
Zanim zajął się trenerką na poważnie, skończył szkołę… weterynaryjną (kurs piłkarski też skończył, ale zabrało mu to zdecydowanie więcej czasu, aż jedenaście lat trwały w jego przypadku te pięcioletnie studia). Miał wybór i wybrał chyba dobrze,
REKLAMA
Sądzę, że zwierzęta mają całkiem sporo szczęścia, że nie zająłem się tym po szkole. Kiedyś kręcono ze mną reportaż, w którym miałem przebadać pieska. Do teraz słyszę, jak wtedy wył…
Jedyne, co mogłoby odwieść go od futbolu to… muzyka,
Tak, uwielbiam śpiewać. Mam same szlachetne zainteresowania. Śpiew, wino, a teraz jeszcze jestem ekspertem na świętowanie pięćdziesiątych i sześćdziesiątych urodzin. To mnie cieszy.
Podobno, w którymś momencie, gdy nie miał akurat pracy, jeździł do Teplic, gdzie występował wokalnie w knajpach;) Kiedyś na pytanie, czy wolałby wybrać się na koncert, do teatru, czy do kina, odpowiedział bez wahania,
Wiadomo, że na koncert! Byłbym przeszczęśliwy, gdybym znalazł się na wspólnym koncercie Pavla Bobka i Petra Spáleného. Ale to nie wszystko. Ja chciałbym zaśpiewać z nimi!
A gdy jeszcze wymyślono Internet, a on jako tako opanował posługiwanie się nim, ha!, teraz dopiero czuje się wyśmienicie!
Wiesz, zakochałem się w YouTube, jakie tam są rzeczy, aż się w głowie kręci! A ja mam bzika na punkcie muzyki, zwłaszcza tej z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, czeskiej i zagranicznej. Wystarczy wpisać na przykład Beatles i jest tam cała lista clipów. Zamykam wszystkie okna i drzwi w mieszkaniu i puszczam to na cały regulator. Ale przedtem jeszcze wydrukuję sobie teksty, by móc podśpiewywać z nimi. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaki jest to dla mnie relaks. Stres odchodzi raz dwa!
Ale wróćmy do futbolu. Tak, jak wiele w jego karierze trenerskiej wybryków, podobnie wiele niezwykłych anegdotek, figli i oryginalnych kanonów postępowania. Bo Petr Uličný to tak naprawdę wesoły człowiek…
Piłkarzy dzieli na kilka koszyków. W pierwszym są jego ulubieńcy, w ostatnim skubańcy, których należy jak najszybciej wyeliminować z drużyny (to około 10% tych, z którymi pracował). Do sowich pupilków zalicza m.in. Stanislava Vlčka i Radima Kučerę, Holeňáka, Pikla, Otepkę, Švacha, Tesaříka, Krmaša, Zoubek, Jirka Sabou… Zabawne, ale niemal wszyscy strzelali potem bramki jego nowej drużynie. Naturalnie nie głaskał ich po główkach, ale mentalnie byli oni gotowi zmierzyć się z osobowością Uličneho. Gdy zbeształ Vlčka, jak psa, ten… podziękował za tak konieczny wstrząs.
Unika podania nazwisk tych niegrzecznych. Raczej tonuje nastroje, Ja ich bardziej lubię, niż oni mnie nie lubią. Wszystko jest kwestią podejścia,
Ja u nich (ludzi w ogóle – MK) szukam tylko tego, co dobre. Jedyne, co mi przeszkadza, to to, gdy ktoś mnie obgaduje. Obserwuję to u zawodników w szatni: opowiem dowcip, kilkunastu się śmieje, ale jeden robi z siebie ponuraka i powie, dajmy na to: „trenerze, chodźmy już ćwiczyć”. Wtedy myślę sobie: „Aha, synek, lecisz do ostatniego koszyka!”. Robi sobie krzywdę, chociaż i z nim muszę jakoś żyć. Ale na przykład taki David Zoubek śmieje się cały czas. Vlček – ciągle uśmiechnięty, nigdy nie miał kwaśnej miny.
Wszędzie, gdzie zaczynał pracę, zaczynał ją od pokazania piłkarzom, kto jest szefem, zawsze jednak z odrobiną humoru, by przekonali się, że jednak równy z niego gość. Lubi na przykład zadawać pytania w rodzaju: „Skąd pochodzę?”, „Czy kiedyś grałem w piłkę?”, „Dla jakich klubów grałem?” (podobno niemal żaden z jego podopiecznych nie był w stanie wymienić klubów, w których występował) etc.
