Moja wrodzona odporność na słowo "prawda", wzmocniona dawno temu lekturą kilku rozpraw filozoficznych, sprawiła, że przez wiele lat unikałem wszystkiego, co miało w tytule: prawdziwe, jedyne, pewne etc. Jednak wobec gąszczu publikacji (także tych książkowych) poświęconych czarnej magii ecommerce trudno pozostać do końca obojętnym. Swoje poniższe doświadczenia lub jak kto woli – trzy grosze – prezentuję nie jako kolejny nadszyszkownik ebiznesu, lecz jako człowiek, któremu parę lat temu ktoś wyłuszczył swoje problemy, antycypując najsłynniejsze pozdrowienie polskich paprykarzy: "jak żyć, eSprzedawco, jak żyć".
REKLAMA
Grosz pierwszy: bądź poważny
Kiedy spotykam się z ludźmi czynnie zaangażowanymi w ecommerce, bywa, że chcąc skrócić ich tyradę o problemach ROPO, strategiach Pareto czy 4P, 4C, 7P etc., zadaję im jedno pytanie: a gdzie w tym, o czym opowiadasz, są pieniądze? I nie pytam jako potencjalny przyszły inwestor czy ktoś, kto chciałby skubnąć pomysł, a raczej jako osoba ciekawa kolejnej metodologii. Niestety, najczęściej spotykam się z odpowiedzią: mam dostęp do produktu, to się musi udać lub – jeśli pytany ma już jakieś doświadczenie w esprzedaży – wielu już na tym zarobiło, dlaczego nie ja? No właśnie, ekhem, dlaczego... Może dlatego, że zamiast sprawdzić pierwszy lepszy raport dla danej kategorii, postanowiłeś zostać tysiąc pierwszym supersprzedawcą kaszlących popielniczek, budzików na kółkach, drapaczek do... Nieważne.
Grosz drugi: wiedza nie optymizm
Zmiana społeczna, która sprawiła, że coraz częściej dbamy o to, aby przy każdej sytuacji mówić "wszystko OK" (wzorem amerykańskiego kowboja, który wypala beztroskie i’m fine, thank you także wtedy, kiedy dzień wcześniej zdechło mu stado bizonów) jest oczywiście pozytywna. Tyle tylko, że na polskim gruncie w biznesie znacznie ważniejsze jest pokazanie swojej wiedzy niż radosnego, niczym niezmąconego optymizmu, ponieważ ktoś, dajmy na to inwestor lub strategiczny partner, może twój uśmiech uznać w najlepszym przypadku za przejaw lekkiego niedoinformowania w powadze sytuacji. Ale przecież, co ja tu... w końcu ebiznes jest łatwy, szybki, tani i w ogóle. Na zdrowie.
Grosz trzeci: nie ściemniaj
Prowadzenie ebiznesu (podobnie, jak każdego innego) jest procesem. W dodatku wyjątkowo wrażliwym i podatnym na wszelkie zmiany. Procesem wymagającym nieustannego bycia na czasie ze wszystkim, co nas otacza, a co może mieć wpływ na stabilność firmy. Oczywiście, nie musisz czytać kolejnych podręczników do emarketingu, chyba że interesują cię historie spod znaku „jak to drzewiej bywało“, ale śledź branżowe blogi i fora, bo może z nich dowiesz się, czego ci jeszcze brakuje, aby osiągnąć sukces. A przede wszystkim: nie bój się pytać. To nie jest wstyd, że czegoś jeszcze nie wiesz. Tymczasem spotykam ludzi, którzy na niemal każde wypowiedziane w ich kierunku twierdzenie odpowiadają: tak, tak, wiem, wiem, racja, robię to. Nie ściemniaj, jeśli tego nie robisz. Nie mów, że wiesz, bo miarą tego, czy wiesz, jest biznesowy sukces. Reszta jest wyłącznie miarą niewiedzy lub – co gorsza – ignorancji.
Hans-Georg Gadamer, którego najsłynniejszą pracę wykorzystałem w tytule tego wpisu, stwierdził: rozumiemy coś wtedy tylko, gdy to nasze rozumienie da się zakomunikować innym. Trawestując: osiągamy w ebiznesie coś tylko wtedy, kiedy to nasze osięgnięcie da się zaprezentować innym.
