Abonament jest ciężarem archaicznym więc wprowadzę nowy podatek - stwierdził premier Donald Tusk.

REKLAMA
Premier Donald Tusk spełnia swoją obietnicę wyborczą dotyczącą zniesienia opłat za radio i telewizję.
Abonament jest ciężarem archaicznym – stwierdził Premier.

Zapowiedzi zniesienia abonamentu przyszła najpierw dla emerytów i rencistów, a potem miała być dla wszystkich obywateli. Deklaracja ta wzbudziła sprzeciw nie tylko władz mediów publicznych, ale również największych nadawców komercyjnych.
Prezesi TVN i Polsatu ramię w ramię z władzami TVP mówili o potrzebie utrzymania abonamentu.
Niestety, przykład 19 państw UE pokazuje, że abonament działa, a w Polsce problem jest raczej w nieumiejętności jego ściągania. Premier, jednak nie chcąc się ze swojej obietnicy wyborczej wycofać, bo jak by to wyglądało, że raz coś obiecuję, a potem nie dotrzymuje słowa. Szczególnie że w tym wypadku nie można nam wmówić, że jak się było w opozycji, to było, inaczej.
Postanowił zatem łupić ludzi w bardziej osobliwy sposób, wprowadzając podatek.
Dziesięcinę będziemy płacić na takich samych zasadach jak w przypadku podatku dochodowego.
Dalej nie będzie mieć znaczenia czy z publicznej telewizji i radia korzystamy - płacić będziemy musieli, bo będzie to nowy podatek.
Opłata jako taka jest dla mnie zrozumiała i działa na terenie prawie całej Unii. Tyle, że tam, gdzie abonament istnieje, stanowi on główne ze źródeł finansowanie mediów publicznych. Dodatkowo publiczni nadawcy mogą co prawda liczyć na dotacje z budżetu i dochody z emisji reklam to jednak ta "dotacja" stanowi główny przychód nadawców. Warto zauważyć, że tylko w Polsce, na Malcie i Cyprze abonament ma mniejszy udział w budżecie nadawców publicznych niż przychody z reklam. W pozostałych przypadkach stanowi on główne źródło finansowania.
Problemem jest sposób pobierania opłat i skuteczność windykacji wśród osób nie płacących. Nie płacenie „opłaty audiowizualnej” w krajach Unijnych jest na poziomie, zaledwie kilku procent. W naszym kraju jest na poziomu ponad 30% . Dlatego ładnie wygląda jak się deklaruję rezygnację z tej opłaty.
Na chwilę obecna tylko w Danii, Niemczech,Wielkiej Brytanii i Polsce abonament jest odrębną opłatą.
W Grecji i Portugalii płacony jest razem z opłatami za elektryczność, dolicza go do rachunku dostawca energii. We Francji, abonament płacony jest wraz z podatkiem katastralnym i odpowiada za niego Ministerstwo Finansów.
Donald Tusk idąc za przykładem płynącym z zachodu planuje wprowadzić opłatę w formie podatku, bo przecież prawie każdy obywatel naszego kraju Skarbówki się boi, więc będzie podatek płacić. Tylko, jeżeli już patrzymy na zachód i do tego zachodu dążymy to może miło, by było sprawdzić jak to u naszych sąsiadów działa. W Czechach wystarczy zadeklarować, że się telewizji nie ogląda i podatku nie zapłaci. Niestety, Pan nam nakazuję płacić podatek bez względu na to czy telewizor i radio w domu mamy, czy też go nie mamy. Jak wynika z ustaleń Fundacji WEI będziemy musieli zapłacić podatek nawet, w przypadku gdy będziemy mieli tylko smartphona lub komputer. Możemy się znajdować nawet w rejonie białych plam. Te dotyczą w Polsce około miliona ludzi. TVP zapłaciła z naszych pieniędzy za możliwość nadawania przekazu satelitarnego, niestety nie pozwoliła odbiorcą z tego przywileju skorzystać.
Tak oto szary obywatel znowu będzie łupiony przez Pana Donalda. W czasie kampanii będzie się jednak można pochwalić, że przecież abonament się zniosło. W Polsce jest już tyle różnych podatków, że obywatele mogą się nie zorientować jak dodany zostanie jeszcze jeden.
Więc my biedni obywatele powinniśmy się teraz cieszyć, że Donald opłatę zniósł. To, że robi z nas głupków, zmieniając nazwę i pozwalając poborcą skarbowym pobierać należne pieniądze nie powinno nas przecież niepokoić. Listonosze sobie z tym nie radzili a od czasu, kiedy Rafał Brzoska zrobił poczcie polskiej konkurencję, nie jest powiedziane, że ten komunistyczny twór przetrwa. Więc lepiej się zabezpieczyć i oddać pobieranie tej opłaty w formie podatku osobą zajmującym się tym zawodowo - poborcą podatkowym.
PRowcy wcisną nam, że abonamentu nie ma, a my będziemy się cieszyć. Pokornie w skarbówce wypełnimy formularz, na którym "brakuje tylko i wyłącznie nazwiska panieńskiego prababki po kądzieli, obwodu ##### i numeru buta stryja", żeby móc ten podatek zapłacić i mieć święty spokój, bo przecież abonament nam znieśli.