Pracując w FC Boby przygotowywał do trenerskiej samodzielności Karela Večeřę. Chyba nieźle mu poszło, bo chociaż kamrat z Brna tytułów nie nazbierał i nie wyjechał chyba nigdy poza swoje ukochane Morawy, to jednak przyzwoity z niego coach. I dobry człowiek, od którego również można czegoś się nauczyć,
Czego nauczyłem się od Karlika? Pewnie tej jego pracowitości, on jest znacznie bardziej pracowity niż ja. Ja raczej korzystam z doświadczenia. Nauczyłem się od niego również właściwego zachowania, bo tego nie potrafiłem. Na przykład nauczyłem się od niego, że gdy się je kurczaka, to należy zjeść go całego, a ja wcześniej jakieś te resztki zostawiałem. Zwracał mi uwagę, że zawsze zamawiam zbyt wielkiego kurczaka i nie potrafię go potem zjeść całego…
Kaja nie ma tych negatywnych słabości, które ja posiadam. Na przykład sklepy z winem. On chyba jest lepszym człowiekiem. Ale ja wcale nie jestem zły, dobry ze mnie chłop. Ale on jest jeszcze lepszy.
Kaja nie ma tych negatywnych słabości, które ja posiadam. Na przykład sklepy z winem. On chyba jest lepszym człowiekiem. Ale ja wcale nie jestem zły, dobry ze mnie chłop. Ale on jest jeszcze lepszy.
Večeřa to jego najbardziej ulubiony z asystentów, a lubi tylko takich, którzy nie zamykają się w chacie po treningu, tylko potrafią wyskoczyć z nim na piwko, pogadać, poznać się lepiej.
Jednego przygotowywał do fachu, innych zabawiał w najlepsze. Krążą po Brnie do dziś anegdoty, jak to biegał po klubowym budynku w poszukiwaniu ludzi do karcianych uciech. Nieprofesjonalne, ale takie były czasy przecież…
Po Europie wiele z klubami nie pojeździł, ale i jemu się zdarzało. Potrafił świetnie przygotować Sigmę do gier z Realem Saragossą. Jeśli osądzacie Hiszpanów według dzisiejszej tabeli, to popełniacie błąd. Wtedy klub ten miał swoje dobre chwile, w lidze wygrana i remis, puknięcie Realu Madryt w finale Pucharu Króla i Valencii w Superpucharze, robi wrażenie, co nie? Trener podszedł do tego spokojnie, Tak, tylko, że ani Real, ani Valencia, to nie Olomouc. A nas jeszcze Saragossa nie pokonała. A poza tym, Ejże, Saragossa w lidze była dopiero dwunasta, my trzeci, to kto u licha jest lepszy, he?
Gdy po ligowym spotkaniu w Blšanach zagaił go dziennikarz z Półwyspu Iberyjskiego o przygotowywanej taktyce przyszło zmierzyć się biedaczynie z oryginalnością „Johna”, Miły panie, wprawdzie pana nie znam, ale wydaje się być pan sympatycznym człowiekiem. Ale takich szczegółów przed meczem nie powie panu przecież żaden trener na świecie. To równie dobrze mógłbym zaprosić rywali na odprawę taktyczną.
Sigma uległa w dramatycznych okolicznościach (Andrův Stadion cały w skowronkach był jeszcze na dwanaście minut przed końcem; m.in. po golu obecnego gracza Polonii Bytom, Davida Kobylika, „Hanaci” prowadzili 2:0, w sam raz, by wyeliminować Hiszpanów. Jeden nieszczęsny gol wszystko odmienił, potem nie mając już czego bronić ruszyli na Saragossę nadziewając się na kontry. W drużynie gości grał wówczas niejaki David Villa…).
Gdy po ligowym spotkaniu w Blšanach zagaił go dziennikarz z Półwyspu Iberyjskiego o przygotowywanej taktyce przyszło zmierzyć się biedaczynie z oryginalnością „Johna”, Miły panie, wprawdzie pana nie znam, ale wydaje się być pan sympatycznym człowiekiem. Ale takich szczegółów przed meczem nie powie panu przecież żaden trener na świecie. To równie dobrze mógłbym zaprosić rywali na odprawę taktyczną.
Sigma uległa w dramatycznych okolicznościach (Andrův Stadion cały w skowronkach był jeszcze na dwanaście minut przed końcem; m.in. po golu obecnego gracza Polonii Bytom, Davida Kobylika, „Hanaci” prowadzili 2:0, w sam raz, by wyeliminować Hiszpanów. Jeden nieszczęsny gol wszystko odmienił, potem nie mając już czego bronić ruszyli na Saragossę nadziewając się na kontry. W drużynie gości grał wówczas niejaki David Villa…).
Właśnie w Sigmie próbował wziąć się za siebie na poważnie; zdając sobie sprawę ze zmieniającego się wizerunku szkoleniowca-krzykacza w obdartym dresie, w Pana Trenera, postanowił biczować się finansowo,
Mieliśmy w szatni taką umowę, że jeśli będę chamski, to płacę stówkę. Aż pewnego dnia jeden z piłkarzy mówi mi: „trenerze, jest Pan nam winien dwa tysiące!”. Dlatego sobie odpuściłem [tą umowę – MK]. Czasami jakieś to ostrzejsze słówko jest potrzebne. Jednak nigdy nie może być użyte, by kogoś obrazić.
