Zbliża się decydujący moment, jeśli chodzi o dyrektywę o prawie autorskim. Nie udało się osiągnąć kompromisu w sprawie najbardziej kontrowersyjnego artykułu 13: sposobu filtrowania treści oraz obciążeń dla małych i średnich przedsiębiorstw.
REKLAMA
A nadzieja taka przyświecała części z nas, posłów do Parlamentu Europejskiego, kiedy we wrześniu 2018 głosowaliśmy za rozpoczęciem negocjacji w trilogu ( między Komisją, Radą a Parlamentem).
Widać rosnący sprzeciw części użytkowników oraz środowisk internetowych ( łącznie z ogólnoeuropejską akcją protestacyjną 23 marca), a także jasną ocenę negatywną art. 13 dokonaną przez wiele środowisk naukowych i np.niektóre agendy ONZ.
Widać polityczny podział między krajami - polski rząd w ostatniej fazie jasno upominał się o zmiany w art.13. Tak, jak holenderski, włoski, luksemburski, fiński, przy wstrzymującym głosie Belgii i Słowenii - stając na kontrze wobec Francji i Niemiec ( choć akurat w Niemczech przeciw artykułowi 13 wystąpił także minister sprawiedliwości).
Widać wielką aktywność organizacji wydawców i twórców broniących mocno dyrektywy i swoich praw w sposób alarmistyczny i pełen emocji: że brak dyrektywy, to otwarcie drogi do braku wynagradzania twórców w ogóle.
Nikt nie chce, by nie wynagradzano artystów i dziennikarzy, nikt nie chce zwycięstwa rynku nielegalnych treści ( bez licencji, praw autorskich i opłat dla wytwórców). Ale ochrona praw autorskich ( słuszna! ) musi być racjonalna, to znaczy do realnego wdrożenia, bez niejasności interpretacyjnych, które serwują dzisiejsze zapisy, bez obciążeń dla małych biznesów, które pełnią zupełnie inne funkcje rozpowszechniania treści w Sieci. I bez narażania użytkowników na nieustanne pomyłki administratorów platform, zdejmujących tylko z ostrożności różne treści ( teksty, obrazki, zdjęcia, pastisze różnych utworów), by uniknąć kar.
Jest jasne, że z punktu widzenia polskiej sceny politycznej, posłowie PiS oraz dodatkowo różne grupy działające w Internecie, w tym skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne - będą głośno mówiły, że głosując przeciw dyrektywie - bronią wolności Internetu. A inni, głosujący inaczej będą pomawiani, że - są za cenzurą.
To oczywiste uproszczenie, ale w takiej pułapce komunikacyjnej istniejemy !
W tym kontekście - mimo presji środowisk wydawców i twórców - trzeba poważnie rozważyć następujące postępowanie:
- złożenie wniosku o możliwość głosowania na posiedzeniu plenarnym poprawek do dyrektywy ( grupa przeszło 70 posłów jest gotowa - już przeszło 100 posłów podpisało swoją obietnicę, że będzie teraz i w przyszłej kadencji walczyć z filtrowaniem opisanym tak, jak w art 13 obecnie),
- jeśli taki wniosek przeszedłby, to trzeba oczywiście mieć wcześniej gotową poprawkę wyrzucającą art. 13 z treści dyrektywy ( niektórzy będą chcieli usunąć również art.11, czemu jestem przeciwny, i co nie zyska dużego poparcia w PE),
- w głosowaniu należałoby odrzucić art 13, ale później zagłosować za dyrektywą jako całością ( tylko w przypadku, gdy będzie bez art. 13),
- nie ma zgody na filtrowanie, na cenzurę, na obciążenia dla małego biznesu, i na art 13 w jego obecnym brzmieniu - dlatego trzeba go usunąć. Ale: dyrektywa jest POTRZEBNA, dlatego jeśli będzie bez art 13 można za nią zagłosować,
- ktoś powie, ale taki wynik głosowania zamknie możliwość realnego wdrożenia dyrektywy, bo część krajów członkowskich się na nią ( bez art 13) nie zgodzi - i sprawa albo wróci w następnej kadencji do kompromisowego dokończenia, albo zawiesi się na długo ( co też nie jest dobre).
