Jest w Europie kraj, którego blisko 20% mieszkańców nie posiada żadnego obywatelstwa. Wielu z nich nie posługuje się językiem państwowym i nie korzysta z praw, które należne są tylko pełnoprawnym obywatelom.
REKLAMA
Problem bezpaństwowców dotyczy nie tylko państw, do których emigrują mieszkańcy sąsiednich krajów, objętych wojną, ale także choćby będącej członkiem Unii Europejskiej Łotwy. Po odzyskaniu przez ten kraj niepodległości, na obywatelstwo łotewskie mogli liczyć tylko ci, którzy byli jej obywatelami przed II wojną światową – i ich potomkowie, rzecz jasna. W granicach nowo utworzonego państwa mieszkało jednak kilkaset tysięcy osób pochodzenia rosyjskiego, które, korzystając z różnego rodzaju ułatwień w przemieszczaniu się między socjalistycznymi republikami, przyjechały na Łotwę i tu się osiedliły, założyły rodziny, pracowały, płaciły podatki, słowem – nie miały powodu, by czuć się obywatelami gorszej kategorii.
Obywatelstwo jak dobro rzadkie
Aż do czasu. Po 1990 r. części z nich przedstawiono możliwość otrzymania rosyjskiego obywatelstwa, jednak nie wszyscy z tej propozycji skorzystali. Część osób uznała, że poczeka na szansę uzyskania obywatelstwa łotewskiego – mając nadzieję, że posiadanie obywatelstwa kraju, w którym mieszkają, ułatwi im codzienne funkcjonowanie. Inni żywili przekonanie, że Łotwa to mało perspektywiczny projekt polityczny, który szybko upadnie i wszystko wróci do porządku, czyli odtworzone zostanie ZSRR – więc czekali. Nie doczekali się, a w międzyczasie utracili możliwość wystąpienia o przyznanie rosyjskiego obywatelstwa. Wprawdzie w 1994 r. wprowadzono do prawodawstwa instytucję naturalizacji, jednak pozytywne przejście procesu było nader skomplikowane. Pierwotny projekt i tak kontrowersyjnej ustawy zakładał jeszcze dalej idące ograniczenia: do naturalizacji dopuszczano by zaledwie 0,1% ogółu obywateli rocznie. Pomysł ten lansowały ugrupowania nacjonalistyczne i konserwatywne, choć i partie lewicowe i centrowe stały na stanowisku, że proces naturalizacji winien odbywać się stopniowo.
Projekt ustaw tak dalece ograniczających dostęp do procesu naturalizacji został skrytykowany przez organizacje międzynarodowe, m.in. przez Radę Europy. Jako że Łotwa w 1993 r. prowadziła już rozmowy z Unią Europejską (wtedy – Wspólnotą Europejską), parlament musiał sobie poważnie wziąć do serca groźbę, że przyjmując ustawę w omawianym kształcie Łotwa może zapomnieć o członkostwie we Wspólnocie. Uchwalono zatem bardziej liberalny wariant, zgodnie z którym o obywatelstwo może ubiegać się ten, kto: (i) jest zarejestrowany w Rejestrze Mieszkańców Łotwy, (ii) mieszka na terenie Łotwy przez co najmniej 5 lat, (iii) biegle włada językiem łotewskim, (iv) zna hymn państwowy, Konstytucję, historię Łotwy i złoży obietnicę na wierność Republice, (v) posiada legalne źródło utrzymania. Obywatelstwa nie otrzyma ten, kto współpracował z komunistycznymi władzami bądź świadomie działał na szkodę państwa.
