W połowie lutego 2012 r. pojawiła się informacja, że rosyjski MSZ rozważa wprowadzenie tymczasowego zakazu adopcji rosyjskich dzieci przez amerykańskie małżeństwa. Resort tłumaczył to trafiającymi doń sygnałami o zbyt łagodnym traktowaniu przez amerykańskie sądy rodziców adoptowanych rosyjskich dzieci, którzy dopuścili się zaniedbań i aktów przemocy względem maluchów. Kroplą, która wtedy przelała czarę rosyjskiego niezadowolenia była sprawa z Pensylwanii. Kobieta, która znęcała się nad adoptowaną 3-letnią Daszą została skazana na 23 miesiące pozbawienia wolności z możliwością opuszczenia więzienia już po ośmiu miesiącach. Sprawa zbulwersowała rosyjską stronę tym bardziej, że lekarze stwierdzili liczne obrażenia na ciele dziewczynki.

REKLAMA
Nie pamiętam, co wtedy pomyślałam o rosyjskiej groźbie. Zapewne uznałam, że jeśli rzeczywiście istnieją istotne wątpliwości, to należy je wyjaśnić bez angażowania zbędnych środków – wszak w grę wchodzi dobro dzieci, liczy się czas, nie należy też psuć dobrej atmosfery wokół adopcji dzieci przez obcokrajowców. Przez kilka miesięcy nie słyszałam o żadnych nowych okolicznościach w sprawie zwyczajnie o niej zapomniałam. Później wypadki potoczyły się szybko – tak szybko, że w poświątecznym ferworze nie zdążyłam napisać komentarza. Spójrzmy na daty – 28 grudnia prezydent Putin podpisał ustawę, która zakazuje Amerykanom (ale też obywatelom innych państw, które rząd FR uzna za łamiące prawa obywateli Federacji) adopcji rosyjskich dzieci. Akt wszedł w życie z dniem 1 stycznia, żadnego okresu przejściowego, tempo iście ekspresowe.

Bo dobro dziecka to priorytet…?

Ustawa przez Dumę nazwana została ustawą Dimy Jakowlewa – dwuletniego chłopca, który zmarł pozostawiony w upał w samochodzie przez przybranego amerykańskiego ojca. Przy każdej możliwej okazji Rosjanie przytaczali statystyki, z których wynika, że strach Amerykanom umożliwiać wywożenie rosyjskich dzieci: w ciągu ostatnich 10 lat w USA zginęło 19 dzieci z Rosji! Tyle że należy mieć na względzie, że po 1991 r. Amerykanie adoptowali blisko 60 tysięcy rosyjskich dzieci. Z liczbami się ponoć nie dyskutuje, więc jeszcze jedna statystyka, tym razem bardzo smutna: w latach 1991 – 2006 zginęło 1220 dzieci adoptowanych przez obywateli FR. Co roku bez śladu ginie 25-27 tysięcy dzieci. Liczb jest jeszcze więcej, ale to nieważne, bo przecież największe zło czynią nieodpowiedzialni Amerykanie, którzy zostawiają dzieci w samochodzie na słońcu. Nie rozgrzeszam owych 19 rodziców, ale nowe prawodawstwo jest niezwykle szkodliwe dla samych dzieci i naprawdę nie chroni ich interesów (znów liczby: w domach dziecka przebywa 650 tysięcy dzieci, co stanowi 0,5% ludności kraju (!). Dzieci niepełnosprawne są adoptowane praktycznie wyłącznie przez obcokrajowców). Pamiętajmy, że przez 1 stycznia w toku było ileś procedur adopcyjnych, często na zaawansowanym poziomie. Wyobraźmy to sobie: rodzice z, dajmy na to, Michigan, zapłacili dużo pośrednikom, sami co najmniej raz byli w Rosji, być może już poznali dziecko i obiecali mu, że wkrótce po nie wrócą. Nie wrócą, chyba że głosy krytyki przekonają Putina do zmiany przepisów. Tyle że wiemy bardzo dobrze, że kto jak kto, ale rosyjski prezydent jest na krytykę bardzo uodporniony.
Ale cóż, nie ma sensu wchodzenie w argumenty o zabarwieniu emocjonalnym, bo wszyscy wiedzą, że przyczyną tak gwałtownej zmiany przepisów nie jest dbałość o dobro dzieci. Ustawa jest odpowiedzią na tzw. akt Magnitskiego, który pozbawia wiz i zamraża aktywa w USA rosyjskich policjantów, prokuratorów, sędziów i urzędników podatkowych, zamieszanych w śmierć prawnika Siergieja Magnitskiego. Zmarł on w areszcie w 2009 r. po tym, jak zdobył dowody, że chroniony przez władze gang ukradł jego firmie 230 mln dol. Rosja od początku groziła zastosowaniem „asymetrycznej” odpowiedzi, a samą ustawę uznała za „akt nieprzyjazny” i prowokację.
Wstrzymanie adopcji to nie jedyne narzędzie rosyjskiej zemsty. Zakazano wjazdu na terytorium FR urzędnikom państwowym Stanów Zjednoczonych i innych państw, którzy dopuścili się przestępstw wobec obywateli Rosji lub którzy przyczynili się do ich popełnienia swoimi działaniami lub bezczynnością. Nałożono areszt na aktywa finansowe tych ludzi na terytorium Rosji, wprowadzono wobec nich zakaz dokonywania jakichkolwiek transakcji dot. nieruchomości w FR. To mało dotkliwe sankcje, bo dotyczą stosunkowo wąskiej grupy osób. Prawdziwym uderzeniem jest zakaz adopcji.

Nie wszyscy są zgodni

Na koniec – małe światełko w tunelu. Okazuje się, że nie wszyscy na szczytach rosyjskiej władzy popierają zapalczywość, z jaką Putin rozlicza się z Amerykanami za „nieprzyjazny akt”. Ustawę skrytykowało kilku członków rady ministrów (m.in. Siergiej Ławrow oraz minister ds. oświaty Dmitrij Liwanow). "Nowaja Gazieta" zebrała ponad 100 tys. podpisów obywateli pod protestem przeciwko uchwaleniu tego aktu prawnego. UNICEF poprzez swojego szefa Anthony Lake’a wezwał Rosje przede wszystkim do wzmocnienia instytucji rodziny i przypomniał, że w baku takich środków alternatywą są adopcje krajowe i zagraniczne.
Niechęci wobec ustawy nie okazali za to deputowani Dumy – zaledwie siedmiu głosowało za jej odrzuceniem, jeden wstrzymał się do głosu. Pozostałych przekonały przedstawione w niej racje.