O autorze
Rocznik 1980. Górnoślązak, Niemiec, Polak, być może nawet człowiek, co komu pasuje...; piłką nożną interesuję się gdzieś od połowy lat osiemdziesiątych, pasjonując się nie tylko wydarzeniami bieżącymi, ale coraz śmielej odkrywając niezwykłości zdarzeń minionych. Fascynujące, w sam raz, żeby się zatracić. Zupełnie, jak w literaturę, muzykę, filozofię Wschodu, przyjaciół, jedzenie...

Kontakt: mariuszkowoll@gmail.com

Szczerość

Radek Sňozík (i Luděk Zelenka, po prawej)
Radek Sňozík (i Luděk Zelenka, po prawej) http://fotbal.idnes.cz/po-dresech-si-slapat-nebudeme-tvrdi-pred-derby-bavici-snozik-se-zelenkou-1og-/fot_dsouteze.aspx?c=A090308_003353_fot_dsouteze_par
„Mamy cztery stuprocentowe sytuacje i zdobywamy jednego gola, a potem z jednego jedynego strzału stracimy dwa. Spieprzyliśmy to po mistrzowsku a teraz niestety Pan Bóg nas rani zwyczajnie…” – tak zaczyna się niezwykła stylem i formą i żartem i szczerością wypowiedź bramkarza Bohemians 1905 Praha, Radka Sňozíka, po przegranej z Viktorią Žižkov. Poniżej znajdziecie (mniej więcej) cały zapis oraz materiał dźwiękowy.



Taki wywiad to delicje dla dziennikarza. Kto kojarzy wypowiedzi Kałużnego, czy Żytki niech to zmieli z niezłym poczuciem humoru, a uzyska właśnie coś takiego. Ok., wywody Sňozíka może nie zapędziły się w aż tak oniryczną prostolinijność, jak sławetny popis przy włączonych mikrofonach redaktora Bosáka i byłego wyśmienitego piłkarza, później niezgorszego trenera, Vladimíra Táborského, ale pikantny jest i wart cytowania:


Mamy cztery stuprocentowe sytuacje i zdobywamy jednego gola, a potem z jednego jedynego strzału stracimy dwa. Spieprzyliśmy to po mistrzowsku a teraz niestety Pan Bóg nas rani zwyczajnie…

Jeśli nie jesteśmy w stanie pokonać Hradec, nie jesteśmy w stanie pokonać to coś, k…a, to ja już sam nie wiem…

Jeśli będziemy dalej tak grać, to spadniemy. My przegraliśmy chyba ze sto meczów, czy jakoś tak. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz wygrałem. Zdaje się, że gdzieś w trampkarzach, k…a.

To jest indywidualna sprawa każdego z nas, nie chce mi się nawet o tym gadać, każdy musi zapytać samego siebie, co właściwie robi [by to się zmieniło – MK]. Każdy musi to sobie przemyśleć we łbie, ciężko mi to ocenić. Mamy trenera, który ma papiery, by widzieć, co z tym zrobić, ja mam gówno.


Jestem tam po to, by coś złapać, ale ja nie złapię nawet taksówki; znowu nie złapałem nic więcej… Każdy musi zacząć [oceniać – MK] od siebie.

Nie no, niczego nie odpuszczamy, jedziemy teraz… pozostaje nam wygrać na Dukli. Musimy zacząć punktować tam, gdzie wcześniej tego nie przewidywaliśmy.
Nie no, mamy w drużynie Hartiga, jest Abrce [Martin Abraham – MK], jest Pavel Lukáš. W drużynie mamy sporo trzydziestolatków. Doświadczenia mamy aż po samego ch…ja, więc problem nie jest w braku doiświadczenia. Jeśli my mamy się z tego zesrać, to co, mam drzeć się jeszcze na Bůďu [Lukáše Budínského – MK[, który ma czternaście lat [ma lat dwadzieścia – MK], albo na Nerada, który, k…a, nie ma nawet prawa jazdy…?


Nie chcę rzucać nazwiskami, wszyscy jesteśmy w dupie, cała Bohemka, i musimy się z tego jakoś wykaraskać.




Nie da się ukryć. Są dokładnie tam, gdzie powiedział Sňozík. Obserwując pełną pasji, zawziętości i, do diabła, naprawdę niemałych umiejętności, walkę Baníku Ostrava z faworyzowanym mistrzem z Pilzna (2:3), natchnionych, albo przynajmniej z solidnie przykręconą śrubą przez słynnego Radka Latala, trzeba przyznać, że sytuacje podopiecznych chyżonogiego ongiś skrzydłowego i legendy Jablonca, Jozefa Webera, staje się coraz mniej ciekawa. A teraz czeka ich na dokładkę derbowy mecz z Duklą… Wystarczy popatrzeć na zawodników „Wojskowego” klubu - Sňozík i spółka nie mają żadnych atutów…