Już od jakiegoś czasu wśród wielu firm można zaobserwować trend. Propagowany w celu ułatwienia pracy oraz życia codziennego. Mowa o miniaturyzacji urządzeń i przyjaznym interfejsie.

REKLAMA
A wszystko zaczęło się od...
Początków miniaturyzacji należy się doszukiwać w ewolucji kserokopiarek. Gdy pojawiły się na rynku, wprowadziły wielki zamęt w firmach, zmieniając system codziennej pracy. Zaoszczędzony został przede wszystkimi czas maszynistek. Zamiast przepisywać godzinami te same teksty, wystarczyło teraz zamknąć zapisaną kartkę w urządzeniu wielkości pokaźnego biurka i czekać, aż wymagana liczna kopii zrobi się sama bez obawy, że pojawią się błędy czy literówki. Zbędne przepisywanie odeszło na zawsze w niepamięć.
Era komputerów
Kolejnym krokiem na drodze miniaturyzacji i zastąpienia pracy człowieka maszynami, było pojawienie się komputera. To przełomowy moment, w którym nagle możliwe stało się pisanie i edytowanie tekstu przed jego przeniesieniem na papier. Pozwalało to na znaczną oszczędność czasu i pieniędzy.
Apetyt szybko wzrósł i pojawiła się chęć posiadania własnego komputera w domu (to wielka zasługa firmy Apple, popularyzatora tego typu urządzeń). Niestety komputer miał jedną, poważną wadę – był przydatny tylko w domu bądź biurze. W związku z jego ograniczoną użytecznością, na rynku pojawiły się pierwsze projekty laptopów. Niewielkie, ważące ok. 10 kilogramów urządzenia, można było przenosić je w każde miejsce. Jednak praca na nich, bez konieczności ładowania możliwa była tylko przez 30 minut.
Początek rewolucji smartfonów
Kolejne działania toczyły się głównie wokół komputera i jego nowych funkcji. Jednak pewnego styczniowego dnia w 2007 roku na scenę wszedł Steve Jobs. Pokazał światu nowe urządzenie o znacznie szerszym zastosowaniu. Nagle komputer stał się przeżytkiem, a wszystkie nasze potrzeby zaspokojone zostały przez niewielkie pudełko mieszczące się w kieszeni. Na dodatek korzystanie z niego przez cały dzień bez ładownia nie stanowiło też żadnego problemu. Mowa oczywiście o pierwszym iPhonie.
Dla ludzi była to prawdziwa ideologiczna rewolucja, ponieważ wszystko czego pragnęli i potrzebowali zostało zamknięte w jednym małym urządzeniu. Od teraz wysłanie zdjęcia na ulubiony portal społecznościowy, sprawdzenie pogody czy skontaktowanie się ze znajomymi stało się banalnie proste. Wystarczyło włączyć odpowiednią aplikację.
Już od samego początku smartfonowej rewolucji, jej ogromny potencjał zaczęły dostrzegać również inne firmy, nie chcąc pozostać w tyle. Na rynek wypuszczano rzeczy coraz bardziej dostosowane do przeciętnego użytkownika.
Magia mobilności
Kolejnym krokiem w kierunku mobilności była prezentacja iPada pierwszej generacji. Tablet pozwalał na wygodne przyswajanie wszystkich dotychczasowych treści w dowolnym miejscu i czasie. Dodatkowo umożliwiał w doskonały sposób pobieranie nowego kontentu prosto z internetu. Trend ten podchwycił Amazon, wypuszczając na rynek pierwszego prawdziwego czytnika e-booków - Kindle oraz swoją własną bibliotekę książek internetowych. W ten sposób przekonywał ludzi do tego, że działania na komputerze za pomocą skomplikowanego oprogramowania, myszki i klawiatury, można zastąpić znacznie wygodniejszymi urządzeniami mobilnymi i dotykowymi.
Co nas czeka wkrótce?
Patrząc na niedługą, bo pięcioletnią historię, mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, że w przeciągu 10 lat w domach przestaniemy widywać książki i komputery stacjonarne. Większość codziennych czynności zostanie przeniesione na tablety i komórki. Już teraz możemy zapomnieć o listach zakupowych i korzystać z aplikacji na telefon Listonic a za pomocą Saveup’a śmiało robić zdjęcia płyt naszych ulubionych kapel i od razu je zamawiać. Noszenie plastikowych kart lojalnościowych również staje się zbędne, ponieważ możemy wprowadzić je do aplikacji caartoo. Możemy wykorzystywać nasz telefon do informowania lekarza o naszym stanie zdrowia czy też zapłacić telefonem za obiad albo zakupy.  Gdy na rynku pojawią się zapowiedziane niedawno okulary od Google będziemy mogli zapomnieć o deskach rozdzielczych w samochodzie czy nawigacji. Wszystko będziemy nosić przy sobie i po powrocie do domu nie będziemy mieli już ochoty odpalać maszyny, która leży i zalega kurzem.