Figle, żarty dystans do siebie i życia w ogóle. Anegdoty humorystyczne z nim w roli głównej lepiej są znane niż jego metody treningowe. Lubię, gdy jest wesoło, mawia.
Młodszy syn Tomáš otworzył własną winiarnię w Ołomuńcu, i właśnie tam zaczepia „Johna” pewien facet i mówi: Chwila, chwila, chodzi Pan do Zubra na piwo, prawda? Tylko długo pana tam nie widziałem. Na co on: No tak, a pan chodzi na mecze? Gość: Chodzę! I po chwili wyrzuca z siebie triumfalne, Aaaa poznaję, Pan jest od tego Vojty Nehery! [zajmował się różnymi naprawami na stadionie Sigmy – MK]. Petr: No, prawie Pan trafił, ja jestem trenerem Sigmy. Facet: Jejku! Panie Uličný, bardzo Pana przepraszam!
Musiało być wesoło w całym Ołomuńcu, gdy Petr wypalał na mieście swe piętno. Czynił to w sposób autorytarny, ale przecież po latach wyszło na jaw, że nie działał sam! Onegdaj doszło do kuriozalnej sytuacji, nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszałem; w przerwie meczu Sigmy zadzwonił do syna siedzącego na trybunach z… toalety!
„Ej, dzwonię z kibla, jak oceniasz grę z trybuny? Co sądzisz o grze tego, czy tamtego piłkarza? Myślisz, że z kolei tego powinienem zdjąć z boiska?” Ale zanim zdążyłem mu cokolwiek odpowiedzieć i tak przerwał połączenie, bo musiał wracać do drużyny…, wspomina Tomaš.
Piwniczka [winiarnia – MK], śpiew, przyjaciele, dobre jedzenie i picie – oto cały ja! W ten sposób tłuste może stać się... metodą mobilizacji zespołu,
Gdy kończyła mu się umowa z Sigmą w 2006 roku chciał się jakoś pożegnać z zespołem; po prawdzie zamierzał odejść już zimą, ale głos kibica okazał się skuteczny i na pół roku jeszcze pozostał, choć miał już wysprzątane biuro. Pozostał i wyczekiwał niezłego miejsca,
Najlepszym prezentem od nich będzie, jeśli skończymy gdzieś w okolicach szóstego miejsca. Jeśli dostanę jakąś premię, to chyba kupię im kaczkę. Oni muszą ciągle te spaghetti i te inne zdrowe żarcie…Tylko teraz akurat panuje ta ptasia grypa, więc kaczki może nie dostanę… O! to może tatarski befsztyk! Ale nie, tam z kolei jest żółtko, a to też ta grypa…
Trafił na chwilę na Słowację; na chwilę, to właściwe określenie, bo spędził tam zaledwie pół roku. Umowę przygotowano w najlepszym dla niego momencie, tuż przed osobniczym świętem,
Piłkarze o moich urodzinach nie wiedzieli, ale działacze jak najbardziej. Przecież dali mi prezent, podpisałem kontrakt na pół roku z opcją na kolejny rok. Ładny prezent na pięćdziesiąte-siódme urodziny, czyż nie?
Okazji do żartów nieco się znalazło, jak ta w Larance, gdzie przygotowywali się do rundy mistrzowskiej (w Słowacji rozgrywano wówczas rundę wstępną, w której uczestniczyły wszystkie drużyny, a następnie dzielono ligę na grupę mistrzowską i spadkową). Założył się ze swoim asystentem, byłym graczem Baníku, Viľo Hýravým o całą swoją miesięczną pensję, że ten nie trafi do pustej bramki z 50 metrów. Jego szczęście, że Hýravý zamienił stawkę i wybrał butelczynę wyśmienitego wina; pozwolił sobie za to na dwie próby i obie były skuteczne! Dwie 0,7, a o włos byłaby pokaźna sumka!
Przecież stąd ta bramka ma zaledwie pięćdziesiąt centymetrów szerokości i tyle samo wysokości! Ta cholera trafiła to za pierwszym razem po ziemi, a na dodatek za drugim jeszcze górą! No nic, dwie ładne butelczyny już chłodzą się w lodówce.
Po objęciu posady w Brnie, z różnych przyczyn na pierwszym treningu miał zaledwie ośmiu piłkarzy z pola i dwóch bramkarzy, Brno, takie wielkie miasto, a na trening przyjdzie tak mało synków!
Zapowiedział piłkarzom, że jeśli będą wygrywać, to z pieniędzy za kary dyscyplinarne urządzą… świniobicie.
To również swego rodzaju rytuał u „Johna”. Było o tłustym w Ołomuńcu, było i o Brnie, ale to nie wszystko. Gdy robił awans z Hradcem Králové, mając już wejściówki do elity w kieszeni zapowiedział świętowanie po swojemu, Usiądziemy razem, zmierzymy się w turnieju tenisowym, za pieniądze z kar dyscyplinarnych kupimy micho i będziemy grillować.
