
Prosty, zwykły facet, człowiek z ludu, jak sam o sobie mawia; facet o dużym sercu i nie mniejszym poczuciu humoru. Naturalny, szczery, niezbyt skomplikowany. Emocje, temperament oraz wychowanie pakowały go w kolejne kłopoty., ale pozwalały zarazem stworzyć pewną więź między nim, a publicznością; jest kumplem z baru, sąsiadem, prawdziwkiem z cechami każdego z nas...
REKLAMA
O tym jak bardzo przeżywa spotkania doświadczył już na początku swojej kariery, w Havířově. Tęgie baty od Opawy (0:4), a w mieszkaniu nikogo, żywego ducha; wszyscy rozjechali się po domach, rodzina w Ołomuńcu, nie ma komu się wyżalić, z kim pogadać, jest tylko on i jego blamaż – dwie noce nie potrafił zmrużyć oka…
Syn Tomaš wspomina,
Gdy przegrywał mecz, albo gdy spadł z Opawą z ligi, mieliśmy w domu człowieka totalnie załamanego, który z nikim nie rozmawiał. Takiego nikt go nie zna…
Nawet trenując zespoły z niższych lig nie potrafił odciąć się emocjonalnie od wydarzeń boiskowych.
Radość z bramki i smutek z porażki wszędzie są jednakowe.
Emocje i ludzie… Zawsze zależało mu na dobrych relacjach, z każdym; dostrzegania tego, co dobre, pudrowanie wad. I to właśnie ludzie sprawiali mu najwięcej frajdy; gdy po latach ponownie obejmował stanowisko trenera w Zbrojovce Brno, sentymentalnie wracał do lat minionych…,
Mam wrażenie, że ludzie mnie tutaj zwyczajnie lubią. Kiedy przyjeżdżałem z innymi drużynami to brneńscy kibice zawsze mnie miło witali i skandowali moje nazwisko. Nigdzie indziej mnie to nie spotkało.
Jedną z jego zasad etycznych, a potrafił kierować się nimi wbrew zwulgaryzowanemu rejestrowi kamery, było nie podkopywanie trenerskiego stołka pod innymi, lojalność wobec kolegów po fachu,
Nie negocjowałbym z klubem, w którym inny trener ma ważną umowę.
Ludzie…, cóż za paradoks! Przebywając z nimi utrwala świadomość przemijania zarazem dzięki temu można opóźnić starzenie się! Coraz bardziej odczuwa starość, nieuniknione…, ale praca z młodymi ludźmi to dla niego magiczne okłamywanie przeznaczenia, można ubierać się podobnie, pogadać o kobietach, pójść na piwko…
Karel Brückner zawsze mi mówi: John, ale ty już jesteś stary. A przecież jest starszy ode mnie aż o dziesięć lat! Ale mentalnie jestem strasznie młody, chociaż fizycznie wszystko już tak nie działa, jak ma. Dzięki temu, że mogę wykąpać się w wannie z tymi młodymi smarkami [zawodnikami – MK], czuję się jakbym miał zaledwie czterdziestkę na karku.
Coraz częściej i dosadniej akcentuje znaczenie rodziny w jego życiu. Żona była dla niego zawsze oparciem, była tą, która koiła jego nerwy, i potrafiła nim potrząsnąć, gdy było trzeba. Od lat obiecuje jej podróż do Francji – zwiedzić Paryż i całymi dniami spacerować wzdłuż Riwiery… Kto wie, może kiedyś dotrzyma słowa. W każdym razie po czterechsetnym meczu na ławce trenerskiej postanowił nie tyle świętować swój sukces, co osiągnięcie żony,
Alenka to świetna dziołcha. Wiesz, w 1969 roku trafiłem do Sparty, czyli tak po prawdzie, to w zawodowej piłce siedzę od 40 lat! A ona jest cały czas przy mnie. Gdy potrzebuję wsparcia, to dodaje mi optymizmu. A gdy za bardzo kozaczę, to z kolei potrafi mnie okiełznać nieco. A miewam często takie stany.
Ładnym bukietem kwiatów, wykwintną kolacją, pogodą ducha (pomimo nienajlepszego rezultatu) i szczerą miłością odwdzięczył się jej za te wszystkie lata…
Synów kocha, jak najbardziej, chociaż zdaje sobie sprawę, że zdarzały mu się momenty zbytniej bierności, czy może nawet obojętności. Gdy w jednym z wywiadów przeprowadzanych równocześnie z ojcem i synem, Tomašowi wymsknęło się nieuważnie drobne utyskiwanie na brak czułej opieki nie tylko tej wychowawczej, ale i zawodowej (próbował pójść w ślady Petra, jednak zbyt wcześnie rzucony na głębokie wody – mając zaledwie 27 lat objął drugoligowy wówczas HFK Olomouc – zniechęcił się i zrezygnował, przynajmniej na czas teraźniejszy), a w refleksji rychło zaprzeczał, że ma na myśli „Johna”, ten przerwał mu biciem się w piersi,
Nie, nie, on ma mnie na myśli. No, ja grywałem w karty i łaziłem na piwo. Alča, moja żona, za każdym razem posyłała chłopców po mnie do knajpy. Przychodzili, prosili, żebym szedł już do domu, a ja dawałem im czekoladę i kazałem wracać.
