30 lat minęło, jak jeden dzień...
30 lat minęło, jak jeden dzień... http://www.ahaonline.cz/clanek/sport/29678/fotbalove-brno-vyhodilo-trenera-hraci-ho-nenavidi-kouc-petr-ulicny-bodry-gauner.html

Kiedy w 75 minucie spotkania w Uherskím Hradiště Daniel Rossi Silva dostał czerwoną kartkę wyglądało to źle, bardzo źle. Seryjnie marnowane wyborne okazje w pierwszej połowie, nerwowość, napięcie, a teraz jeszcze kastralny cios – lider środka pola wędruje przymusowo do szatni. Gdy amputują ci dziewięć punktów za grzechy przeszłości, nogi, niczym osobny organizm, zaczynają trząść się przed spoczywającą na nich odpowiedzialnością. Jeśli zapytacie jakiegokolwiek Czecha, jak długo w lidze gra Sigma, najpewniej usłyszycie odpowiedź – od zawsze. I właśnie nastał czas próby, moment, który na nowo może zdefiniować rolę Hanáků w czeskiej piłce, spadek z pierwszej ligi po dwudziestu ośmiu latach może oznaczać zdegradowanie marki klubu do roli balansującego na pograniczu awansu i spadku beznamiętnego tworu…

REKLAMA
A jednak determinacja została nagrodzona; o ile w pierwszym spotkaniu po zimowym śnie zaangażowanie nie wystarczyło w zderzeniu z gangiem odrzuconych pod przywództwem Tomáša Řepki, to tym razem fuksiarsko wykonany rzut wolny już po 90 minucie daje zwycięstwo gościom z Ołomuńca. Uszczęśliwiony trener Uličný ponownie może powtórzyć zdanie o specyfice swojej profesji:
Jeśli w karierze przegrasz dziesięciokrotnie w 93 minucie, to to cię zabije. Jeśli wygrasz w 93 minucie, to jesteś tak szczęśliwy, jakby narodził ci się wnuk.
Bezcenne trzy punkty; po raz pierwszy od wielu tygodni Sigma Olomouc opuściła miejsce spadkowe…
Po zeszłotygodniowej wiktorii nad… Viktorią Žižkov cel, jakim jest zachowanie statusu pierwszoligowca, to już nie tylko widmo, ale porządny szkielet z odrobiną włókien mięśniowych. A przecież przed rozpoczęciem rundy rewanżowej sytuacja klubu z Andrův stadionu była całkiem dramatyczna: zaledwie siedem punktów i tylko czternaście spotkań, by wykaraskać się z windy zjeżdżającej z ligi. Zwłaszcza, jeśli nie masz trenera i specjalnie nikt nie ma ochoty ci pomóc. Wezwano więc „Johna”, on odmówić nie mógł. Petr Uličný, kto, jak kto, ale lokalny patriota postawi cały swój majestat trenerski, by ratować klub, który ukochał sobie. Legenda czeskiej piłki powraca; charyzmatyczny trener, Dr Jekyll i Mr Hyde…
Futbolistą wybitnym nie był, choć posmakował ligowej piłki. Warto, co nieco o tym okresie wspomnieć, choćby z przyczyny pierwszego zetknięcia z Sigmą, szalenie istotnego momentu jego dalszej kariery. Zaczynał uganiać się za gałą w klubie Hanácká Slavia Kroměříž, skąd w wieku lat dziewiętnastu wyciągnęła go Sparta Praha; owszem, klub stołecznego miasta przeżywał na początku lat ’70 poważny kryzys, przecież jednak wciąż stanowił spełnienie dla niemal wszystkich piłkarzy za naszą południową granicą; pokopał tam trzy lata, zadebiutował w 1.Lidze, ale kariery nie zrobił; oddano go bez żalu do Škody Plzeň, czyli dzisiejszej Viktorii, gdzie wyrobił sobie jako takie nazwisko (w ciągu pięciu sezonów strzelił dla tego klubu 18 bramek). Tam otrzymał słynną ksywkę „John”,
Przylgnęła do mnie, gdy grałem Pilznie. Nie bardzo znałem jeszcze kolegów z imienia, wołałem więc do nich: „Žanku, podaj!” Albo: „Žanku, tu jestem!”. A że oni nie potrafili tego wymówić, to mówili mi Dżonku. No i tak jakoś mi to zostało. Po prostu jestem John.