Akurat tamten awans był mu cholernie potrzebny, dzięki niemu odzyskał nazwisko i wiarę we własne umiejętności,
Awans z Hradcem jest dla mnie bardzo ważny. Ostatnie cztery lata nie były dla mnie zbyt dobre. Wyrzucono mnie z Plzně, z Viktorii Žižkov, a przed rokiem z Opavy [której nie uratował przed spadkiem – MK]. Byłem zupełnie na dnie. Tym bardziej sobie cenię, że władze hradeckiego klubu zaufały mi, a ja miałem okazję znowu wdrapać się na szczyt.
Po meczu z Bohemians Praha, przegranym przez Brno (1:3), Uličný na konferencji prasowej patrzy na postawioną na stole przez Lukáša Přibyla [tragicznie zmarłego przed miesiącem działacza Sparty Praga, a wówczas rzecznik prasowego „Kangurów” – MK] figurkę Czeskiego lwa, prestiżowej filmowej nagrody; patrzy się, patrzy i niespodziewanie mówi: A więc to tak?! Ten mecz należy unieważnić! Ten lew to jest jakiś doping miejscowych! Wszyscy zaczęli się śmiać;)
A skąd lew? Bohemians 1905 dostali go (zresztą nieco wcześniej, przed spotkaniem z Mostem) od swojego wiernego fana, aktora Ivana Trojana. Przy okazji trochę ich połechtał słowami: Gdy patrzę jak Bohemka gra, jak jej piłkarze walczą, jak tutaj się kibicuje, to czapki z głów. Futbolowy pan bóg chce, żeby utrzymali się w lidze. A po dzisiejszym meczu, powiem szczerze, zasługują na to… (życzenia na niewiele się zdały, Bohemians na koniec ligi znaleźli się jednak w strefie spadkowej).
A skąd lew? Bohemians 1905 dostali go (zresztą nieco wcześniej, przed spotkaniem z Mostem) od swojego wiernego fana, aktora Ivana Trojana. Przy okazji trochę ich połechtał słowami: Gdy patrzę jak Bohemka gra, jak jej piłkarze walczą, jak tutaj się kibicuje, to czapki z głów. Futbolowy pan bóg chce, żeby utrzymali się w lidze. A po dzisiejszym meczu, powiem szczerze, zasługują na to… (życzenia na niewiele się zdały, Bohemians na koniec ligi znaleźli się jednak w strefie spadkowej).
Przygotowując drużynę z Moraw do kolejnego sezonu wpadł na oryginalny pomysł. Zawodnikom Brna zaordynował oryginalną gimnastykę z dwójką młodych dziewcząt w jego ulubionym miejscu zgrupowań, Velkých Losinách.
Trzykrotnie w ciągu tygodnia poprosiłem do Hotelu Diana dziewczyny z Šumperka. Ich zadaniem był aerobik do muzyki oraz powerjoga. Były to fajne, rozluźniające i wzmacniające ćwiczenia, piłkarzom całkiem się to podobało. No i my trenerzy też z tego coś mieliśmy, mogliśmy sobie popatrzeć na śliczne, młode dziewczyny.
O konflikcie z „Bestią” już pisałem, ale ich relacje były wcześniej zupełnie inne. Przyjazne. Naprawdę lubił gościa. Kiedyś wtrącił się do jego rozmowy z dziennikarzem po wygranym wyjazdowym meczu z Bohemians Praha, z czego wyniknęła całkiem zabawna historyjka,
- Co trener powiedział wam przed meczem?
Besta: Wiedzieliśmy, że po porażce z Mladou Boleslav musimy wygrać w Pradze. Wiedzieliśmy to my, piłkarze, wiedział to trener, po którym można było to poznać w trakcie przygotowań.
- W jaki sposób?
Besta: Zawsze nam mówi, że na wyjazdy jedziemy po punkt. Ale tym razem powtarzał, że musimy zdobyć wszystkie trzy.
Uličny (siedzący obok): Ty, Besta, co ja niby mówię, że jeździmy po punkt? [Besta jakby nie zrozumiał patrzy zdziwiony na trenera – MK].
Uličny: Więc specjalnie dla ciebie powtórzę. Zawsze mówię, że jedziemy punktować, a nie, że chcemy punkt. Punktować, powtarzam, a mówię tak dlatego, bo podchodzimy do każdego spotkania z pokorą.
Besta do dziennikarza: No, widzisz, całkiem to pomieszałem i jeszcze mi się za to oberwie.
Uličny: Nie mówiłem też, że jedziemy po trzy punkty, bo mam szacunek wobec rywali. Dlatego do meczy podchodzimy z pokorą.
