Na każdej monecie i banknocie amerykańskim znajdujemy wyznanie wiary: Ufamy w Bogu. Czy to odpowiednie miejsce?
REKLAMA
W Polsce wiarę silnie wiążemy z budynkami kościelnymi, celebrą, światem religijnych wyobrażeń, które kojarzą nam się z tradycją, świętami rodzinnymi, specjalna kuchnią. Rekwizytami pięknymi i cennymi, godnymi zachowywania, ale całkowicie obok codziennego życia. Religia jest rozłączna z nauką, ekonomią. Jesteśmy jej skłonni przyznać pewien wpływ na nasze postawy, wartości pomagające nam dokonywać określonych wyborów, higienę psychicznego życia, dostarczanie cennych wartości estetycznych, uniesień może, podobnych do tych w teatrze czy na istotnym filmie. Ale jest naszym zdaniem rozłączna z większością twardych nauk, w tym ekonomią.
Czyżby?
Jezus Chrystus bardzo lubił używać przypowieści z codziennego życia, a jednym z ulubionych obszarów tegoż były właśnie finanse. Mamy więc m.in. przypowieść o nieuczciwym zarządcy (Łukasza 16), z tajemniczymi słowami „zyskujcie sobie przyjaciół mamoną niesprawiedliwości, aby, gdy się skończy, przyjęli was do wiecznych przybytków”. O wieśniakach zarządzających winnicą (Mateusza 21), o robotnikach w winnicy - i zasadności wypłacania dniówki za tylko godzinę czy dwie pracy – (Mateusza 20). Jezus płaci podatek za siebie i Piotra (Mateusza 17), jest też pytany o zasadność podatków przy okazji wizyty w świątyni (Mateusza 22;15-22), przy której to okazji padają tak często błędnie rozumiane słowa „Oddawajcie więc, co cesarskiego, cesarzowi, a co boskie – Bogu”. Mamy w końcu konkretne polecenia odnośnie jałmużny (Mateusza 6:1-4), Nawrócenie przełożonego celników, Zacheusza, miało dla niego bardzo poważne reperkusje finansowe (Łukasza 19:8). Podobnie, Ananiasz i Safira w pierwszym chrześcijańskim zgromadzeniu, zgrzeszyli – mówiąc dzisiejszym językiem – przez złożenie nieprawdziwego sprawozdania finansowego o własnej dobroczynności. I Bóg wcale nie uznał tego za czyn poza własną jurysdykcją – przeciwnie, ukarał ich natychmiast (Dzieje 5:1-10).
Patrząc szerzej, Start Testament uczy prawa własności w jednym z X przykazań. Przykazanie „Nie kradnij” zakłada istnienie prawa własności. Podobnie pierwszy grzech – sięgnięcie po zakazany owoc – nie ma sensu, jeśli nie uznamy prawa Boga do dysponowania owym drzewem. Stąd w prawie starotestamentowym sporo miejsca poświęca się sprawom własności. Wiele zasad i przykazań mówi o określonych skutkach, w tym finansowych. Na przykład, przykazanie szanowania rodziców opatrzone jest komentarzem skutku: „aby ci się dobrze działo” (Efezjan 6;3). Błogosławieństwa i przekleństwa łączą w ogóle się raczej z doczesnością, w tym i stanem posiadania, a nie wyłącznie z wiecznością. Chrześcijanie, tak jak starotestamentowi Żydzi, mają postrzegać się jako szafarze, a więc zarządy Bożej własności. Stąd postulat życia dla Boga, nie dla siebie oraz używania swych talentów jako danego przez Boga potencjału, za którego realizację będziemy ostatecznie przed Nim odpowiadać.
Wszystko więc, zarówno początek biblijnej historii, jak i Sąd Ostateczny, opiera się na założeniu Bożego zaangażowania w ekonomię. Wiara chrześcijańska zakłada Boże prawo do naszego życia. Umieszczenie przypomnienia o tym na pieniądzu wydaje się więc jak najbardziej właściwe. Bardziej, niż towarzyszące nam na co dzień przeświadczenie o braku wpływu wiary na nasze portfele.