logo
Petr Uličný z okresu gry w drużynie Škoda Plzeň http://www.sigmafans.cz/clanek/trener-ulicny-slavi-narozeniny-vse-nejlepsi/
Gdy po latach wracał do czasów swej piłkarskiej kariery, mniej mówił o sobie, raczej o innych; szczególnie zapadli mu w pamięci dwaj słowaccy gracze, Jozef Adamec i Vladimír Hagara, cholernie twarde typki (reprezentanci; obaj grali dla mistrzowskiego Spartaka Trnava, wtedy wygrywał ligę pięć razy z rzędu). Ostra gra była na porządku dziennym, a prowokacje i obelgi wzajemne na boisku również stanowiły oczywisty folklor meczów piłkarskich.
Wreszcie w 1977 roku trafi do Sigmy, wówczas drugoligowej zaledwie, przywiązał się do klubu i zakochał w mieście, żyjąc w nim już długich 35 lat. Jeszcze na sam koniec zawodniczej kariery osiągnął sukces z „Niebieską lawiną”, historyczny sukces, bo za taki uchodził dziewiczy awans do czeskiej ekstraklasy. Tak o tym wspomina,
Największym wydarzeniem było wywalczenie awansu. Wygraliśmy w Trzyńcu a ja asystowałem przy golu jakiemuś młodemu Čermákowi, który rozstrzygnął mecz [Sigma zwyciężyła 1:0 - MK]. Był to historyczny sukces, w którym miałem swój udział, bowiem z ówczesnych graczy miałem najwięcej spotkań. Z tamtej ekipy w klubie pracują jeszcze Honza Chladil i Jirka Vítů. Miałem 32 lata, gdy awansowaliśmy. Po roku wprawdzie spadliśmy, ale zaczęła się już era Brücknera, który znowu wyciągnął Sigmę do góry. A ja wtedy już właściwie zacząłem pracę trenerską.
W Ołomuńcu zrobiła się moda na piłkę nożną. Na spotkanie z Teplicami, innym kandydatem do awansu, przyszło dziesięć tysięcy ludzi [Sigma uległa 0:1 – MK]. Radości z awansu nie było końca; tańce, śpiewy, jazda autokarem na około miasta… Ale jego powrót do elity był tylko symboliczny. Rozegrał dziewięć spotkań i w przerwie zimowej odszedł do A-klasowej Dukli Hranice, gdzie został grającym asystentem trenera. Łącznie w 1.Lidze zagrał w 184 meczach.
Po roku objął funkcję grającego asystenta w US Uničov, aż wreszcie w 1985 wrócił do Sigmy; najpierw pracował z rezerwami, podglądając fach Karela Brückner, niezmiennie traktowanego przez „Johna” za swój trenerski wzór; kiedy po dwóch latach sędziwy dziś już Brückner objął kadrę Czechosłowacji do lat 21, to właśnie Petr Uličný włączony został do zespołu trenerskiego, którym kierował Jiří Dunaj. Kiedy i jego misja w Sigmie minęła, po kolejnych dwóch latach, przyszedł czas, by popracować na swoje własne nazwisko. Pierwszym jego klubem został Baník Havířov, a po bardzo przyzwoitym sezonie zgłosili się po niego działacze Svitu Zlín (a właściwie Svit Gottwaldov, bo aż do 1 stycznia roku 1990 miasto Zlín musiało udostępniać nazwę pierwszemu komunistycznemu prezydentowi Czechosłowacji, Klementowi Gottwaldovi), mającego ambicje zdecydowanie pierwszoligowe. Cierpliwość popłacała, choć jego pierwszy sukces miał w sobie więcej z przypadku niż wyniku