- jeśli taki wniosek przeszedłby, to trzeba oczywiście mieć wcześniej gotową poprawkę wyrzucającą art. 13 z treści dyrektywy ( niektórzy będą chcieli usunąć również art.11, czemu jestem przeciwny, i co nie zyska dużego poparcia w PE),
- w głosowaniu należałoby odrzucić art 13, ale później zagłosować za dyrektywą jako całością ( tylko w przypadku, gdy będzie bez art. 13),
- nie ma zgody na filtrowanie, na cenzurę, na obciążenia dla małego biznesu, i na art 13 w jego obecnym brzmieniu - dlatego trzeba go usunąć. Ale: dyrektywa jest POTRZEBNA, dlatego jeśli będzie bez art 13 można za nią zagłosować,
- ktoś powie, ale taki wynik głosowania zamknie możliwość realnego wdrożenia dyrektywy, bo część krajów członkowskich się na nią ( bez art 13) nie zgodzi - i sprawa albo wróci w następnej kadencji do kompromisowego dokończenia, albo zawiesi się na długo ( co też nie jest dobre).
Idzie więc czas wyborów i decyzji. Z mojej perspektywy zabrakło stronie wydawców i twórców oraz kilku państwom odwagi na mądry kompromis - nie widzę więc szans, by ustąpić. Artykuł 13 dyrektywy o prawie autorskim powinien być usunięty, i wtedy dopiero można popierać dyrektywę.
Poniżej pełne, dodatkowe merytoryczne argumenty.
Największe kontrowersje, które nadal budzi artykuł 13 wyjaśniany jako wprowadzenie zapisów ograniczających wolność w Internecie - nie zostały rozwiązane. Od samego początku prac ostro się sprzeciwiałem złym zapisom art.13, czego wyrazem była również opinia komisji LIBE, której byłem sprawozdawcą; oraz opinia komisji IMCO.
Co tak na prawdę powinno być naszym celem w tej dyrektywie:
- stworzenie systemu prawa autorskiego dostosowanego do realiów cyfrowych, z równowagą pomiędzy prawami podstawowymi zarówno twórców i autorów, jak również użytkowników i właścicieli platform; oraz nałożenie na platformy, które aktywnie komunikują zamieszczane treści dla własnych korzyści, obowiązku zawierania umów licencyjnych, z twórcami, którzy tego chcą i zgłaszają się do platform. Jest to szczególnie ważne, gdyż w obecnym brzmieniu tekstu platformy internetowe, których użytkownicy mogą publikować treści, będą musiały „dołożyć wszelkich starań”, aby pozyskać licencje na wszystkie treści zamieszczane przez użytkowników – czyli na całą twórczość chronioną prawem autorskim na całym świecie !!!!!!!!! Jest to zwyczajnie niemożliwe do wykonania;
- wyłączenie MŚP (małych i średnich przedsiębiorstw) lub nałożenie na tego typu platformy obowiązków proporcjonalnych do ich wielkości. Jest to niezwykle ważne dla innowacji i rozwoju. Pomimo tego, że w ostatecznej wersji znalazł się wyjątek dla MŚP jest on tak wąski, że po pierwsze będzie bardzo łatwo z niego wypaść wielu małym firmom. A po drugie zwalnia on tylko częściowo z proaktywnych środków ( czyli użycia filtrowania) , które platforma ma stosować, żeby zabezpieczać się przed odpowiedzialnością. Ale, czy filtry są tak inteligentne, że wyłapią wszystko - nawet bardziej skomplikowane formy przetworzenia artystycznego, jak parodie, pastisze, gdzie człowiekowi byłoby trudno, a co dopiero uczącym się właśnie algorytmom. Wyjątek ten nadal nakazuje platformom, nawet tym najmniejszym, podejmowanie prób podpisania umów licencyjnych z absolutnie każdym właścicielem praw autorskich do treści, które mogą potencjalnie pojawić się na danej platformie. W praktyce oznacza to, że platforma powinna zwracać się do każdego twórcy na całym świecie, a nie podpisywać umów z tymi twórcami, którzy wyrażają takie zainteresowanie. Takie zapisy stanowią ogromne obciążenie dla MŚP.
