Brak pewności wobec słów innych stwarza wielkie problemy. Czy dotrzyma obietnicy? Czy naprawdę tak myślał? Czy nie oszuka, nie wykpi się, nie zaprzeczy? Kłamstwo i oszustwo niszczy nasz świat. I kosztuje. Bowiem brak prostoty i uczciwości wymusza mnóstwo mechanizmów zabezpieczających, które są kosztowne i skomplikowane.
REKLAMA
„A Ja wam powiadam, abyście w ogóle nie przysięgali ani na niebo..., ani na ziemię..., ani na głowę swoją.... . Niechaj więc mowa wasza będzie tak-tak, nie-nie, bo co ponadto jest, to jest od złego” (Ewangelia Mateusza 5:33-37).
Jak dzisiaj rozumieć te słowa Jezusa z Kazania na Górze? Co nam mówią o naszym stylu wysławiania się? Jak je w zasadzie zastosować?
Pewne grupy chrześcijańskie w oparciu o nie odmawiały składania przysiąg. Anabaptystyczne wyznanie wiary z Schleitheim z 1527 roku wyjaśnia: „Chrystus, który uczy doskonałości prawa, zakazuje wszelkich przysiąg Swoim, czy to prawdziwych czy fałszywych - ani na niebo, ani na ziemię, ani na Jeruzalem, ani na nasze głowy - i to z tego powodu, który zaraz po tym przedstawia - albowiem nie możemy uczynić nawet jednego włosa białym lub czarnym. A więc widzicie, dlatego przysięganie jest zabronione: nie możemy wypełnić tego, co obiecujemy, kiedy przysięgamy, ponieważ nie możemy zmienić najmniejszych rzeczy w nas.” Nie obiecujmy więc. Obietnica jest aktem arogancji. Wydaje ci się, że możesz coś kontrolować, że potrafisz ogarnąć rzeczywistość – ale to iluzja, jeśli właśnie nie zarozumialstwo. Ów ustęp o przysięgach kończy się słowami: „Chrystus jest prostym tak albo nie, i wszyscy ci, którzy szukają Go w prostocie zrozumieją Jego Słowo. Amen.”
Hm. Czy więc jedyne, co nam pozostaje, to w pokorze przyznać, że całkowicie sobie z tym nie radzimy? Że przysięgamy i nie spełniamy prostych słów Jezusa, ściągając na siebie tego konsekwencje?
Argumenty anabaptystów z XVI wieku były wciąż żywe wśród baptystów w wieku XVII. Niemniej, w swym Londyńskim Wyznaniu Wiary z 1689 roku w rozdziale 23 - „Przysięgi i ślubowania zgodne z Bożym prawem” znajdujemy inny wykład słów Jezusa. Otóż, przede wszystkim, ostrze krytyki Jezusa widzą nie tyle wobec samej przysięgi, co niejasnego, mętnego jej wypowiadania: „Przysięga powinna być wyrażona w jasnym, zrozumiałym języku, bez dwuznaczników i niepewności” (Art. 4). Chodzi również o namysł i odpowiedzialność: „Każda osoba przysięgająca zgodnie ze Słowem Bożym [czyli: zgodnie z zaleceniami Biblii] musi być świadoma powagi tego aktu i niezwykle ostrożna, aby nie powiedzieć niczego, co nie jest prawdą; pochopne, fałszywe i puste przysięgi prowokują Pana, by sprowadził nieszczęście na kraj” (Art. 3). W końcu, Słowo Boże zezwala na przysięgę jedynie w wyjątkowych, poważnych okolicznościach: „kiedy wymaga tego waga i doniosłość spraw i kiedy prawda wymaga potwierdzenia lub jeżeli pragnie się zakończyć spór” (Art. 2).
Natomiast słusznie anabaptyści wskazali przyczynę takiego zrozumienia naszego języka: Chrystus jest prostym tak, albo nie. Jego życiem kierowało posłuszeństwo woli Ojca, i nic innego. W Ewangelii Jana jest porównywany do światła. A światło jest tym, czym jest, zdecydowanie i nieodmiennie. Jest jednorodne. Tylko jasne. Podobnie apostoł Jan mówi o Bogu w swym Pierwszym Liście: „Bóg jest światłością i nie ma w nim żadnej ciemności” (1Jana 1:5).
Co to ma wspólnego ze słowami? Wszystko. Słowa są wyrazem natury. Natura Boża jest określona, jasna. Prawdziwa. Taka, a nie inna. Dlatego Boże tak to tak, a nie to nie. Bez światłocienia, jak pisał Norwid. Cały Stary Testament jest pełen dziękczynienia Bożego Ludu za Bożą wierność, czyli niezmienność, stałość w złożonej obietnicy. Słowa są w pewnym sensie tym, który je wypowiada. Nie da rady się od nich oddzielić, bo mają swego autora. Który w nich i przez nie tworzy wspólną rzeczywistość z innymi.
I w tym właśnie mamy Go naśladować. Czyż nie tego właśnie brakuje nam dziś najbardziej?
Jesteśmy tacy, jak nasze słowa. I na odwrót: nasze słowa dowodzą, kim jesteśmy. Słowa obłudne, pokręcone, niespójne dowodzą, że nasze wnętrze jest w chaosie. Brak konsekwencji, szacunku do własnego słowa dowodzi słabości i zniechęca do zaufania. A przecież właśnie i jedynie zaufanie jest tym, na czym w relacji do innych ludzi możemy cokolwiek budować.
Wewnętrzna prostota jest piękna i szlachetna. Spójność myśli, celów, słów. Jezus stawia nam za przykład dzieci: mamy być jak one, nieskomplikowane w swej ufności wobec Ojca i jasne, szczere wobec bliźnich. Uczciwe. Proste. Nie rzucające słów na wiatr.
Słowa mają wielką moc. Ranią i leczą. Upodlają i podnoszą; pognębiają i zachęcają. Pamiętajmy o tym. Używajmy słów szczerze i odpowiedzialnie.
Bądźmy tacy, choć to trudne. Bądźmy dla innych i dla siebie, pamiętając, że naśladowanie dobrego Boga może nam przynieść tylko błogosławieństwo.
