O autorze
Turystyka to nie tylko podróże do malowniczych zakątków świata. To wielki przemysł, który generuje ponad 10 procent światowego PKB. To potężna machina, której olbrzymie koła zębate poruszają setki, tysiące, a nawet miliony innych, tych mniejszych, małych i całkiem drobnych wpływających na kontynenty, kraje, regiony, miasta, miasteczka i wioski. To fascynujący świat, w którym firmy muszą nauczyć się zarządzać wszystkimi kryzysami świata niemal w jednym czasie, to przemysł, który działa ponad granicami, podziałami, uczy tolerancji i łagodzi obyczaje. I właśnie o niezwykłym zjawisku zwanym „branżą turystyczną” piszę od wielu lat na łamach mediów specjalistycznych. Na co dzień komentuję bieżące wydarzenia w polskiej i światowej turystyce, opisuję trendy i próbuję przybliżyć odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania wszystkich, którzy choć trochę interesują się podróżowaniem.

Dlaczego Niemcy dostali lepszy pokój?

www.pexels.com
Choć biura podróży letnie wyjazdy sprzedają już od dobrych kilku miesięcy, sporo osób dopiero zabiera się za planowanie wakacji. Jeśli do nich należysz, przeczytaj ten tekst przed dokonaniem ostatecznego wyboru. Dzięki niemu nigdy więcej nie powiesz, że „Niemcy dostają lepsze pokoje niż Polacy”.



Ostatnia część zdania znalazła się w cudzysłowie, bo w branży już od dawna przytaczana jest jako dowód na brak zrozumienia przez przeciętnego Kowalskiego mechanizmów tworzenia oferty turystycznej. A przecież z wycieczkami jest tak jak z każdym innym towarem, produkt jest taki, za jaki się zapłaciło. Argumenty, że hotel ten sam, termin ten sam, więc i cena musi być taka sama, wcale się tu nie sprawdzają. Ale po kolei.


Na produkt turystyczny składa się kilka elementów – kraj/ region/ kurort, przelot, hotel, rodzaj wyżywienia, typ ubezpieczenia i zakres usług na miejscu. To tak w skrócie. Szczegółowa analiza pokazuje, dlaczego pozornie identyczne oferty, są w rzeczywistości zupełnie inne, i dlaczego nie kosztują tyle samo. Tu naprawdę nie chodzi o chciwość jednego czy drugiego organizatora, ale o szereg zmiennych, które wpływają na ostateczny kształt i koszt tzw. imprezy turystycznej.
Załóżmy, że porównujemy oferty z dwóch-trzech biur do tego samego miejsca i tego samego hotelu. Zanim z całą pewnością zawyrokujemy, który touroperator jest fajny, a który chce nas wykiwać, porównajmy wszystkie szczegóły.


Termin
Zacznijmy od dnia wylotu i długości pobytu – może z perspektywy klienta jeden dzień w tę czy w tamtą nie robi różnicy, dla touroperatora może mieć zasadnicze znaczenie. Wystarczy, że turnus zacznie się kilkanaście godzin później, żeby wskoczyć w kolejny, droższy (lub tańszy sezon). Dlaczego wszystkie biura nie wybierają tańszego okresu? Bo muszą pobyt dostosować do siatki połączeń lotniczych.


Miejsce wylotu
Lotniska pobierają opłaty lotniskowe, o tym wie każdy, kto choć raz podróżował samolotem. Ich wysokość jest różna, w zależności od portu, ale też zakresu usług. Będzie taniej, jeśli do samolotu pojedziemy autobusem, a nie wejdziemy przez rękaw, na cenę biletu wpływ ma też godzina wylotu.

Godziny wylotu
Większość letnich ofert sprzedawanych przez touroperatorów opiera się o wyloty czarterowe. Biuro umawia się z linią, że w danym dniu zawiezie jej klientów we wskazane miejsce. Godziny przelotu, choć są podane z wyprzedzeniem, mogą się zmienić, to ryzyko, które trzeba przyjąć, jeśli chce się podróżować taniej niż klasycznymi liniami lotniczymi. Rejsy zazwyczaj ustawione są po literze „W”, weźmy za przykład przelot z Warszawy na Kretę. Samolot nie wraca stamtąd prosto do Warszawy, tylko zabiera turystów, którzy zakończyli pobyt, na przykład do Katowic, gdzie wsiadają kolejni turyści podróżujący na Kretę. Ostatni rejs wykonywany jest z Krety z pasażerami powracającymi do Warszawy. Jeśli po drodze coś się wydarzy – na którymś lotnisku będzie opóźnienie, pojawi się burza albo popsuje się samolot, cała siatka wali się jak domek z kart. Chyba czasem lepiej poczekać na lotnisku niż lecieć w złą pogodę lub ryzykować rejs niesprawnym samolotem? Oczywiście tej ostatniej opcji nikt nie bierze nawet pod uwagę. Jeśli więc zdarzy się Wam opóźnienie, nie „koczujcie” na lotnisku (tego typu komentarze pojawiają się zazwyczaj w takich sytuacjach), tylko spokojnie poczekajcie.

