W sobotę, 25 marca mija 60 lat od podpisania Traktatów Rzymskich przez 6 krajów, które de facto rozpoczynają historię Unii Europejskiej. Historia tych 60 lat, to historia marzenia o Europie niosącej pokój i gwarantującej rozwój. To historia marzenia konfrontowanego z realiami politycznymi zmieniającego się kontynentu i świata. To historia projektu, który umiejętnie dokonywał auto-korekt. To historia projektu, który przy wszystkich minionych, obecnych i nadchodzących problemach - jest sukcesem. Chcę się podzielić z Wami refleksją nad tym projektem - przedstawiam cztery części eseju o Europie, codziennie w najbliższych dniach dodając kolejny fragment.

REKLAMA
POWOJENNE MARZENIE
Podobno rok przed podpisaniem Traktatów Rzymskich, kiedy brytyjscy dyplomaci otrzymali zaproszenie na robocze spotkanie na Sycylii w sprawie przyszłości kluczowych krajów ówcześnie pojmowanej Europy - wyrazili brak zainteresowania jakimiś „archeologicznymi” pracami sycylijskimi. Brytyjski dystans - był brytyjskim dystansem opartym na poczuciu własnej misji, ciągle jeszcze imperialnej. W paroksyzmie historii wrócił on w postaci Brexitu w 2016 roku. Ale po drodze - brytyjski dystans został zamieniony przez 3 francuskie veta generała de Gaulle’a - we francuski dystans, wsparty wstrzemięźliwością ówczesnej Wspólnoty Europejskiej. I dopiero w 1973 roku Wielka Brytania stała się formalnym członkiem EWG.
U źródeł prac nad Traktatami Rzymskimi leżała nadzieja połączona ze strachem. Trochę tak - jak w wielu dzisiejszych procesach politycznych. Dwie wojny światowe w XX wieku, demokratycznie wybrany Hitler łamiący wszystkie demokratyczne zobowiązania, totalitaryzm i Holocaust, śmierć i zniszczenie - niosły powojennemu pokoleniu poczucie pamiętanego cierpienia, dramatu, lęku. Ale dawały też siłę do marzeń. Do wizji pokoju w Europie oraz marzenia o stabilnym rozwoju, opartym na współpracy między narodami, państwami i gospodarkami. Paradoks historyczny polegał na tym, że Europa jako pierwotna Wspólnota Węgla i Stali miała w grupie 6 krajów dbać o zrównoważony rozwój i konkurencyjność między podmiotami gospodarczymi, a nie podmiotami narodowymi. Zarazem jednak miała - na wszelki wypadek pilnować rozwoju niemieckiego, limitować go, by nie stało się to, co na przełomie lat 20/30 w Niemczech i z Niemcami, kiedy wbrew ustaleniom wersalskim rozpoczęła się ponowna militaryzacja Niemiec, zaczęta wielką rozbudową przemysłu. Dla Niemiec po II wojnie światowej - udział w europejskim projekcie był testem wiarygodności, który zresztą z czasem wyniósł je do pozycji lidera.
Traktaty Rzymskie wypracowały pierwszą wersję modelu polityki nowego projektu europejskiego. Nigdy wcześniej w historii na taką skalę nie zastosowano katalogu zasad umożliwiających uzgadnianie stanowisk, współpracę w poszukiwaniu wspólnego rozwiązania - opartych na szacunku dla państwowych odrębności, ale i kompromisie hamującym wagę wyłącznie narodowego poczucia interesów. W drodze - klarowały się takie zasady, jak zasada pomocniczości, oraz reguła poszukiwania wspólnoty interesu gospodarczego. A nawet przewag konkurencyjnych tego, co europejskie w stosunku do reszty kontynentu i świata, w tym Stanów Zjednoczonych. W Europie wiedziano, że powojenny start i odbudowa były możliwe dzięki USA. Ale też tym bardziej - chciano ten dług wdzięczności spłacić symbolicznie - pokazując siłę europejskiej gospodarki.
Traktaty Rzymskie były żywym dokumentem i budowały żywe instytucje. W praktyce - stawało się jasne, że realna obrona pokoju prowadzić musi przez obronę demokracji. A obroną demokracji we współczesnym świecie jest chronienie wolności obywatela przed potencjalnymi zakusami państwa. Każdego państwa, które może poczuć pokusę autorytaryzmu. Żeby policja nie mogła bez nakazu wkraczać do ludzkich domostw i trzymać w areszcie ludzi. Żeby sprawnie funkcjonowała separacja władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej - gwarantowana przez Trybunały Konstytucyjne. Żeby obowiązkiem ładu demokratycznego była bezstronność mediów publicznych. Żeby nikogo nie dyskryminowano ze względu na odrębność - poglądów, religii, koloru skóry i pochodzenia, niepełnosprawność, z czasem doszły do tego ważne podmiotowo wyróżniki odmienności jednostek - jak płeć i orientacja seksualna.
Widać dzisiaj, po latach, że wątki związane z kanonem wartości europejskich, skupione na obronie wolności i swobód - od samego początku były obecne w koncepcji projektu europejskiego. Nie są, ani nigdy nie były żadną dekoracją dodaną w ostatnich latach - co usiłują wmówić dzisiaj zdezorientowanej części Europejczyków nacjonaliści-populiści. Od początku debaty o wspólnej Europie ścierały się i ucierały ze sobą: poglądy chrześcijańskiej demokracji - kluczowego fundamentu powstawania nowej Europy - z poglądami socjalistycznymi, wyczulonymi na sprawy społeczne. W tym europejskim marzeniu było miejsce dla rynkowej gospodarki budującej swoje przewagi dzięki wspólnym, międzypaństwowym ramom, które krok po kroku prowadziły do jednolitego rynku, konceptu już z lat 90. Musiało być miejsce - na gwarancje dla demokracji. To dlatego dla frankistowskiej Hiszpanii, czy Portugalii Salazara - nie było z początku miejsca w tym projekcie. I było miejsce w tym marzeniu - na taki model rozwojowy, który zakładał, iż dobrobyt człowieka jest centralnym punktem wysiłków na rzecz rozwoju.
Spotykały się tutaj doświadczenia niemieckich chadeków z ich koncepcją socjalnej gospodarki rynkowej oraz zreformowanych, oddalających się coraz bardziej od sowieckiej presji, socjalistów europejskich, którzy przestali mówić o dobrobycie mas, a zaczęli konkretniej - o dobrych warunkach życia pojedynczych ludzi. Dzisiaj, może się rodzić pytanie: czy ta koncepcja Europy z Traktatów Rzymskich i lat 60-tych jest i może być dalej aktualna? Oraz - jak ona się ma i miała w ciągu tych 60 lat do potrzeb mieszkańców krajów europejskich?
Michał Boni
W 60 rocznicę Traktatów Rzymskich
Marzec 2017