sportowego. Dwukrotnie zajmował trzecie miejsce, co w przypadku promocji zaledwie mistrza danej grupy jest relatywnie dobrym miejscem (ale dodam od razu, że za każdym razem brakowało szalenie mało), paradoksalnie awans wywalczył w najgorszym z sezonów. Dopiero szóste miejsce niczego by nie oznaczało, ale właśnie wtedy reorganizowano rozgrywki w związku z rozpadem Czechosłowacji na dwa suwerenne państwa, i miejsce szóste okazało się dokładnie ostatnim gwarantującym wstęp do ekstraklasy. Siódmy Jablonec musiał mierzyć się z legendarną praską Bohemką i próbie nie sprostał…
Niezła widownia, telewizja, wywiady… Teraz dopiero Czesi mieli okazję poznać, jakiego to gagatka wpuszczono na salony. Wyniki miał świetne, to prawda. Rok, i kolejny awans – po Uličneho zgłasza się FC Boby Brno, dawna Zbrojovka, której bogaty właściciel zamarzył sobie przerwania dominacji praskich „S”; za to problemy wychowawcze zdominowały jego wizerunek. Jeden, ciągły wrzask nadziewany wulgaryzmami, wbieganie na murawę, cięte komentarze, utarczki z kibicami, znakomite poczucie humoru i pogoda duch, cóż za mezalians odmiennych cech charakteru! W jednej chwili „John” potrafił zmienić się z Doktora Jekylla w Pana Hyde, i nikt nie potrafił nad tym zapanować, a najmniej on sam! Mając przed sobą tak barwną postać nie sposób sprowadzić ja do kolejnych liczb i dat; nie będę dalej truł o kolejnych sezonach, meczach, taktycznych zagrywkach, to co z nich najistotniejsze znajdziecie w pigułce poniżej; dla mnie znacznie ciekawszym wyzwaniem jest ukazanie Petra Uličneho takim, jakim był w swej trenerskiej karierze, w której swoje przeszedł. Swoją przygodę podsumowuje mniej więcej tak,
Jestem raczej trenerem-motywatorem. Pewnie, że są lepsi ode mnie, tacy od koncepcji gry itp. Ale ktoś kiedyś mądrze powiedział: „Jesteśmy zatrudniani po to, by można nas było wyrzucić”. Taktyka każdego pociąga, ale praktyka jest zupełnie inna. Ważny jest wynik. Oczekują go wszyscy i to od razu. Sądzę, że jestem w grupie trenerów, którzy nie będą nigdy mieli okazji popracować konceptualnie. Mam już swoje lata, i jestem traktowany jako trener na konkretny okres czasu.
Przed Wami dłuuuga, pięcioczęściowa opowieść o prostym facecie z Uničova, amatora mielonego z sałatą ziemniaczaną, czy też wieprzowiny pieczonej z gotowaną kapustą i knedlami. No i piwa oraz wina! ;)
Statystyki
2011/2012 Sigma Olomouc 3: 2-1-0 3:1
2010/2011 1. Holický FK Olomouc (III) 28: 19-5-4 53:13
2009/2010 1. Holický FK Olomouc (III) 23: 13-5-5 44:24
2008/2009 FC Zbrojovka Brno 11: 4-4-3 12:11
2007/2008 FC Zbrojovka Brno 30: 16-7-7 43:32
2008/2009 MFK Ružomberok (SK) 14: 5-2-7 12:16
2006/2007 FC Tescoma Zlín 14: 2-4-8 8:18
2005/2006 SK Sigma Olomouc 30: 10-7-13 34:44
2004/2005 SK Sigma Olomouc 30: 15-6-9 39:34
2003/2004 SK Sigma Olomouc 30: 16-7-7 43:24
2002/2003 SK Sigma Olomouc 15: 6-5-4 17:15