- zapewnienie ochrony użytkowników oraz skutecznego mechanizmu odwoławczego. Musimy ochronić użytkowników przed arbitralnymi decyzjami, które byłyby wymuszone przez wprowadzenie ogólnego obowiązku filtrowania - pozostaje duża obawa, że platformy będą na wszelki wypadek blokować treści, do którego użytku internauci mają prawo - głównie chodzi o obowiązujące wyjątki, takie, jak: parodia, pastisz, karykatury, komentarze, memy, czy również wyjątki edukacyjne. Niektóre z nich łatwo rozpoznać, niektóre może być trudno. A musimy uniknąć sytuacji, w której na wszelki wypadek będziemy cenzurować sieć. Na to nie może być zgody.
Trzeba mocno podkreślić, że nawet jeśli w tekście pojawia się zapis mówiący, że stosowane środki nie mogą prowadzić do ogólnego monitorowania treści (par 7), to w rezultacie będą prowadziły do bardzo szerokiego filtrowania treści. Bo inaczej platformy nie będą mogły wywiązać się z zaradczych obowiązków na nie nałożonych ( par 4), takich jak blokowanie treści, ich usuwanie, zastosowanie kolejnego filtrowania - by wszystko wyjaśnić. Takie „umowne” zapisy wyglądają dobrze na papierze, ale nie w rzeczywistości cyfrowej. Będzie chaos interpretacyjny - i dopóki przez kilka lat nie wypracuje się linia orzecznicza sądów, to nikt nie będzie wiedział, jak w trudniejszych przypadkach postępować. Regułę prawną - zastąpi ostrożność. A to w świecie mobilnym prowadzi do utraty szybkości działań i poczucia pewności: zabija biznes, mnóstwo małych twórczych biznesów, wymyślonych przez młodych przedsiębiorców i twórców w ostatnich latach.
Sporne kwestie dotyczą także przerzucenia całkowitej odpowiedzialności na platformy.
Mechanizm odwoławczy dla użytkowników ma być zapewniony przez platformy, ale w ten sposób przekładamy odpowiedzialność na prywatne firmy, bo jeśli platforma wykaże, że stosowała środki zaradcze na wszelki wypadek, to wedle tych zapisów wywiązuje się ze swoich obowiązków przewidzianych w tej dyrektywie. Ale działa wbrew konsumentom i twórczym użytkownikom i ich prawom.
Pozostaje obawa, że niejasne zapisy będą oznaczały, że dana platforma będzie musiała zapytać absolutnie każdego twórcę/autora na świecie, czy chce zawrzeć umowę licencyjną na wszelki wypadek, gdyby kiedyś jeden z użytkowników próbował zamieścić treść, na którą platforma nie ma licencji. Jest to zwyczajnie niemożliwe do zapewnienia.
Dyrektywa wprowadza szereg pozytywnych rozwiązań w innych artykułach, dlatego powinniśmy mieć możliwość zagłosowania za nimi, ale również dać wyraz sprzeciwu wobec niejasnym i kontrowersyjnym zapisom w art. 13, które wprowadzą chaos zamiast dostosowania prawa autorskiego do realiów świata cyfrowego.
To jedyna droga: usunąć niejasny art.13 i szukać możliwości przyjęcia dyrektywy.
Co tak na prawdę powinno być naszym celem w tej dyrektywie:
- stworzenie systemu prawa autorskiego dostosowanego do realiów cyfrowych, z równowagą pomiędzy prawami podstawowymi zarówno twórców i autorów, jak również użytkowników i właścicieli platform; oraz nałożenie na platformy, które aktywnie komunikują zamieszczane treści dla własnych korzyści, obowiązku zawierania umów licencyjnych, z twórcami, którzy tego chcą i zgłaszają się do platform. Jest to szczególnie ważne, gdyż w obecnym brzmieniu tekstu platformy internetowe, których użytkownicy mogą publikować treści, będą musiały „dołożyć wszelkich starań”, aby pozyskać licencje na wszystkie treści zamieszczane przez użytkowników – czyli na całą twórczość chronioną prawem autorskim na całym świecie !!!!!!!!! Jest to zwyczajnie niemożliwe do wykonania;
- wyłączenie MŚP (małych i średnich przedsiębiorstw) lub nałożenie na tego typu platformy obowiązków proporcjonalnych do ich wielkości. Jest to niezwykle ważne dla innowacji i rozwoju. Pomimo tego, że w ostatecznej wersji znalazł się wyjątek dla MŚP jest on tak wąski, że po pierwsze będzie bardzo łatwo z niego wypaść wielu małym firmom. A po drugie zwalnia on tylko częściowo z proaktywnych środków ( czyli użycia filtrowania) , które platforma ma stosować, żeby zabezpieczać się przed odpowiedzialnością. Ale, czy filtry są tak inteligentne, że wyłapią wszystko - nawet bardziej skomplikowane formy przetworzenia artystycznego, jak parodie, pastisze, gdzie człowiekowi byłoby trudno, a co dopiero uczącym się właśnie algorytmom. Wyjątek ten nadal nakazuje platformom, nawet tym najmniejszym, podejmowanie prób podpisania umów licencyjnych z absolutnie każdym właścicielem praw autorskich do treści, które mogą potencjalnie pojawić się na danej platformie. W praktyce oznacza to, że platforma powinna zwracać się do każdego twórcy na całym świecie, a nie podpisywać umów z tymi twórcami, którzy wyrażają takie zainteresowanie. Takie zapisy stanowią ogromne obciążenie dla MŚP.
