mało, ale już w rozprawianiu się z przeszłością na ziemiach niemieckich naszego Górnego Śląska, wydaje mi się, jestem partnerem do dyskusji. Od pierwszych prób, korespondencji, wymiany informacji zainfekowałem się na całego i dzisiaj zamiast wakacyjnego nic-nie-robienia łazikuję między archiwami a bibliotekami szukając kolejnych precjozów, a te zdarzają się zacne i niezwykłe.
A propos Pana Pawła; pojawiła się na rynku reedycja ciekawej książki, w której maczał palce; w sumie nie zapytałem, jak istotne są uzupełnienia względem wydania pierwszego, ale tym bardziej warto polecić. Podobno w Polsce wszyscy znają się na piłce, no to jestem ciekaw ilu zna te niebywałe historie… „Górnoślązacy w polskiej i niemieckiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej - wczoraj i dziś. Sport i polityka na Górnym Śląsku” to zaledwie wycinek skomplikowanej historii piłki, barwnej, ale i trudnej, okraszonej absolutnie wyjątkowymi wydarzeniami, z pogranicza baśniowości, ale także osobistych i społecznych tragedii. Swoją drogą, kierownik archiwum, w którym za chwilę będę miał swój własny kąt, tak często tam przebywam, prosił mnie o wskazanie materiałów, w których znajdzie zdjęcia jednego z bohaterów tej publikacji, Reinharda Schaletzkiego; potrzebował ich na kwerendę złożoną przez wydawcę tejże, może zbieg okoliczności, ale może cichaczem też coś doń wniosłem (a propos, znalazłem kolejne zdjęcie Schaletzkiego, wprost genialne, ze zgrupowania śląskich fusbalerów, jeszcze jako gracz VfR Gleiwitz).
Książka przybliża postaci reprezentantów, już to Polski, już to Niemiec, wywodzących się z Górnego Śląska, ale, gdyby się uprzeć, lista mogłaby być dłuższa, bo kilku panów zdołało zagrać w spotkaniach nieoficjalnych; mam tu głównie na myśli te historie mniej znane, z niemieckim paszportem; dwóch takich otarło się o powołania na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek, a jeden, wymieniony w publikacji, znalazł się wśród szczęśliwców (wiem, wiem, impreza się nie odbyła…), inni jeszcze pokonali 6672 km żeby zagrać kilka spotkań, dużo tego…
W każdym razie, skoro mnie już tak wzięło na autopromocję, to po jakimś czasie niespodziewanie odezwał się do mnie Pan Thomas Urban. Ujmujący w obyciu Pan Thomas pracował wówczas nad publikacją „Czarny Orzeł, Biały Orzeł: niemieccy i polscy piłkarze w trybach polityki”, zaczęliśmy korespondować, wymieniać się materiałami, uzupełniać wiedzę…; pamiętam nasze pierwsze spotkanie, jak już rozwiązały nam się języki na dobre, to musiano nas niemal przeganiać z restauracji, grubo po północy, a i tak nie wyczerpaliśmy tematu. Pan Thomas dopiął swego, powstała rewelacyjna książka, z mnóstwem szczegółów i nieznanych faktów, z unikalnymi materiałami i naukową wprost rzetelnością. Obowiązkowa lektura!
Właśnie oczekuję polskiego wydania. Prezent, naturalnie; podobnie jak dwa obiady, kilka piw i dwie inne książki autorstwa dziennikarza „Süddeutsche Zeitung”:) Po przygodzie z Euro los rzucił Pana Urbana w zupełnie inne miejsce, ale wierzę, że jeszcze nie raz przyjdzie nam dyskutować, nie tylko o piłce zresztą…
Tak, nie mam problemu z przyjmowaniem podarunków; być może za jakiś czas doczekam się jeszcze jednego, wielce interesującego. Niemiecki Związek Statystyków Piłki Nożnej pracuje nad drugą częścią poświęconą rozstrzygnięciom futbolowym na Śląsku za lata 1934-45. Liczę, że wpadnie w moje łapska, jak tylko ujrzy światło dzienne. Nie będzie wielkim zaskoczeniem dla mnie, w końcu trochę im tam pomagam… A tak w ogóle to dzięki ich uprzejmości zaopatrzyłem się (za darmo, a jakże;]) w jedyną, jak do tej pory, książkę o Erneście Wilimowskim…
Ale nie jestem aż takim draniem, jak mogłoby się wydawać; potrafię również bezinteresownie coś zrobić; pomiędzy ostatnim wpisem a dniem dzisiejszym zdarzyło się dostarczać informacji o niemieckim klubie z bytomskiej dzielnicy Miechowice, jakieś strzępki, ale jednak coś, na pytanie pewnej osoby o dziadka-piłkarza; była też pomoc uroczej Pani z lokalnego muzeum…
I tak toczy się dzień po dniu. Jutro znowu wziąłem wolne, żeby cały dzień zasuwać w archiwum; powinienem ukończyć sezon 1937/38, sezon wyjątkowy, bo mistrzowski SuSV Beuthen 09 spadł z Gauligi i to w ostatniej kolejce, a inny klub bytomski, BBC, potrafił zbierać taki łomot, by stracić ponad sto goli; był też pierwszy zamknięty stadion na Górnym Śląsku (przynajmniej ja o wcześniejszych przypadkach nie słyszałem) po zadymie w Gliwicach na spotkaniu z 1.FC Peiskretscham…
Dlatego dzięki serdeczne przyjacielu za przenośny dysk. Od wczoraj mój osobisty Pendrive ma pojemność 500 Gb;]
--
naturalnie, mógłbym naskrobać coś o wyborach nowego selekcjonera, ale kim by nie był długo nie wytrzyma, taki trafił mu się terminarz (mecze eliminacyjne i wybory nowego prezesa);
mógłbym również zaserwować jakiś rzewny tekścik o „Polonii” ale nic a nic mi ich nie żal, bo kupczenie licencjami to paskudna sprawa, a lata dziewięćdziesiąte powinny być wystarczającą nauczką; nie są, jak widać, tym bardziej nie pojmuję rozczulania się nad klubem z Grodziska Wielkopolskiego. Nie rozumiem jedynie bierności fanów GKS’y, bo ich protest jest tak cichy, jakby miał za cel nie odstraszanie potencjalnego inwestora, czyli dokładnie odwrotny od istotny i jądra protestu samego w sobie…
mógłbym, tylko po co?
