Jagnięce tagine, Fot. A. Wilk
Jagnięce tagine, Fot. A. Wilk A.Wilk

Właśnie wróciłam z Londynu. Słońce, 22C i półnadzy ludzie! Przy 22C to nawet nie dziwi, ale nie zapomnę jak pojechaliśmy na Sylwestra z 2003/2004. Środek zimy, a na Oxford Street ludzie w krótkich spodenkach i klapkach! Ktoś z Anglików tłumaczył mi później, że to mieszkańcy RPA tak się rozbierają, za to w środku lipcowych upałów często spotkać można nastolatki w futrzanych botach (bo jak nazwać inaczej te ciężkie buty?). Przed tym sylwestrowym wyjazdem do Londynu przytomnie zapytałam australijską znajomą, która użyczała nam mieszkania, czy jest ogrzewanie. Okazało się, że nie i że to standard. W późno jesiennej porze w sklepach okazują się 'bukłaki' na ciepłą wodę (termofory), które mieszkańcy Wysp zabierają ze sobą do łóżka aby ich grzały. Bo genaralnie są bardzo oszczędni. Zrozumiałam dlaczego, jak dostałam, mieszkając potem już na stałe w Londynie, pierwszy rachunek za ogrzewanie (myślałam, że zera mi się pomyliły). A wracając jeszcze do tego Sylwestra, to jechali z nami też moi Rodzice (mój Tata z powidłami i chlebem razowym). W bagażu mieliśmy też 2 farelki - pamiętacie takie urządzenie z PRL-u, które wywiewało gorące powietrze? to one pozwoliły nam przeżyć ten zimowy tydzień w Londynie. Zastanawiałam się tylko jakie musiało być zdziwienie personelu lotniska prześwietlającego bagaż, kiedy zobaczyli te dziwne urządzenia w naszym bagażu. Po obchodach na Trafalgar Square włączyliśmy do prądu 2 farelki oraz czajnik, co skończyło się awarią prądu w całym mieszkaniu - zmiana bezpiecznika była bardzo skomplikowanym zadaniem. Apropos do wyczucia temperatury, to w Londynie w zimowej porze moje dzieci były nacieplej ubranymi na placu zabaw. Ja ze zgrozą obserwowałam małe dziewczynki z gołymi nogami, w szkolnych spódniczkach i skarpetkach, podczas gdy ich Mamy opatulone były od stóp do głów. Jak wróciliśmy do Polski to było na odwrót, tj. my byłyśmy ubrane najlżej. Krótka wizyta w Londynie przypomniała mi jak bardzo dostępna jest tam jagnięcina. Jest w cenie kurczaka. U nas nie dość, że trzeba się nieźle za nią nabiegać (jest w niektórych sklepach pod Halą Mirowską), to jeszcze jest w jakiś szalonych cenach. Ale jak chcę zrobić coś obłędnego, np. na Święta to warto zainwestować w jagnięcinę i wykorzystać poniższy przepis Nigelli na tagine!

REKLAMA
Składniki:
1,2 kg jagnięciny z łopatki
główka czosnku
1 małe opakowanie czarnych oliwek
2 duże cebule
1 opakowanie kapar
3 łyżeczki kminku mielonego lub całego
3 łyżeczki mielonego imbiru
2 łyżki balsamico
2 łyżki cukru
1 butelka wytrawnego czerwonego wina (nie musi być drogie, ja do gotowania kupuję za ok 20 - 25 zł)
do przybrania: ziarna granatu, świeża kolendra

1. pokroić mięso w kostkę, odkroić tłuszcz.
2. pokroić cebulę w kostkę, zeszklić, dodać cukier, a jak zbrązowieje, balsamico (w ten sposób karmelizujemy).
3. obsmażyć mięso.
4. rozgrzać piekarnik do 150C.
5. przełożyć mięso do żaroodopornego lub żeliwnego naczynia i zalać winem.
6. dodać wszystkie pozostałe składniki i włożyć na 2h do piekarnika.
Jagnięcina zrobi się bardzo delikatna i miękka.Smakuje i wygląda cudownie posypana ziarnami granatu i świeżą kolendrą. Serwować z kuskusem.