2002/2003 FC Hradec Králové 15: 1-8-6 13:23
2001/2002 FC Hradec Králové 30: 9-8-13 28:42
2000/2001 FC Hradec Králové (II) 30: 19-9-2 55:28
1999/2000 SFC Opava 10: 1-4-5 7:13
1999/2000 FK Viktoria Žižkov 8: 1-4-3 10:13
1998/1999 FK Viktoria Žižkov 11: 5-2-4 13:14
1998/1999 FC Viktoria Plzeň 17: 4-3-10 12:28
1997/1998 FC Viktoria Plzeň 22: 7-5-10 29:36
1997/1998 FC Baník Ostrava 6: 2-4-0 11:8
1996/1997 FC Baník Ostrava 30: 8-13-9 33:35
1995/1996 FC Zbrojovka Brno 30: 12-7-11 39:42
1994/1995 FC Zbrojovka Brno 30: 15-9-6 52:27
1993/1994 FC Tescoma Zlín 30: 10-7-13 37:48
1992/1993 FC Tescoma Zlín (II) 30: 14-8-8 44:32
1991/1992 FC Tescoma Zlín (II) 30: 14-7-9 45:31
1990/1991 FC Tescoma Zlín (II) 30: 15-8-7 45:28
1989/1990 Baník Havířov (II) 30: 11-8-11 46:40
Razem 617: 256-167-194 827:720
Razem 1.Liga (Czechy) 402: 146-115-141 483:508
Razem 1.Liga (Słowacja) 14: 5-2-7 12:16
Razem 2.Liga 150: 73-40-37 235:159
Razem 3.Liga 51: 32-10-9 97:37
Sukcesy: dwukrotnie trzecie miejsce (FC Boby Brno 1995; Sigma Olomouc 2004), czwarte miejsce (FC Zbrojovka Brno 2008), utrzymanie w lidze (Viktoría Plzeň 1998: objął zespół po 8 kolejce, gdy miał zaledwie 7 punktów i jedno oczko przewagi nad strefą spadkową; Sigma Olomouc 2003: przejął drużynę z 11 punktami na przedostatnim miejscu w lidze), awans do 1.Ligi (FC Tescoma Zlín 1993, FC Hradec Králové 2001).
Największa porażka: spadek z 1.Ligi (SFC Opava 2000)
Jego 10xNaj…
Piłkarz: Ronaldinho (ale to był 2006 r., Messi dopiero raczkował w zawodowej piłce;)
Klub: kiedyś AC Milan, teraz Barcelona i Chelsea;
Jedzenie: Mielony z sałatą ziemniaczaną oraz wieprzowina pieczona, gotowana kapusta, knedle;
Picie: piwo albo dobre wino;
Jak lubi spędzać czas: spotkania z przyjaciółmi, gra w tenisa (zwłaszcza debel);
Najpiękniejsze miasto: Kroměříž;
Idealne wakacje: podróż z rodziną po pięknych miejscach Francji;
Ulubiona muzyka: z lat ’60 i ’70 - Pavel Bobek i Petr Spálený;
Ulubiony film: thrillery trzymające w napięciu z happy endem;
Ulubiona pora roku: lato.
Petr Uličný w liczbach:
2 – tylu ma synów, Petr i Tomáš (ten drugi imał się pracy trenerskiej);
3 – w tylu klubach pierwszoligowych był jako piłkarz (Sigma Olomouc, Sparta Praha , Viktoría Plzeň);
9 – klubów pierwszoligowych prowadził jako trener (Sigma Olomouc, Zbrojovka Brno, Baník Ostravu, Hradec Králové, Viktoría Žižkov, TESCOMA Zlín, Viktoría Plzeň, Slezsky Opavu i słowacki Ružomberok) ;
30 – lat minęło od momentu, gdy jako piłkarz pomagał Sigmie awansować po raz pierwszy w historii do 1.Ligi;
35 – lat mieszka w Ołomuńcu;
62 – urodziny świętował 11 lutego;
402* – mecze prowadził w 1.Lidze jako trener (stan na 08.03.2012).

* Niektórzy wyliczają mu już 405 spotkań pierwszoligowych; korzystając z tego źródła: http://www.fotbal24.cz/trener/petr-ulicny/ oraz innych nijak nie potrafię znaleźć rzekomo tych brakujących trzech…