Hej, absolwenci animacji kultury, filmoznawstwa, teatrologii i stosunków politycznych! Chcecie popracować w kulturze? W Krakowie, w Nowej Hucie? Serdecznie zapraszamy! Ale uwaga: na chleb to tu nie zarobicie.
REKLAMA
Na stole koszyk gruszek. Siatka papryk. Duże pudło z ciastkami. Jest dobrze? Nie do końca. Nie kupił tego nikt z naszej redakcji – niszowego Lodołamacza, dwutygodnika wydawanego w Nowej Hucie. Gazeta jest bezpłatna, tak jak bezpłatnie trafiło do nas to jedzenie – z ogródka pani Grażynki, piekarnika pani Haliny, ogrodu Małgosi. Strasznie się z tego cieszymy. Pracujemy w kulturze i jesteśmy szczerze zachwyceni swoją sytuacją finansową.
Na jednym z najpopularniejszych nowohuckich profili fb „Jestem z Nowej Huty, jestem zajebisty” przetoczyła się ostatnio dyskusja – czy odnawiać nowohuckie bloki. Jedni byli za pacykowaniem ich na kolory ecru, zieleni i pomarańczy, inni optowali za swojskim, klimatycznym brudem. Przy projektowaniu osiedli w latach 50. urbaniści dla każdego przewidzieli inny, zharmonizowany z resztą kolor. Dziś nikt z „odnowicieli” o tym nie pamięta.
Podobna pstrokacizna panuje w redakcji Lodołamacza. Zagnieździliśmy się w boskim ciele teatru Łaźnia Nowa. Szaro tu i betonowo: tu gdzie teraz stoją nasze wypasione ajmaki (żartuję, HP z Makro za 2299) kiedyś były warsztaty pobliskiego technikum. Co mogło się tu wtedy przy pomocy prętów i spawarek wyprawiać, możemy sobie tylko wyobrazić. Bo to, co się dzieje teraz, oglądać musimy na co dzień.
Przy naszych nowohuckich biurkach (wydawco! W wolnej od pracy chwili!) powstaje szereg inicjatyw nadobowiązkowych. Stała współpracowniczka dziobie towarzyszki z grzędy na profilu Kocham kury. Odpowiedzialny za niezidentyfikowany zespół działań, zwanych social-mediami kolega lubi sobie pogmerać (Michał sory! Naprawdę mogę zmienić to słowo!) w Muzeum Erotyzmu. Redaktor prowadzący maskuje się, ale tak naprawdę to kibic-fanatyk, znany na dzielnicy ultras. Bardzo dobrze pracuje nam się razem, łzy ze śmiechu często płyną z oczu.
No a poza tym oczywiście robimy gazetę. Szczególnie lubimy robić okładki. Wybieranie tego jedynego zdjęcia zawsze zostawiamy na koniec.
Zaczęliśmy od pieniędzy i na pieniądzach skończmy. Żaden z wymienionych tu profili nie przekupił autorki w zamian za ujęcie go w tekście. Gruszki i papryki przyniesione zostały dobrowolnie. Autorzy zdjęć nie czerpią korzyści majątkowych z opublikowania ich prac. Nie zorientowaliście się, ale pisać się tu tak naprawdę będzie o Nowej Hucie i tym, co z nią związane. Klubie sportowym, otoczonym bezkrytyczną miłością zdolnych do największych poświęceń fanów. Teatrze, który reanimuje podwórkowe fontanny, a okolicznych mieszkańców zaprasza do grania w spektaklach, robionych przez „prawdziwych” (i prawdziwych) reżyserów. Nowohuckim pomniku syrenki i największym zagęszczeniu bokserów i szachistów na metr kwadratowy. No i innych takich, żulach, maniakach i poważnych szaleńcach. Pozdrowienia spod komina.