Besta: Z pokorą do przeciwnika, z pokorą do przeciwnika…
(obaj wybuchają śmiechem)
Besta: Wiedzieliśmy, że po porażce z Mladou Boleslav musimy wygrać w Pradze. Wiedzieliśmy to my, piłkarze, wiedział to trener, po którym można było to poznać w trakcie przygotowań.
- W jaki sposób?
Besta: Zawsze nam mówi, że na wyjazdy jedziemy po punkt. Ale tym razem powtarzał, że musimy zdobyć wszystkie trzy.
Uličny (siedzący obok): Ty, Besta, co ja niby mówię, że jeździmy po punkt? [Besta jakby nie zrozumiał patrzy zdziwiony na trenera – MK].
Uličny: Więc specjalnie dla ciebie powtórzę. Zawsze mówię, że jedziemy punktować, a nie, że chcemy punkt. Punktować, powtarzam, a mówię tak dlatego, bo podchodzimy do każdego spotkania z pokorą.
Besta do dziennikarza: No, widzisz, całkiem to pomieszałem i jeszcze mi się za to oberwie.
Uličny: Nie mówiłem też, że jedziemy po trzy punkty, bo mam szacunek wobec rywali. Dlatego do meczy podchodzimy z pokorą.
Besta: Z pokorą do przeciwnika, z pokorą do przeciwnika…
(obaj wybuchają śmiechem)
W ogóle z tym Bestą jest o tyle dziwacznie, że… „John” był dokładnie taki sam, gdy jeszcze biegał po boisku za piłką! Był typkiem podważającym każdy trenerski autorytet! Nikogo się nie bał, potrafił fiknąć nawet największym, nawet takiemu Pospíchalowi [Tomáš Pospíchal, rocznik 1936, świetny piłkarz, znakomity trener, z którym spotkał się z Pilznie; to właśnie ten szkoleniowiec stworzył siłę Bohemians Praha, tej z Panenką, Dobiašem i Bičovským – MK], i przyznaje,
Właśnie takich skurczybyków, jakim sam byłem w karierze piłkarskiej, cholernie nie lubię jako trener.
Zabawnych zdarzeń w Zbrojovce przeżył więcej,
Kiedyś w Brnie zwracam się do piłkarzy przy panu doktorze: „Ej, wy to jednak jesteście elita! A patrzcie na tego doktora, toż to ledwie jakiś tam ordynator! A on tak bardzo chciałby być piłkarzem, ale jest tylko ordynatorem!”. Biedny doktor stał tylko i patrzył…
Albo inna sytuacja, ktoś go zaczepia: Jezus Maria, ja Pana skądś znam! John: A zna pan Bolka Polívkę? No, bo ja jestem jednym z tych gości, którzy pomagają mu w jego „Manéži”! [Bolek Polivka, klutowa postać czeskiej estrady oraz filmu, genialnym komik, podobnie jak Uličný Morawianin. „Manéž", cykliczny, autorski program komediowy, nagrywany w Brnie dla czeskiej telewizji od roku 1987 – MK].
Gdy sezon wcześniej pokonał z Brnem dwukrotnie Spartę Praga, dziennikarze traktować zaczęli go jako speca od pokonywania najbardziej utytułowanej drużyny w Czechach. Jeden taki gagatek podpytując go o tajemnice sukcesu pojmuje opacznie, a może wręcz przeciwnie, prowokacyjnie zmienia znaczenie jego słów, zapowiadając tytuł artykułu: „Uličný pokonał Spartę już trzykrotnie i nie pragnie kolejnych zwycięstw”; taki pstryczek w nos nie musiał czekać długo na ripostę,
No, Panie, to już nic więcej by Pan nie napisał do gazety, bo bym Pana chyba zatłukł (śmiech).
Uporczywie dopytywano, aż do znudzenia, wreszcie postanowił opowiedzieć, jaki ma sposób na Spartę, no może nie do końca mu wyszło,
No mam, mam, tylko, że w moim wieku, to ciągle go zapominam. Pokonaliśmy Spartę dwukrotnie. Moi zawodnicy mogą sobie pomyśleć: przecież radzimy sobie z nimi, leżą nam. Ale to byłby wielki błąd. Oni muszę wykrzyczeć: „K…a, jedziemy z nimi!!!. Musimy zrobić wszystko, żeby znowu wygrać". Wtedy może się to powieść.
Teraz, na stare lata, przyszło mu jeszcze mierzyć się z tak poważnym napięciem emocjonalnym, jak ratowanie jego ukochanej Sigmy Ołomuniec. A takie miał klawe życie na emeryturze…,
Jestem spokojnym emerytem, który nie ma egzystencjalnych problemów, bo rząd mu regularnie emeryturę waloryzuje. Używa sobie w spokoju dobrego winka i kłóci się z żonką. (śmiech).
