
Ucichłam, ponieważ zajęta byłam ostatnim (dla mnie) biegiem w tym sezonie. Półmaraton w Trydencie to przeżycie niezapomniane. Trasa przepiękna i płaska, częściowo położona nad jeziorem Garda. Pierwszy raz byłam w tym północnym rejonie Włoch i muszę powiedzieć, że po jedzeniu widać, że do Austrii jest tuż tuż. Zobaczcie sami na następnych zdjęciach co serowali dzień przed biegiem. Mój mąż był bardzo zadowolony. Ja mniej, ponieważ i tak nic z tego zjeść nie mogłam. Oprócz tego był jeszcze Apfelstrudel oraz degustacja miejscowych serów i wina. Ale odmówienie sobie kapusty i kiełbasy akurat pomogło, ponieważ dnia następnego pobiłam swój rekord w półmaratonie i złamałam 2h, co prawda tylko o 40 sekund, ale cały rok treningów przyniósł wreszcie efekty. A w nagrodę, już podczas mojego roztrenowania, powtórzyłam w domu pasztet z gęsich wątróbek z brandy - spróbujcie - niebo na grzance.
4 szalotki
2 ząbki czosnku
4 łyżki passaty pomidorowej
Kostka masła
6 łyżek brandy
mleko
4 łyżki dżemu z whisky i imbirem M&S
sól, pieprz
pieprz czerwony i czarny w ziarenkach
dwie garści świeżego tymianku
kilka kromek pieczywa
2. Pokroić szalotki. Podsmażyć na maśle z czosnkiem. Dodać wątróbki, dokładnie obsmażyć.
3. Dodać dżem i brandy. Wymieszać, niech trochę się pogotują i nabiorą aromatu. Posolić, popieprzyć. Dodać połowę świeżego tymianku. Odstawić do schłodzenia.
4. Jak wątróbki są już zimne, wszystko zmiksować z passatą pomidorową i połową rozpuszczonej kostki masła.
5. Przecedzić przez sitko do miski. Ostatni raz spróbować czy smak jest ok -ewentualnie popieprzyć i posolić.
6. Masę nakładać do okrągłych foremek i odstawić aż się zetną.
7. Resztę masła rozpuścić, dodać pieprz i tymianek. Schłodzić. Schłodzonym masłem polać na górze porcje pasztecików, niech masło na nich zastygnie.
8. Podawać z grzankami, korniszonami - ja jeszcze obok na rukoli ułożyłam upieczone w rozmarynie plastry buraków i posypałam je pistacjami.