Również reakcje z jakimi się spotyka w otoczeniu miejsca pracy przypominają o upływającym czasie – jego warsztat, zdolności przemijają; smuci go to i rozczarowuje, wie przecież, że to jednak proza życia; jeszcze jedna historia z powrotu do Brna, miasta sukcesów,
Kiedy stąd odchodziłem, dawno temu, wydawało mi się, że jestem megagwiazdą, do tego stopnia, że aż łzy uroniłem. Tym razem niektórzy dziennikarze i byli zawodnicy z góry nie wierzą w moje umiejętności. To ich opinia, ja mam nadzieję zmienię ich poglądy dobrymi wynikami.
Zmienił. Czwarte miejsce jakby nie patrzeć było wielkim sukcesem. Sukcesem opartym na zupełnie nowej specyfice jego fachu, który szalenie ewoluował przez te wszystkie lata,
Niewiarygodnie! Panie, dzisiaj każdy asystent ma na biurku komputer, wycina najciekawsze akcje meczu, przygotowuje się na nim do spotkania, to jest wielki krok naprzód. Pamiętam jak w Brnie z Karlem Večeřou skombinowaliśmy kamerę i on, głównie on, jeździł na mecze innych drużyn i wszystko nagrywał. Potem z tych ujęć wycinaliśmy na przykład stałe fragmenty gry, przegrywaliśmy to z jednej kasety na drugą. Dzisiaj są od tego odpowiednie programy, w ciągu krótkiej chwili wszystko jest gotowe.
Tak było! Od 1994 roku technologia jednak nieco uległa poprawie;)
I system gry się zmienił. Najpierw stosowano stary styl, z libero (on tym sposobem zyskał trzecie miejsce w lidze); potem, po MŚ w 1994 roku na świecie pojawiła się moda na obronę strefową
U nas nie było żadnych materiałów fachowych, według których moglibyśmy się tego nauczyć. Ale znaleźli się odważni trenerzy, którzy postanowili ten styl praktykować. Czuję potrzebę, żeby wymienić ich z nazwiska, byli to Jaroslav Hřebík i Werner Lička.
Kolejny przełom to rok 1996 i srebrne medale Czechów na Euro. To uświadomiło wielu graczom ligowym, że ciężką i uczciwą pracą mogą zajść daleko, bardzo daleko, bo zawodnicy tamtej drużyny wytransferowani zostali do topowych klubów europejskich.
Powiem tak, rok 1996 i Mistrzostwa Europy w Anglii były punktem zwrotnym, który z naszych ligowych piłkarzy uczynił zawodowców.
Kiedyś miał wielkie problemy z zawodnikami, w jakiś sposób to determinowało jego wulgaryzm, musiał ich okiełznać,
Bardzo często swym podejściem cholernie mnie wkurzali. I te ich ciągłe uwagi: trenerze, mamy już dość, chodźmy do domu. Dzisiaj? Coś takiego nie istnieje. Piłkarze zasuwają. I mają więcej szacunku wobec trenerów. Przynajmniej wobec mnie mają na pewno.
Również inaczej traktowani się zawodnicy po trzydziestce, kiedyś odsuwani od drużyny, dzisiaj stanowią wartość zespołu. Tendencję odmieniła ewolucja w metodzie regeneracji zawodników.
Jak sobie wspomnę na sposób, w jaki kiedyś dbali o siebie i co jedli zawodnicy, gdy czeska liga powstawała, a jak wygląda to dzisiaj, to zbiera mi się na śmiech. Dzisiaj nie zobaczysz już zawodowego piłkarza, jak ładuje w siebie chleb i sałatkę włoską. Poza tym, dzisiaj kluby mają cały zespół lekarzy i masażystów, kiedyś był jeden, góra dwóch. Regeneracja jest nieodzownym elementem przygotowań, wystarczy popatrzeć, jak w lidze króluje taki Řepka, w jakiej formie jest Vaniak, jak sobie w Niemczech radził Kučera, że Galásek w swoich latach jest kapitanem w Norymberdze..., wcześniej tego nie było. To wielki postęp, który – Bogu dzięki – nie ominął naszej ligi.
Sentymentalnie…
Potrafił, on, sześćdziesięcioletni facet!, rozpłakać się w trakcie wywiadu z powodu… SMS’ów! Pokazując interlokutorowi odebrane wyrazy sympatii od innych trenerów, przyjaciół, sportowców, jak gdyby nigdy nic ciekną mu łzy po policzkach. Nie próbuje tego ukryć, obrócić w żart… Wreszcie i Petr Hubáček*, wówczas hokeista HC Vitkovice, Morawianin, jak Uličný, twardziel, a więc ten Hubáček, twardziel, medalista Mistrzostw Świata, nie wytrzymuje i teraz płaczą obaj; przez chwilę, ale płaczą.
Ogólnie często płacze, potrafi na przykład wzruszyć do łez w trakcie jakiegoś ckliwego melodramatu…
To jedna ze stron Petra Uličneho, łagodna, ale…
* Gdy dziennikarze magazynu „Blesk” zaproponowali mu jednodniową realizację dziecięcych marzeń, gdy mógł chociaż na chwilę wcielić się w rolę reportera, właśnie z „Johnem” zapragnął przeprowadzić wywiad.