Jego relacje z trenerami, o czym była już mowa, są zupełnie przyjazne, a młodzi, jak to młodzi, zapatrzeni w niego, jak w obrazek, co sprawia mu wiele radości. Tak się losy kojarzą i plotą przedziwnie… „John” właśnie zastąpił Psotkę, który wychowywał się niejako u jego boku, by poprowadzić Sigmę w Gambrinus Lidze, no i zdarzyło się przecież, że fechtowali na taktyki. Przed meczem Brno – Sigma Uličný nie mógł nie odnieść się do tego przyjemnego spotkania,
Teraz to już mój ligowy kolega, więc może zaproponuję mu przejście na Ty. No, ale pod warunkiem, że zdobędziemy jakieś punkty w Ołomuńcu. Zobaczymy, czy przyjmie propozycję przejścia na Ty... Ci młodzi ciągle wolą mi mówić per Pan. Na przykład taki Hoftych... Ile to już razy mu proponowałem: mówmy sobie na Ty, a ten ciągle do mnie „panie Uličný, panie Uličný”...
A gdy wdrapał się ten jeden, jedyny raz na szczyt ligowej tabeli, jego przyjaciel, Ladislav Škorpil na pomeczowej konferencji prasowej rzucił żartobliwie,
Włącz sobie w domu telegazetę i zrób na jej tle zdjęcie, będziesz miał pamiątkę na całe życie.
Na akademii naucza trenerki. On! Sam studiował to lat 11!!! Ma kilka rekordów na swoim koncie, ale przyznać trzeba, wynik unikatowy wielce (śmieje się, że celowo studiował to tak długo, by dwukrotnie lepiej opanować materiał). Po egzaminie, (zdawali między innymi Frýdek, Suchopárek, Mucha, czy Hoftych), wyciąga portfel, ogląda go, wyjmuje dwa tysiące koron i wrzeszczy: Cholera jasna, całkiem już zapomniałem..., który z was dał mi te dwa klocki, żeby zdać egzamin?! Wszyscy się śmiali.
Do tego stopnia zżył się z tym towarzystwem, że najchętniej spędzałby z nimi czas nawet po pracy!
Do tego stopnia zżył się z tym towarzystwem, że najchętniej spędzałby z nimi czas nawet po pracy!
Zabrałbym na obiad grupę przyjaciół z branży trenerskiej. Zamówilibyśmy kaczkę, a do tego jeszcze jakieś dobre piwko. Na pewno rozmawialibyśmy o piłce i z całą pewnością pokłócilibyśmy się przy okazji. Byłoby to ckliwe spotkanie dla nas wszystkich.
Przy okazji jednego z wywiadów przeprowadzanego akurat w restauracji, jak gdyby nigdy nic głośno powiedział, że Moi koledzy, Alex Ferguson, czy Arsène Wenger… rozglądając się przy okazji na wszystkie stron i bawiąc reakcją ludzi. Właściwie to ci wielcy trenerzy zupełnie niczym nie różnią się od niego; jak wyjawił kiedyś, cała dyferencja to tylko sumka na pasku wypłaty – oni zarabiają miliony, on akurat jest bez pracy:)
Kary, kary, kary, ma w sumie do tych sum dystans.
Na przykład tę za obrazę kibica Sigmy, skomentował po czasie lakonicznie,
Na przykład tę za obrazę kibica Sigmy, skomentował po czasie lakonicznie,
No cóż, mogłem za to jechać z wnukiem nad morze, ale, kto wie, może zostanie ta sumka przeznaczona na jakiś zacny cel?
A kiedy po latach przy okazji jednego ze spotkań w Ołomuńcu, na którym sam obecny był jako widz, spotkał pewnego sędziego z powodu którego przed laty musiał zapłacić karę 50,000 koron (Holub?); zapytał go w żartach, czy przypadkiem nie chciałby mu ich teraz oddać;)
Gdy za porozumieniem stron odszedł z trzecioligowego HFK Olomouc dopatrywał się w tym końca swojej trenerskiej kariery. Wolne spędzał na absolutnym relaksie: tenis, spacery z żoną, rola kibica...; ale jednak ciągnęło do trenerki, dlatego poprowadził kilka zajęć z... juniorkami FK Nemilany! Biedne dziewczyny ledwo dawały radę, ale przynajmniej oszczędził im swoich wybuchów złości.
Albo zagrać w jakimś mecz pokazowym...
Mecze pokazowe to fajna rzecz, pod warunkiem, ze zdajesz sobie sprawę, że nie powinieneś zbytnio fikać fortunie… Rywalem Amfor, klub artystów i osobowości. „John” zbliża się do sześćdziesiątki, a zachowuje się jak młokos. Mając nieco miejsca na boisku, przypomina sobie, jak to bywało na ligowych boiskach: klepa i do przodu! No więc jadę! A tu nagle serce zaczęło mi walić jak oszalałe, więc mówię sam do siebie: no, koleś, nie głupiej, lepiej łaź po tym boisku, jak cała reszta tych celebrytów.
