
Od poniedziałku na ulicach Stambułu trwają walki ze służbami porządkowymi. Bezpośrednią przyczyną tak gwałtownej manifestacji niezadowolenia były plany dotyczące zmiany przeznaczenia popularnego Parku Gezi. W rzeczywistości problem jest dalece bardziej złożony. To nie walka o drzewa, ale o kierunek, w którym ma pójść turecka polityka w kolejnych miesiącach.
REKLAMA
Po wpisaniu do wyszukiwarki słowa "Stambuł" i ograniczeniu wyników do materiałów zamieszczonych w ostatnich 7 dniach, Google próbuje mnie przekonać, że najważniejszym wydarzeniem jest promocyjna cena biletów lotniczych oraz nowa oferta biura podróży, specjalizującego się w wyjazdach do Turcji. To na pewno bardzo interesujące, ale obecnie w Stambule dzieje się coś dalece wykraczającego poza typowe przygotowania do rozpoczęcia sezonu turystycznego. Drzewa. Niby błahostka, a ich obrona doprowadziła do największych od dawna starć z policją, w których rannych zostało ponad 100 osób (dane z piątku).
Lokalne władze ogłosiły plany renowacji głównego placu Stambułu – Taksim. Zakładają one, że w miejscu parku Gezi powstanie centrum handlowe i w związku z tym przystąpiono do wycinki rosnących tam drzew. Działanie władz nie spodobało się m.in. miejskim aktywistom i urbanistom, którzy podnoszą, że plany nie zostały przedłożone do publicznych konsultacji.
Protest w obronie zieleni bardzo szybko przerodził się w demonstrację przeciwko umiarkowanie islamistycznej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), na czele której stoi premier Recep Tayyip Erdogan. AKP rządzi już trzecią kadencję (od 2002 r.), a sam szef rządu ostatnio wykazuje coraz większe tendencje dyktatorskie.
Polityczne korzenie AKP sięgają wartości islamskich, jednak związani z organizacją politycy podkreślają, że chcą budować państwo świeckie.
O AKP światowe media donosiły ostatnio w kontekście przeforsowania ustawy zakazującej reklamy alkoholu i ograniczającej jego sprzedaż. Jeśli prezydent podpisze akt, alkoholu nie będzie można sprzedawać w sklepach od godz. 10 wieczorem do 6 rano, zabronione też będą wszelkie kampanie reklamowe tych napojów. Co do tego, że prezydent Abdullah Gul złoży swój podpis pod ustawą nie ma większych wątpliwości – wszak on także wywodzi się z AKP.
Przez część obserwatorów przyjęcie aktu jest odczytywane jako kolejny krok w kierunku islamizacji Turcji. Rzeczywiście – w ostatnich latach tureckie prawodawstwo coraz mnie wydaje się realizować cele państwa neutralnego religijnie, za które Turcja uchodziła jeszcze kilkanaście lat temu. Przykładów tego zjawiska jest wiele – ot, choćby cieszące się dużą popularnością szkoły proislamskie związane z ruchem Fethullaha Gulena. Dla jednych jest wizjonerem, dla innych – demagogiem, kierującym z tylnego siedzenia tureckimi elitami. Szkoły działają także za granicą, m.in. w Stanach Zjednoczonych.
Wracając do zamieszek w Stambule – zdaniem uczestników, poza ponad setką rannych w wyniku starć z policją, są także ofiary śmiertelne. Władze nie potwierdzają takich przypadków. Policja użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego. Amnesty International wyraziła zaniepokojenie "nadmiernym użyciem siły" przez policję.
Władze nie chcą odpuścić planów zmiany przeznaczenia obecnego parku nawet pod naporem rosnących z każdym dniem wyrazów niezadowolenia. Premier zapowiedział, że siły porządkowe do skutku będą przeganiały manifestantów, pragnących powstrzymać wycinkę drzew, gdyż nie można dopuścić do tego, by "Plac Taksim był terenem, na którym szaleją ekstremiści".
Protestujący boją się w równym stopniu niekontrolowanego użycia siły przez władze, co ograniczenia dostępu do portali społecznościowych, bez użycia których tak masowy zryw nie byłby możliwy. Głównym narzędziem komunikacji jest Twitter. Przykładowo, w piątek władze zmusiły ambulanse do opuszczenia okolicy, w której dochodzi do najcięższych starć. Ranni zgłaszali potrzebę udzielenia im pomocy na Facebooku i Twitterze.
Jak donosi BBC, aby umożliwić protestującym nieskrępowany dostęp do internetu, właściciele pobliskich sklepów i restauracji udostępnili na Twitterze hasła dostępu do oferowanych przez siebie sieci wi-fi.
W sobotę manifestacje rozpoczęły się także w Ankarze.
Okazuje się, że wycinka drzew pod budowę centrum handlowego była kroplą, która przelała czarę niezadowolenia. Manifestanci – a wcale nie są to tylko młodzi, zbuntowani Turcy, na organizowane codziennie protesty przychodzą także 40 czy 50-latkowie – zapowiadają, że nie rozejdą się do domów, zanim nie przekażą rządzącym swego komunikatu. A komunikat jest krótki: już wam dziękujemy. To wasza ostatnia kadencja. Czeka was niespokojne lato.
