
Chorwacja od zawsze kojarzyła się z samodzielnie organizowanymi wakacjami, na które jechało się własnym samochodem. Wszelkie próby touroperatorów wprowadzenia lotów czarterowych kończyły się rezygnacją z nich w kolejnym sezonie. Teraz sytuacja uległa zmianie.
REKLAMA
Dziś do Chorwacji nadal można pojechać samochodem, a na popularności kierunku bazują biura podróży, które mają w swojej ofercie tzw. dojazd własny. A ponieważ kraj od lat był chętnie odwiedzany przez Polaków, touroperatorzy niejednokrotnie podejmowali próby wprowadzenia na rynek lotów czarterowych. Niestety zazwyczaj po sezonie, maksymalnie dwóch, rezygnowali z wynajmowania całych samolotów i wracali do sprzedaży samego zakwaterowania. Widać z lotami do Chorwacji było jak z tabletami, choć większość z nas kojarzy je z iPadem wypromowanym przez Steve'a Jobsa, pierwszym twórcą tych urządzeń był Bill Gates, który zaprezentował nową wersję komputera już w 2000 roku. Niestety, nowinka się nie przyjęła, a na akceptację użytkowników czekała 10 lat.
Ale wróćmy do Chorwacji. Od kilku lat można tam polecieć z Polski tanimi liniami lotniczymi, kierunkiem zainteresował się także LOT, dziś partner strategiczny Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej, agendy rządowej odpowiedzialnej za promocję kraju zagranicą. Od stycznia do końca listopada br. na pokładzie samolotów naszego przewoźnika narodowego między Polską i Chorwacją podróżowało ponad 100 tys. pasażerów. Latem w siatce połączeń znajdowały się lotniska w Zagrzebiu, Dubrowniku, Splicie, Zadarze i Puli, zimą utrzymane zostaną stałe połączenia z Zagrzebiem oraz Dubrownikiem. Michał Fijoł, wiceprezes LOT-u ds. handlowych przewiduje, że w całym roku będzie to 110 tys. osób, a ponieważ rejsy cieszą się dużą popularnością, mają zostać utrzymane także w 2019 roku. Jak twierdzi Agnieszka Puszczewicz, dyrektor Przedstawicielstwa Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej w Polsce, dziś można już śmiało rekomendować Chorwację jako kierunek całoroczny.
