Tłumy turystów w paryskim Luwrze
Tłumy turystów w paryskim Luwrze fot. Alicia Steels on Unsplash

W 2018 w szeroko rozumianej branży turystycznej dużo dyskutowano o overtourismie. Dla osób niezaznajomionych z tematem - chodzi o tłumy odwiedzających, którzy dla mieszkańców są koszmarem, ale dla gospodarki ważnym źródłem przychodów.

REKLAMA
W zeszłym roku najgłośniej przeciwko tłumom turystów protestowali mieszkańcy Barcelony i Majorki. Lokalne władze próbowały i nadal próbują uporać się z tym problemem na różne sposoby. Pomysłów jest wiele, od wprowadzania zakazów wynajmu mieszkań przez portale typu Airbnb w popularnych miastach lub dzielnicach (np. w centrum Palmy na Majorce), przez ograniczenia liczby osób mogących przebywać jednocześnie w danych miejscach (np. w Wenecji pojawiły się na pewien okres bramki, które automatycznie zamykały się, kiedy liczba osób w najważniejszych punktach miasta przekroczyła ustalony limit), aż do negocjacji z przedsiębiorcami turystycznymi. W tym ostatnim przypadku mowa o Dubrowniku i greckiej wyspie Santoryn, których władze dyskutowały z organizatorami rejsów wycieczkowych na temat maksymalnej liczby statków, które mogą zawinąć do tamtejszych portów w ciągu jednego dnia.
W 2018 roku problemem overtourismu zaczęły zajmować się firmy turystyczne. Co prawda pojawiło się wiele głosów, że odpowiedzialne są za niego głównie tanie linie lotnicze, które masowo zwożą pasażerów do najpopularniejszych kierunków turystycznych, zarzuty kierowano też pod adresem firm typu Aribnb, które z jednej strony wprowadziły na rynek dodatkowe miejsca noclegowe, z drugiej stały się zagrożeniem dla hoteli. Dzięki niższym kosztom działalności, ceny zakwaterowania są u nich niższe niż u tych pierwszych. Ta ostatnia kwestia tak naprawdę jest nieco dyskusyjna, bo na przykład w dużych miastach Europy Zachodniej koszt wynajęcia apartamentu nierzadko przewyższa kwotę wydawaną na nocleg w pokoju hotelowym.
Ale wróćmy do przedsiębiorców. W Stanach Zjednoczonych już pojawiają się głosy ze strony dużych organizatorów, że firmy muszą wziąć odpowiedzialność za sterowanie ruchem turystycznym. Niektórzy podnoszą na wysoki sezon ceny jeszcze bardziej niż dotychczas i obniżają mocniej na okres przed i po szczycie wakacyjnych podróży. Kolejni tworzą nowe programy wycieczek po mniej znanych regionach, a jeszcze inni tworzą rankingi niepopularnych kierunków turystycznych.
logo
Tatra Mountains Resort tmr.sk

Overtourismu, choć może w mniejszej skali, każdego roku doświadczają narciarze, szczególnie jeśli wybierają się na białe szaleństwo w przerwach świątecznych lub na ferie zimowe. Juraj Chovanak, dyrektor marketingu w Tatra Mountain Resorts, firmie zarządzającej między innymi Szczyrk Mountain Resort mówi, że ruch na stokach narciarskich można regulować na różne sposoby. W tym roku spółka wprowadza dynamiczne kształtowanie cen karnetów. System ustali koszt biletu uprawniającego do korzystania z wyciągów na podstawie liczby turystów, którzy na dany dzień wykupili bilety. W bieżącym sezonie to, ile zapłacimy za szusowanie po stokach na Słowacji w Jasnej, będzie uzależnione nie tylko od terminu wyjazdu, ale też od natężenia ruchu. Oferta dostępna na Gopass.sk obejmie zasięgiem nie tylko wspomnianą Jasną-Chopok, ale też Szpindlerowy Młyn oraz Szczyrk. Zdaniem dyrektora skutecznym sposobem na zmniejszenie tłumów narciarzy, jest też smaczna kuchnia. - Jeśli oferta gastronomiczna jest atrakcyjna, część osób zjedzie do restauracji, dzięki czemu ruch na stokach trochę spadnie – twierdzi.
Nad problemem overtourismu dyskutuje coraz więcej mądrych głów. To dobrze z dwóch powodów, po pierwsze kwestię trzeba jakoś rozwiązać, po drugie paradoksalnie w perspektywie długoterminowej kłopot może okazać się zbawieniem. Przedsiębiorcy i władze lokalne będą musieli nauczyć się lepiej zarządzać ruchem turystycznym, dzięki czemu zniwelują, trochę przy okazji, problem sezonowości, który jest dziś jednym z największych wyzwań dla kierunków i firm aktywnych w tym segmencie gospodarki.