Kartezjusz powiedział - „Myślę, więc jestem”. Ja z kolei im więcej myślę o węgierskiej polityce i szefie węgierskiego rządu, tym mniej wiem. Jeszcze do niedawna uważałam go za groźnego politycznego performera, dziś coraz częściej zastanawiam się, czy w tym szaleństwie nie ma słusznej metody.
REKLAMA
Przez instytucje europejskie, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i część międzynarodowych firm Viktor Orban jest postrzegany jako nieprzewidywalny populista, którego polityka kłóci się z oczekiwaniami, jakie mają wobec niego Europa i świat. Samego zainteresowanego to nie zniechęca, wprost przeciwnie – dzięki tym argumentom utwierdza Węgrów w przekonaniu, że kraj skutecznie broni się przed próbami narzucenia mu obcych rozwiązań i wymyka się obcemu naciskowi. W swojej liczącej ponad 1000 lat historii, Węgry były podbite i zdominowane przez Mongołów, Turków, nazistowskie Niemcy i Związek Radziecki. Najwierniejsi zwolennicy Orbana uważają, że międzynarodowe korporacje i Unia Europejska to kolejne źródło niebezpieczeństwa, które chce przejąć kontrolę nad tym niewielkim, bo liczącym zaledwie 9 milionów mieszkańców, państwem.
Takie przekonanie podsyca sam Orban, który przekonuje, że Węgry są w konflikcie z wielkimi światowymi instytucjami, które chcą zniszczyć samodzielność kraju. W czerwcu rozesłał do wszystkich obywateli listy, w których napisał, że "Węgry wygrały bitwę", gdy pod koniec maja Komisja Europejska zarekomendowała zarekomendowała usunięcie Węgier z listy krajów objętych procedurą nadmiernego deficytu. Na marginesie – rozesłanie korespondencji kosztowało ponad 3 mln euro, co powinno robić wrażenie. Na wykupionych w największych węgierskich gazetach ogłoszeniach czytamy z kolei, że usunięcie kraju z listy jest "zwycięstwem wszystkich Węgrów nad tymi, którzy chcieli naszej porażki w kraju i za granicą".
W najbliższych tygodniach Węgry planują spłacić, przed terminem, 20 mld euro w ramach pożyczki na ratowanie, do wzięcia którego kraj został zmuszony przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unię Europejską w trakcie kryzysu walutowego w 2008 r. Niemal jednocześnie z ogłoszeniem decyzji o wcześniejszej spłacie, Prezes Banku Centralnego, Gyorgy Matolcsy, poprosił MFW o zamknięcie biura w Budapeszcie.
Ostra i bezkompromisowa polityka Orbana, skierowana wobec wielkich instytucji finansowych, ma przeciwników wśród polityków Unii Europejskiej, ale podoba się wielu Węgrom, którzy doceniają szefa rządu za odwagę w obronie interesów narodowych. Wystarczy prześledzić komentarze polskich internautów pod artykułami o kolejnych posunięciach Orbana, by przekonać się, że także wielu Polakom odpowiada ten styl gry. Wyborcza.biz napisała kilkanaście dni temu, że wkrótce węgierskie banki mają zaprzestać udzielania kredytów hipotecznych w obcych walutach. Premier jest zdania, że "banki wprowadził ludzi w błąd" i zwabiły ich do zawierania niekorzystnych umów kredytu hipotecznego ("oszukać" miało się dać 1,3 mln węgierskich rodzin).
Miało to wzbudzić postrach wśród banków i instytucji unijnych, które boją się powtórki z 2011 r., gdy pomoc rządu w spłacaniu zadłużenia w obcych walutach kosztowała budżet państwa ponad miliard dolarów. W efekcie banki odnotowały duże straty na koniec roku – Wyborcza.biz podaje kwotę 716 mln dolarów.
Szybkie spojrzenie na komentarze pod artykułem pokazuje, na jak duże poparcie mógłby liczyć Orban, gdyby stanął na czele polskiego rządu. "Nareszcie. Po Islandii pierwszy polityk ceniący bardziej swój naród od banksterów" – pisze jeden z użytkowników serwisu. ". Coraz bardziej lubię Orbana. To jest facet który nie odda własnych obywateli jako daninę dla banksterów", "Widać, że facet ma jaja. Banki doprowadziły w końcu do kryzysu, a na całym świecie rządy zamiast wyciągać konsekwencje, dotują je wielomiliardowymi bezzwrotnymi pożyczkami i subwencjami. Jeden Orban zachowuje się racjonalnie. I dobrze. Czas zapłacić za chciwość i pazerność. O ich upadek się nie boję. "Przerażenie" banków to chwyt tani i obliczony na reakcję UE" wtórują mu kolejni.
W swoich tekstach staram się nie oceniać polityków, bo myślę, że najbardziej słusznej oceny mogą dokonać tylko ci, którzy na własnej skórze odczuwają efekty politycznych decyzji podejmowanych przez tych rządzących. Prawda jest taka, że mam ogromny problem z oceną Orbana nawet na własny użytek. Z jednej strony groźne wydają mi się próby prowadzenia polityki niezależnej od sąsiadów i UE jako całości, irytuje buta i przekonanie o czającym się zewsząd wrogu. Gdyby nie ten "wróg", Węgry prawdopodobnie ogłosiłyby już bankructwo. Z drugiej strony imponuje mi polityk, który konsekwentnie prowadzi politykę, która doprowadziła go do władzy – czyli realizuje program. Wydaje się, że Orban nie ma żadnych kompleksów szefa rządu małego państwa. Być może błędnie pojmuje interesy Węgier, ale mimo wszystko jest bezkompromisowym reprezentantem swojego kraju i jego dobro (choć czasem dziwnie rozumiane) stawia sobie jako cel nadrzędny. Prezentuje cechy, które rzadko widzimy u polityków – i to jest na plus. Mimo wszystko nie jestem przekonana, czy chciałabym, aby taki taran stał na czele polskiego rządu. Stanowcza polityka Orbana może doprowadzić do tego, że – nie wiedząc kiedy – przejdzie jeden most za daleko i okaże się, że to będzie początek ogromnych kłopotów Węgier.