Całą swoją trenerską karierą podsumowuje ślicznie-sympatycznie,
Jako prawdziwy Czechosłowak trenowałem i w Czechach, i na Morawie, i na Słowacji.
i
Myślę, że to fajne, gdy człowiek ma jakieś hobby, które jeszcze na dodatek jest nieźle opłacane.
i
Myślę, że to fajne, gdy człowiek ma jakieś hobby, które jeszcze na dodatek jest nieźle opłacane.
Z tą jego karierą wiąże się jeszcze jedna ciekawa anegdotka, anegdotka o zderzeniu trenerki jego syna z legendą ojca. Gdy Tomaš prowadził juniorkę HFK Olomouc, przyjechał na mecz mistrzowski zespół Baníku Ostrava (zawsze dysponujący silną drużyną młodzieżową), ojciec wybrał się popatrzeć jak sobie radzi syn – i to był błąd! Ci chłopcy z Ostrawy, gdy już przyjechali, zauważyli mnie i myśleli, że to ja prowadzę młodzieżówkę HFK. Tak ich to zmotywowało, że nastrzelali Holici bůra [czyli wbili pięć bramek – MK]. Tomasz potem dał mi do zrozumienia, że będzie lepiej bym nie chodził na jego mecze, bo tym rywali rozdrażniam.
To może jeszcze sympatyczna wymiana zdań z tym właśnie synem, cały „John”:)
Tomaš: Jeśli chodzi o te jego wszystkie improwizacje to zawsze przyjmowałem je z humorem. Nigdy nie myślałem o tym, jako o czymś fatalnym. Ale już na przykład mama przeżywała to bardzo. Dla mnie tata jest trenerem, który sporo osiągnął. No i który poprowadził, jako trener najwięcej ligowych meczy.
Petr: Ciekawe, czy wiesz ile, he?
Tomaš: No, jakoś ponad trzysta, co nie?
Petr: A idź ty do dupy, cholero! Czte-rys-ta-dwa! (obaj wybuchają śmiechem).
Petr: Ciekawe, czy wiesz ile, he?
Tomaš: No, jakoś ponad trzysta, co nie?
Petr: A idź ty do dupy, cholero! Czte-rys-ta-dwa! (obaj wybuchają śmiechem).
Syn, jak widać nie miał najłatwiejszego życia przy takim ojcu. Narzekać w sumie też za bardzo nie powinien. Ot, urok rodziny z taką profesją wpisaną w codzienność. Po tyłku oberwało mu się tylko raz, gdy zataił przed ojcem dwóję; zresztą zanim go capnął raz, czy drugi, jeszcze będąc w szkole, w klasie, na wywiadówce, telefonicznie zapowiedział synowi, co go czeka w domu. Wychowawczyni wystraszyła się nie na żarty,
Ta nauczycielka, która przy tym była, nienawidziła syna. Ale jak zobaczyła tę bombę, którą ode mnie oberwał, to aż zaczęła się bać o niego. Potem cały czas troskliwie pytał: „Tomášku, tata ciągle cię bije?”
O tym, co bawi „Johna”, poza futbolem naturalnie, już nieco było; wspomniałem o śpiewie, kolejny konik to wino. Prawdziwy koneser, i szczęściarz; jeden z jego synów ma własną winiarnię, ma więc przynajmniej jeden poważny pretekst, by regularnie smakować zacny trunek. Preferuje wino białe, które kojarzy mu się z dobrym nastrojem i pełnią życia, w jakimś sensie odpowiada jego osobowości (dla ciekawskich, poleca morawskie sauvignon, tramín, chardonnay, ryzlink rýnský oraz ryzlink vlašský); czerwonym nie pogardzi, ale to inna specyfika (cabernet sauvignon i modrý portugal). W każdym razie zaintrygowani tą dość niezwykłą słabością dziennikarze magazynu „Aha” poprosili Uličneho o stworzenie własnej karty win, absolutnie autorskiej. Oto efekt:
Hoftychův sen (sen Hoftycha) – słabsze (dla kobiet) – były podopieczny ze Zlína, bardzo ładny chłopak, podobał się paniom i z całą pewnością by im smakował;
(jego podopieczny ze Svitu Zlín i całkiem niezły trener, obecnie w Spartaku Trnava)
Panenkův výběr (wybrańcy Panenki) – lekkie, odurzające – Tonda był najlepszym piłkarzem, technikiem, jakiego widziałem na oczy, wino musi pachnieć i być delikatne na języku.
(Antonin Panenka, i już wiadomo o kogo chodzi)
Řepkův trhák (przebój Řepki) – mocne, dla prawdziwych facetów – wino znamienite, ale lekko kwaśne, uderzające do głowy, przy większych ilościach grozi potworny kac.