Hotel
To, że biuro A i B sprzedają ten sam hotel, nie oznacza jeszcze, że oferta jest identyczna. Być może u touroperatora A dostępny jest tylko pokój w wersji ekonomicznej, a B kwateruje klientów od strony morza? Być może A daje możliwość wstawienia do pokoju dostawki dla dziecka, przez co przestaje on być przestrzenią nadającą się do zamieszkania i staje się jednym wielkim łóżkiem, drugi przywiązuje większą wagę do komfortu i od razu wysyła trzyosobową rodzinę do większego? Tak to już jest, że za wygodę trzeba więcej zapłacić.

Wyżywienie
Polacy najchętniej wykupują wakacje w wersji all inclusive. Pod tym pojęciem kryją się co najmniej trzy opcje. Pierwsza to tzw. „light all inclusive” – w cenę wliczone są główne posiłki, napoje bezalkoholowe i lokalne alkohole. Lodów, ciastek i przekąsek być nie musi. Druga wersja to „zwykłe all inclusive”, zazwyczaj z trzema posiłkami, czymś do przekąszenia pomiędzy nimi i piciem. Alkohole zazwyczaj pochodzą z kraju, w którym wypoczywamy. Najbogatsze jest „ultra all inclusive”, gdzie nie tylko jest pełno jedzenia i picia, ale i napoje często wyskokowe pochodzą od znanych producentów. W opcji „wszystko w cenie” może być uwzględnione korzystanie ze wszystkich punktów gastronomicznych na terenie hotelu lub tylko z niektórych z nich. Podobna zasada odnosi się do oferty sportowej i rekreacyjnej.

Ubezpieczenie
Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym ustawa turystyczna (pełna nazwa to ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych, zacznie obowiązywać od 1 lipca 2018 roku. Wcześniej biura działały w oparciu o starą ustawę.) nakazuje touroperatorom zawierać ubezpieczenie na rzecz klientów. To dobrze, bo nawet ci, którzy uważają, że im na wakacjach nic złego przydarzyć się nie może, są chronieni, gdyby poślizgnęli się na basenie i złamali nogę. Fakt, że w cenę imprezy włączone jest ubezpieczenie, nie znaczy, że w każdym biurze jest takie samo. Różnice dotyczą wysokości sumy gwarancyjnej i zakresu odpowiedzialności wystawiającego polisę, a to wszystko wpływa na ostateczną cenę wycieczki.

Usługi na miejscu
Choć większość zorganizowanych imprez turystycznych obejmuje transfer z lotniska do hotelu i z powrotem oraz opiekę rezydenta, nie jest to obowiązkowy element wycieczki. Transfery zazwyczaj są zapewnione, ale już z przedstawicielem biura na miejscu być może będzie można porozmawiać tylko przez telefon, nie zawsze będzie to Polak, czy osoba mówiąca po polsku. Takie usługi też kosztują, jeśli biuro chce zaoferować tańszą opcję, może wyłączyć z pakietu opiekę rezydenta. Informacja o tym jest oczywiście podawana na umowie o imprezę turystyczną.

Warunki handlowe
Na cenę wpływ mają też indywidualne warunki handlowe. W turystyce działa ta sama zasada, co w innych branżach – jeśli kupujesz hurtowo (np. miejsca w samolocie lub w hotelu) płacisz mniej. Ale to, że w hotelu A firma dostała lepszą cenę, nie znaczy, że tak samo będzie w obiekcie B.

Już teraz rozumiecie, dlaczego nie da się zestawić biura A z biurem B i jednoznacznie stwierdzić, które jest tańsze? Być może na pojedynczych ofertach takie porównanie ma sens, ale na większą skalę zwyczajnie się nie sprawdza.

Na koniec pozostaje odpowiedzieć na pytanie postawione na początku – „Dlaczego Niemcy dostali lepszy pokój?” Odpowiedź jest prosta, bo pewnie za taki zapłacili. O dyskryminacji mowy tu być nie może.