www.eximtours.pl

Z dobrym biurem podróży jest jak z ubraniami od znanego projektanta – niby wyglądają jak z sieciówki, ale nawet za małe świetnie leżą.

REKLAMA
Polscy touroperatorzy już od sierpnia 2018 roku sprzedają ofertę na Lato 2019. Klienci, jak co roku, zastanawiają się, dokąd pojechać i jak wybrać biuro, które w międzyczasie na pewno nie zbankrutuje. Na szczęście upadłość nie jest już teraz tak straszna jak jeszcze kilka lat temu. Po pierwsze po feralnym 2012 roku, kiedy z naszego rynku zniknęło 13 touroperatorów, minister finansów podniósł minimalne stawki zabezpieczeń, dzięki czemu klienci, w sytuacji gdy dojdzie do bankructwa, w pełni odzyskują wpłacone pieniądze. W przekładzie z gwary branżowej na język zwykły oznacza to, że biuro podróży, żeby działać legalnie, musi posiadać zabezpieczenie finansowe na wypadek ogłoszenia upadłości. Do wyboru ma kilka opcji, ale zazwyczaj wybiera gwarancję ubezpieczeniową. Jej wysokość uzależniona jest od kilku czynników – od zasięgu geograficznego oferty, przez termin przyjmowania i wysokość zaliczek, aż po wielkość obrotu. Po drugie od dwóch lat funkcjonuje Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, na który biura odprowadzają dodatkowe składki. Jeśli któremuś powinie się noga, a pieniędzy z podstawowego zabezpieczenia finansowego nie wystarczy, TFG wypłaci klientom brakującą sumę.
Skoro nie ma co sobie zawracać głowy potencjalnym bankructwem, o wyborze touroperatora, któremu powierzymy organizację naszych wakacji, decydują inne czynniki. Jakie? Choćby poczucie bycia „zaopiekowanym” bez narzucania się ze strony organizatora. Takimi biurami podróży chcą być wszyscy, ale dziś poświęćmy trochę czasu Eximowi, bo po trudnych latach odrodził się niczym Feniks z popiołów.
Na pierwszy rzut oka trudno uchwycić różnicę między biurem podróży Exim Tours a jego głównymi konkurentami. Touroperator, kiedyś kojarzony głównie z wycieczkami do Tunezji i Egiptu, dziś wysyła klientów przede wszystkim do krajów basenu Morza Śródziemnego, na Karaiby, do Afryki Środkowej i Azji. Szeroka oferta to nic zaskakującego, jeśli pamięta się, że Exim Tours jest częścią dużego niemieckiego koncernu turystycznego DER Touristik należącego do REWE Group, właściciela m.in. popularnej sieci sklepów spożywczych Billa. Biuro nie wyróżnia się specjalnie niskimi cenami, program budowany jest podobnie jak u innych – im więcej hoteli należących do firmy lub zakontraktowanych na zasadach wyłączności, tym trudniej zestawić ofertę z konkurencją. Taką strategię stosują też inni duzi, głównie Grupa TUI i Thomas Cook, do którego w Polsce należy Neckermann Podróże. Co powoduje, że z Eximem można się „zakolegować”? Wieczna dłubanina w ofercie, w dyskusjach branżowych, w rozwiązywaniu problemów. Pracownicy firmy biorą na siebie pracę, której innym nie chce się wykonać – prowadzą odprawy pasażerskie dla klientów lecących tanimi liniami, błyskawicznie reagują na zapytania swoich partnerów handlowych – sami chwalą się, że potwierdzenie rezerwacji z przelotem rejsówką zajmuje im średnio 12 minut. W czasach wszechmocy internetu może to wydawać się wiecznością i pewnie by było, gdyby chodziło o wycieczki oparte o przeloty czarterowe. Kiedy w grę wchodzi kombinacja tanich lub klasycznych linii lotniczych, hotelu i transferu, to wspomniane 12 minut jest niczym w porównaniu z czasem, jaki trzeba by poświęcić na samodzielne złożenie podobnej oferty.
Exim Tours był kiedyś jednym z najważniejszych touroperatorów w Polsce. Kiedy przyszła wiosna arabska i Polacy, podobnie jak większość Europejczyków zrezygnowali z wyjazdów do Tunezji i Egiptu, przyszły trudne lata. Ale biuro było wierne zasadzie „co nas nie zabije, to nas wzmocni” i opracowało nową strategię, która, jak widać po wynikach finansowych (80 mln zł obrotu w 2016 roku, prognozy na ten rok mówią o nieco ponad 200 mln zł i wzroście liczby klientów o 65-70 proc.), sprawdza się. Dziś Exim Tours jest jak znany projektant mody – niby jego codzienne kreacje nie różnią się specjalnie od tych z sieciówek, ale nawet jeśli są trochę za małe, świetnie leżą.