(Tomaš Řepka, legenda Sparty Praga i West Ham United, zadziorny, waleczny, nerwowy, brutalny, ostatnio celebryta, a w wolnych chwilach zawodnik SK Dynamo České Budějovice… Uličný mówi o nim, że na pewno ma dobre serce, jest dobrym człowiekiem, tylko, że nerwus, i stąd te wszystkie afery. Bardzo go ceni i lubi)
Uličného špička (mistrzostwo Uličnégo) – niby leniwe, ale doprowadzające do upojenia. Lekkie wino, które można pić i w większych ilościach, które nigdy nie przestanie smakować. A dlaczego leniwe? Bo na boisku zawsze byłem leniwy, ale przynajmniej nie można było się ze mną nudzić.
(jego podopieczny ze Svitu Zlín i całkiem niezły trener, obecnie w Spartaku Trnava)
Panenkův výběr (wybrańcy Panenki) – lekkie, odurzające – Tonda był najlepszym piłkarzem, technikiem, jakiego widziałem na oczy, wino musi pachnieć i być delikatne na języku.
(Antonin Panenka, i już wiadomo o kogo chodzi)
Řepkův trhák (przebój Řepki) – mocne, dla prawdziwych facetów – wino znamienite, ale lekko kwaśne, uderzające do głowy, przy większych ilościach grozi potworny kac.
(Tomaš Řepka, legenda Sparty Praga i West Ham United, zadziorny, waleczny, nerwowy, brutalny, ostatnio celebryta, a w wolnych chwilach zawodnik SK Dynamo České Budějovice… Uličný mówi o nim, że na pewno ma dobre serce, jest dobrym człowiekiem, tylko, że nerwus, i stąd te wszystkie afery. Bardzo go ceni i lubi)
Uličného špička (mistrzostwo Uličnégo) – niby leniwe, ale doprowadzające do upojenia. Lekkie wino, które można pić i w większych ilościach, które nigdy nie przestanie smakować. A dlaczego leniwe? Bo na boisku zawsze byłem leniwy, ale przynajmniej nie można było się ze mną nudzić.
Ponadto uwielbia kosić trawę; przynajmniej uwielbiał. Miał do tego powód: do swojego ogrodu u Plumlovské přehrady (Plumlovskiej zapory) przywiózł kilka rolek murawy ze stadionu 1.FC Brno ze Srbské, którą akurat wymieniano na nową i… zawiesił na płocie informację: Na tej trawie przegrała Sparta i Slavia. Ludzię dugo nie wiedzieli o co chodzi, a on miał z tego niezły ubaw
Bardzo przaśnie odpowiadał w popularnej ankiecie bulwarówki „Blesk”. Niektóre odpowiedzi warto przytoczyć, niech stanowi to codę dla tej części opowieści o „Johnie” i przyuczenie dla naszych trenerów, jak z dystansem opowiadać o sobie.
- Gdzie chciałby się obudzić?
U boku Angeline Jolie. Chociaż nie, ona jest trochę za młoda, więc w sumie mogłaby być i Madonna. No tak, ale to mogłoby nieco zasmucić moją ukochaną żonkę, Alenkę, najlepiej więc niech zostanie, jak jest.
U boku Angeline Jolie. Chociaż nie, ona jest trochę za młoda, więc w sumie mogłaby być i Madonna. No tak, ale to mogłoby nieco zasmucić moją ukochaną żonkę, Alenkę, najlepiej więc niech zostanie, jak jest.
- Co najchętniej robiłby cały dzień?
Ale mówimy o wolnym dniu po wygranym meczu, co nie? No, to wziąłbym gazetę i przeczytał, jak ci chłopcy Ulicného pięknie grali, potem poszedłbym na jakiś dobry obiad, a po nim na spacer z wnukami. Wreszcie zagrałbym jakiś debelek tenisowy, który zakończylibyśmy w winiarni.
Ale mówimy o wolnym dniu po wygranym meczu, co nie? No, to wziąłbym gazetę i przeczytał, jak ci chłopcy Ulicného pięknie grali, potem poszedłbym na jakiś dobry obiad, a po nim na spacer z wnukami. Wreszcie zagrałbym jakiś debelek tenisowy, który zakończylibyśmy w winiarni.
- O jakim samochodzie marzy?
Mam czwórkę wnucząt, więc przydałby mi się samochód tak na sześć do dziewięciu osób; tak, by mogła się w nim pomieścić cała rodzina. Marka nie ma znaczenia.
Mam czwórkę wnucząt, więc przydałby mi się samochód tak na sześć do dziewięciu osób; tak, by mogła się w nim pomieścić cała rodzina. Marka nie ma znaczenia.
- Gdyby mógł ustalić ramówkę telewizyjną to oglądalibyśmy…
Bez wątpienia jakiś film akcji. Lubię Seagala, Willisa, Stallone’a. Jak już wszystkich pozabijają, to popatrzyłbym na partyjkę Federer-Nadal.
Bez wątpienia jakiś film akcji. Lubię Seagala, Willisa, Stallone’a. Jak już wszystkich pozabijają, to popatrzyłbym na partyjkę Federer-Nadal.
:)
