Kilka tygodni temu egipska Konstytuanta w błyskawicznym tempie przygotowała tekst ustawy zasadniczej, która, zgodnie z zapowiedziami, stała się przedmiotem referendum. Za kilka dni poznamy jego ostateczny wynik.

REKLAMA
W ubiegłą sobotę (15.12) w Egipcie odbyła się pierwsza tura referendum konstytucyjnego. W pierwszej kolejności głosowali mieszkańcy 9 prowincji, w tym największych miast: Kairu, Aleksandrii i Asuanu. Chętnych do oddania głosu było tak wielu, że przed lokalami wyborczymi ustawiały się długie kolejki. W efekcie główna komisja wyborcza podjęła decyzję o niemal trzygodzinnym wydłużeniu głosowania. Jutro do urn pójdą mieszkańcy m.in. w Gizy, Port Said i Suezu.
Szacunki wyników pierwszej tury dają przewagę zwolennikom nowej konstytucji. Jeśli uprawnieni do głosowania w innych prowincjach zagłosują podobnie (a prawie pewnym jest, że tak właśnie się stanie. Jutro głosować będą przede wszystkim mieszkańcy małych miast i wsi, którzy sprzyjają prezydentowi), ramy organizacyjne państwa wyznaczać będzie konstytucja, która utrzymuje zapis o "zasadach szariatu" i daje więcej uprawnień prezydentowi. Zdaniem opozycji – także ogranicza wolność mediów i prawa kobiet i jest zbyt "islamska", gdyż nie respektuje rozdziału państwa od zasad wiary. O wątpliwościach dotyczących konstytucji pisałam niedawno w artykule "Egipt – konflikty wokół konstytucji" . Nie chcę powtarzać spostrzeżeń z tego artykułu, tylko pójść o krok dalej i zadać pytanie – czy Egipcjanie są zadowoleni z tego, jak dziś wygląda ich kraj i czy ci, którzy w wyborach prezydenckich oddali głos na Mohhamada Mursiego mogą mieć świadomość, że ich zaufanie zostało prawidłowo zagospodarowane?
Cóż, oczywiście część Egipcjan wyraża niezmienne poparcie dla działań Mursiego – choćby członkowie Bractwa Muzułmańskiego, których jest blisko 1,5 miliona; do tego dochodzą sympatycy, którzy z sobie znanych powodów do Bractwa nie należą. Za wypracowanym brzmieniem konstytucji głosują też ci, którzy mają nadzieję, że jej przyjęcie zakończy trwający od tygodni chaos, który pochłonął już liczne ofiary – wszak zwolennicy i przeciwnicy dokumentu z różnych miast ścierają się regularnie, interweniuje policja, której nie zawsze w porę udaje się powstrzymać rozjuszony tłum.
Czego oczekują niezadowoleni?
Pewnego rodzaju żal mogą natomiast czuć ci, którzy oddali głos na Mursiego nie z powodu przekonania co do jego zdolności przywódczych, a po prostu nie chcieli oddać głosu na Ahmada Szafika, premiera z czasów dyktatury Hosniego Mubaraka, człowieka dawnego reżimu. Wielu z nich czuje dziś rozgoryczenie, bo nazwiska na najwyższych stanowiskach się zmieniły, metody rządzenia – jakby mniej.
Mubarak nie spełnił także swych przedwyborczych obietnic. Te najważniejsze dotyczyły zwiększenia bezpieczeństwa w państwie, zwiększenia poziomu inwestycji (w tym: zaproszenia inwestorów zagranicznych), walki z bezrobociem i polepszenia standardu życia. To wszystko wydaje się nadal niedostępne. Czy można się dziwić złości Egipcjan, którzy dowiadują się o przekazaniu dużej transzy pieniędzy na rozbudowę lotniska w Sharm el-Sheikh (z którego korzystają turyści) przy jednoczesnym twierdzeniu, że państwo nie ma żadnych środków na rozbudowę infrastruktury drogowej?
Co planuje Mursi?
Rozumiem opozycję i jej rozgoryczenie. Rozumiem, że wielu ludzi czuje się oszukana już samym sposobem, w jaki konstytucja została przygotowana – przez zgromadzenie, do którego nie weszli przedstawiciele wszystkich Egipcjan. Część postanowień jest niebezpieczna i w zasadzie nie do przyjęcia w demokratycznym państwie – przede wszystkim te dotyczące uprawnień głowy państwa i kwestii jego odpowiedzialności. W świetle nowej ustawy zasadniczej najwyższe osoby w państwie miałyby być odpowiedzialne tak naprawdę przed Bogiem i historią.
Pojawia się naturalne pytanie – czy Mursi ma zapędy dyktatorskie? Zdania publicystów i ekspertów są podzielone. W moim przekonaniu za wcześnie, by nazwać go dyktatorem, ale na pewno ma takie zapędy. Przypuszczam jednak, że gdy z okien pałacu widzi tysiące demonstrantów, nie ma wątpliwości, że zagarnięcie całej władzy będzie zwyczajnie bardzo trudne i wymagać będzie użycia ogromnej siły, bo zbyt wielu jest Egipcjan, którzy się na taki scenariusz nie zgodzą. Egipska rewolucja nie została dokończona, ale ludzi zrozumieli, jak ważne jest posiadanie praw obywatelskich – np. prawa do udziału w wyborach. Jeszcze kilka lat temu jakiekolwiek głosowanie było fikcją, dziś, pomimo swej niedoskonałości, udział w nich pozwala na autentyczne wyrażenie opinii. Ze zwolennikami Bractwa Muzułmańskiego ścierają się przede wszystkim młodzi, wykształceni ludzie, którzy dzięki podróżom i Internetowi wiedzą, że ich kraj może być lepiej urządzony. Myślę, że właśnie ze względu na siłę, jaką mają ci ludzie, Mursi nie stanie się dyktatorem, choć poddana pod referendum konstytucja wyraźnie umacnia jego pozycję.