Językowe niedoskonałości
Językowe niedoskonałości
Warunki otrzymania obywatelstwa nie różnią się zasadniczo od wymogów, które stawiają inne państwa tym, którzy chcą stać się legalnymi, pełnoprawnymi uczestnikami życia publicznego – zatem o co tyle hałasu? Znajomość języka – oto warunek, którego spełnienie jest wyjątkowo trudne dla wielu mieszkańców rosyjskiego pochodzenia. Umówmy się – do 1990 r głównym językiem w "bywszych stranach CCCR" był rosyjski. Języki narodowe, np. litewski czy estoński także były w użyciu, lecz posługiwali się nimi wyłącznie ci, którzy mogli liczyć na pomoc w nauce ze strony rodziców czy dziadków. Na pewno przybywający do pracy Rosjanie (czy mieszkańcy innych radzieckich republik) nie widzieli potrzeby poznania języka, który miał znaczenie emocjonalne czy był wyrazem kultywowania tradycji. Przecież Związek Radziecki miał trwać po wsze czasy!
Ale nie trwał. Szybko po rozpadzie imperium poszczególne państwa decydowały się na przywrócenie językom narodowych wszelkich odebranych im pół wieku wcześniej przywilejów. Język rosyjski został zdegradowany – jego miejsce w szkołach zajmował angielski, zniknęła rosyjskojęzyczna prasa, załatwienie spraw w urzędach w języku rosyjskim stało się praktycznie niemożliwe. Oczywiście, te zmiany nie nastąpiły z dnia na dzień, ale były nieuniknione. Wszystkie Pribałtiki oferowały chętnym naukę nowych języków oficjalnych (dostęp do lekcji był oczywiście łatwiejszy w dużych miastach, wobec czego większość nie posługujących się językiem estońskim czy łotewskim zamieszkuje na obszarach wiejskich), jednak nie wszyscy z tego skorzystali. Miał tu znaczenie wcześniej wskazany argument – przecież Związek Radziecki wróci!
Referendum
I tak, 35% populacji Łotwy to ludzie rosyjskojęzyczni. Nic dziwnego, że pojawił się postulaty dotyczące nadania rosyjskiemu statusu języka państwowego. Nie skończyło się na dyskusjach w parlamencie i akcji informacyjnej – w lutym 2012 r. przeprowadzono, w wyniku inicjatywy obywatelskiej, referendum. Frekwencja była wysoka i wyniosła 69,23 proc., a w Rydze przekroczyła nawet 77 proc. W rejonach przy granicy z Rosją i Białorusią, zamieszkałych przez ludność rosyjskojęzyczną, frekwencja kształtowała się na niższym poziomie – zaledwie 60 proc. Było to rezultatem tego, że wielu zamieszkujących tam ludzi nie ma praw wyborczych. Powód: bezpaństwowość, a więc wracamy do akapitu pierwszego. Tak czy inaczej, w żadnym innym głosowaniu przeprowadzonym na Łotwie po 1991 r. nie wzięło udział tylu obywateli.
Wyniki referendum nie były zaskoczeniem – za propozycją zmian w konstytucji głosowało zaledwie 25% uprawnionych do oddania głosu. Niby niewiele, ale z drugiej strony – po kilkunastu latach od zaistnienia problemu nareszcie zaczęto go poważnie dyskutować i zastanawiać się, w jaki sposób rozwiązać niedogodności. Może rzeczywiście nadawanie rosyjskiemu rangi języka państwowego nie jest trafionym pomysłem (pamiętajmy, że mówimy o bardzo małym państwie – wprowadzenie języka silnego sąsiada uszczupliłoby rolę i tak nie mającego ana świeie przebicia języka łotewskiego) – ale dlaczego nie może stać się równoprawnym językiem w tych okręgach, w których określony procent ludności deklaruje się jako rosyjskojęzyczna?
Na koniec ciekawostka – wbrew pozorom Łotwa wcale nie jest tym państwem UE, na obszarze którego zamieszkuje najwięcej bezpaństwowców. Palma pierwszeństwa należy się Luksemburgowi (43% mieszkańców nie posiada obywatelstwa), na drugim miejscu uplasował się Cypr. Najmniej bezpaństwowców jest w Polsce (0,1% ogólnej liczby ludności), Bułgarii (0,5%), na Litwie (1%) i w Słowenii (1,3%). Średnia dla całej Unii Europejskiej wynosi 6,6%.