- zapewnienie ochrony użytkowników oraz skutecznego mechanizmu odwoławczego. Musimy ochronić użytkowników przed arbitralnymi decyzjami, które byłyby wymuszone przez wprowadzenie ogólnego obowiązku filtrowania - pozostaje duża obawa, że platformy będą na wszelki wypadek blokować treści, do którego użytku internauci mają prawo - głównie chodzi o obowiązujące wyjątki, takie, jak: parodia, pastisz, karykatury, komentarze, memy, czy również wyjątki edukacyjne. Niektóre z nich łatwo rozpoznać, niektóre może być trudno. A musimy uniknąć sytuacji, w której na wszelki wypadek będziemy cenzurować sieć. Na to nie może być zgody.
Trzeba mocno podkreślić, że nawet jeśli w tekście pojawia się zapis mówiący, że stosowane środki nie mogą prowadzić do ogólnego monitorowania treści (par 7), to w rezultacie będą prowadziły do bardzo szerokiego filtrowania treści. Bo inaczej platformy nie będą mogły wywiązać się z zaradczych obowiązków na nie nałożonych ( par 4), takich jak blokowanie treści, ich usuwanie, zastosowanie kolejnego filtrowania - by wszystko wyjaśnić. Takie „umowne” zapisy wyglądają dobrze na papierze, ale nie w rzeczywistości cyfrowej. Będzie chaos interpretacyjny - i dopóki przez kilka lat nie wypracuje się linia orzecznicza sądów, to nikt nie będzie wiedział, jak w trudniejszych przypadkach postępować. Regułę prawną - zastąpi ostrożność. A to w świecie mobilnym prowadzi do utraty szybkości działań i poczucia pewności: zabija biznes, mnóstwo małych twórczych biznesów, wymyślonych przez młodych przedsiębiorców i twórców w ostatnich latach.
Sporne kwestie dotyczą także przerzucenia całkowitej odpowiedzialności na platformy.
Mechanizm odwoławczy dla użytkowników ma być zapewniony przez platformy, ale w ten sposób przekładamy odpowiedzialność na prywatne firmy, bo jeśli platforma wykaże, że stosowała środki zaradcze na wszelki wypadek, to wedle tych zapisów wywiązuje się ze swoich obowiązków przewidzianych w tej dyrektywie. Ale działa wbrew konsumentom i twórczym użytkownikom i ich prawom.
Pozostaje obawa, że niejasne zapisy będą oznaczały, że dana platforma będzie musiała zapytać absolutnie każdego twórcę/autora na świecie, czy chce zawrzeć umowę licencyjną na wszelki wypadek, gdyby kiedyś jeden z użytkowników próbował zamieścić treść, na którą platforma nie ma licencji. Jest to zwyczajnie niemożliwe do zapewnienia.
Dyrektywa wprowadza szereg pozytywnych rozwiązań w innych artykułach, dlatego powinniśmy mieć możliwość zagłosowania za nimi, ale również dać wyraz sprzeciwu wobec niejasnym i kontrowersyjnym zapisom w art. 13, które wprowadzą chaos zamiast dostosowania prawa autorskiego do realiów świata cyfrowego.
To jedyna droga: usunąć niejasny art.13 i szukać możliwości przyjęcia dyrektywy.
Michał Boni
20 marca 2019
20 marca 2019
