
Jeżeli pamiętacie czasy warszawskiej Jadłodajni Filozoficznej albo po prostu czasy, kiedy wszyscy słuchali Arctic Monkeys i Babyshambles, na pewno pamiętacie Magdalenę Ławniczak, enfant terrible polskiej sceny imprezowej, Eloise Ash - pyskatą lalę o urodzie Kate Moss, wiecznie z czerwoną szminką na ustach i z perłowymi włosami.
REKLAMA
Te czasy minęły, a jeśli ich nie pamiętacie, to zapamiętajcie nazwisko tej lali – Magdalena Ławniczak. Magda jest już dawno po drugiej stronie lustra, a właściwie po drugiej stronie Europy, bo siedzi we Francji, w Paryżu, na stałe. Ostatnio mogliśmy oglądać tam jej pierwszą wystawę w VOID. Jest jedną z najzdolniejszych polskich fotografek, jedną z najbardziej charakterystycznych, bo jej zdjęcia się zapamiętuje, tak jak zapamiętuje się obrazy. Współpracowała z www.popissue.com.(Sydney), publikowała w FIASCO (Londyn), Shopping & Shopper (Pekin), Stage Magazine (Paris), Carbon Copy, SSAW, Vanity Teen,Stage Fashion (Paris), Fucking young (Spain), DUST, The Fashionisto oraz w polskich magazynach takich jak Exklusiv, Aktivist, VIVA!, VIVA! Moda, Gala, K Mag, Male Man.
Zdecydowałam się z nią porozmawiać o zdjęciach, o tym jak żyć, gdzie żyć i z kim, zdecydowałam się z nią porozmawiać, bo uważam, że ta dziewczyna jest lepsza niż jakaś Weronika Rosati, która stara się gdzieś tam przebić w wielkim świecie, bo Magdalena Ławniczak ma talent, osobowość i jest kapitalną attaché kulturalną w Paryżu.
Magda zrezygnowała ze studiów na ASP trzy miesiące przed egzaminami, poszła na filozofię, a na drugim roku kupiła aparat – „Budziłam sie i zasypiałam myśląc o zdjęciach.” Jej fotografie możecie zobaczyć na www.lawniczak.tumblr.com
Pamiętasz kiedy zrobiłaś pierwsze zdjęcie, czym i kto na nim był? Co wtedy sobie pomyślałaś, co poczułaś?
Pierwsze zdjęcie zrobiłam sobie samej zenitem ze zwykłej ciekawości. To zdjęcie:
A takie pierwsze-pierwsze?
Mój ojciec miał ciemnię i trochę bawił się w fotografię. To chyba wtedy był ten pierwszy-pierwszy raz. Pamiętam, że ogromnie podobał mi się moment, kiedy zdjęcia pojawiały się na białej kartce papieru.
Masz swoje ulubione zdjęcie tak jak inni mają piosenki?
Tak, zdjęcie Horsta Paula Alberta Bohrmanna (amerykańskiego fotografa o niemieckich korzeniach, specjalizującego się w fotografii mody i architektury http://www.horstphorst.com/)
To zdjęcie jest podobne do tego, które zrobiłaś sobie po raz pierwszy.
Tak, tylko wtedy nie miałam jeszcze pojęcia kim jest Horst.
Dlaczego go lubisz?
Bo jak na nie patrzę mam ochotę patrzeć na nie dłużej niż na inne, a to jest mega istotne w zdjęciach.
Którą sesję do polskiego magazynu wspominasz najlepiej?
Najlepiej współpracowało mi się przy sesji z Karoliną Gruszką do K Maga. Edytorial i okładka w literalnie 28 minut. Energetycznie to zagrało od pierwszej sekundy. Karolina jest niesamowita.
Dużo jeździsz, zmieniasz miejsca zamieszkania. Jakbyś porównała pracę w Polsce do pracy za granicą i gdzie było najlepiej?
Ludzie mają mniej kompleksów. Są bardziej pewni siebie i swoich kompetencji. Mi najlepiej pracuje sie w Paryżu. Mieszkam w Belleville Jestem zakochana w tym miejscu. Znam wszystkie małe knajpy i sklepiki wokół mnie, a dwie minuty od mojego mieszkania mam najlepszy widok na cały Paryż. Bez turystów, a to ważne. Wszystko polega na podjęciu decyzji i determinacji. Nie mam bogatych rodzicow ani sponsora.
(tutaj proszę Magdę, żeby mi podała jakieś konkretne nazwy knajp, do polecenia)
O nie, ja naprawdę nie znam nazw. Musiałabym wziąć cię na spacer. Tu jest bardzo lokalnie, pub zazwyczaj nazywa się tak jak nazywa się ulica.
Robisz sobie dużo zdjęć. Często je wrzucasz na fejaka. Lubisz siebie jako fotograf?
Lubię. Myślę, że wielu fotografów robi sobie autoportrety, ale wcale nie wrzucam tak dużo.
Mnie się to podoba, myślę, że wiele lasek by tak chciało, ale nie mają odwagi. Wolisz robić zdjęcia kobietom czy mężczyznom?
Facetów bardziej czuję. Myślę, że to bardziej naturalne, że kobiecie łatwiej jest fotografować mężczyznę i odwrotnie.
Czym się kierujesz wybierając modela?
Tym, jaką sesję chcę zrobić. Myślę, że mam dobre oko – ostatnio zaczęłam zajmować się scoutingiem w jednej z paryskich agencji modeli. Robię też castingi.
Scouting. I co, podchodzisz do kolesi na Montmartrze i mówisz „jesteś ładny, chodź, zrobię ci zdjęcia”?
Nie. Mówię: czy jesteś w jakiejś agencji? Jeśli słyszę, że nie, to daję mu wizytówkę i robię mu parę zdjęć, jeśli mam przy sobie aparat.
Wybierasz charakterystyczne twarze, bardzo wyraziste, niepokorne. Wszyscy ci chłopcy wyglądają jakby grali w zespołach punkowych.
To zależy. Jestem uzależniona od piękna. Lubię duże usta i mądre oczy. Lubię też robić zdjęcia czarno-białe, wydaje mi się wtedy, że portrety stają się bardziej wyraziste.
Podoba Ci się Anja Rubik?
Bardzo rzadko czuję dziewczyny, ale myślę, że praca z nią byłaby super doświadczeniem. Wydaje mi się, że ona jest jak maszyna. Z modelek kocham Erikę Linder, jest na pograniczu seksualności.
Ulubiona książka?
Wszystko co czytałam Wiktora Pielewina i Borisa Viana.
Film?
„Rumble fish” i „Prorok”.
Obraz?
James Ensor – „Smutny Pierrot”, wszystkie obrazy Henry’ego Scotta Tuke’a.
Muzyka?
Z muzyką jest różnie. Lubię jak ktoś mi pokazuje coś nowego. Inaczej na zmianę słuchałabym Rolling Stones, Jaya-Z i Zoo Kids.
