Ostatni weekend: 14/15 marca był w Europie przełomowy. Przełamała się świadomość i zaczęliśmy naprawdę dostrzegać skalę i groźbę epidemii. To spowodowało na początku tygodnia wiele decyzji uruchamiających realną obronę przed wirusem i jego skutkami. Przecież dzisiaj to Europa jest epicentrum pandemii.

REKLAMA
Co jest najważniejsze w czasach zarazy, globalnego zagrożenia Koronawirusem?
Niezbędna jest solidarność oraz dobre przywództwo.
Ale jaka solidarność i jakie przywództwo?
I czy po zakończeniu pandemii ( kiedyś......) będziemy mogli mówić o sobie tak, jak doktor Rieux z „Dżumy” Camusa:”... że w ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę”.
Potrzebujemy solidarności w czasach dystansu społecznego.
Na poziomie ludzkim, to oczywiste, że w czasach niepewności potrzebna jest solidarność. Ale dziś mamy do czynienia z paradoksem. Bo solidarność zwykle oznacza naszą bliskość z innymi, gotowość do pomocy i współpracy, często fizycznie wyrażaną empatię.
A teraz solidarność musi znaleźć nową formę. Kluczem do zmniejszenia skali rozpowszechniania się wirusa jest bowiem DYSTANS SPOŁECZNY: czyli zamknięte sklepy, biura, a nawet kawiarnie i restauracje, ograniczenie wychodzenia z domu. W sobotnim „New York Times” jeszcze było zdjęcie paryskiej kawiarni, pełnej ludzi, choć w tym samym numerze - są zdjęcia Starbucksów kompletnie wyludnionych, czy to w Chinach ( zamknięto 2000 kawiarni w szczycie zagrożeń), czy w Ameryce. I jeśli do piątku 13 marca w tabelkach restrykcji związanych z Koronawirusem pokazywano kraje, które ograniczyły możliwość podróży, zgromadzeń, wydarzeń sportowych, zamknęły szkoły (w Chinach mimo obniżenia szczytu zachorowań - szkoły są zamknięte do połowy maja), to w wielu - restauracje i kawiarnie pozostawały dostępne. Teraz już nie. Nie idziemy na kawę w przerwie w pracy, czy po południu ze znajomymi, czy na randkowe wino. Stoimy przed sklepem czy apteką, by naraz, blisko siebie było jak najmniej ludzi w środku. Ale też przestaliśmy podróżować - w najróżniejsze zakątki świata, czy za pobliską granicę po zakupy. Niemcy ograniczyli swobodę przejść granicznych z niektórymi krajami, bo to dla rozsiewania choroby, ale i dla krajowych zapasów żywności, środków czystości było niebezpieczne.
Dotychczasowa swoboda poruszania się, mobilność współczesna była naszym prawem i przyjemnością. Jednak pewnie już teraz powinniśmy zmieniać plany wakacyjne - na wszelki wypadek. Dzisiaj ograniczenie swobód w przekraczaniu granic - może zamknąć na dłużej państwa narodowe w swoich granicach. To istotne niebezpieczeństwo dla wartości dodanej, jaką jest Unia Europejska, zarówno ekonomicznie, jak i politycznie. Choć zarazem Komisja Europejska proponuje ograniczenie dostępności Unii dla osób z tzw. krajów trzecich, czyli spoza Schengen, z wyjątkami dla UK i Irlandii, i pewnych zawodów.
Europa staje się wyspą?
Czy lekcja dystansu społecznego zmieni nasze nawyki, we wszystkich zresztą dziedzinach: od pracy, codziennego poruszania się - do relacji z bliskimi? Czy wnuki zapomną o dziadkach i babciach? Na pewno nie - ale wszystko zależy od tego, ile czasu epidemia będzie trwała i z jakimi wzorami zachowań z niej wyjdziemy. Zarazem przecież organizujemy akcję pomagania seniorom, by zrobić im zakupy, czy w sieci organizujemy akcję zbierania funduszy na posiłki dla pracujących bez wytchnienia lekarzy i pielęgniarki. Stajemy się solidarni na miarę możliwości.
Z drugiej strony dbamy głównie o siebie i najbliższych, chociaż chcemy równocześnie otworzyć się w inny sposób na świat. Nagle pojawiła się wielka perspektywa dla uczestnictwa w wielu zdarzeniach: kulturalnych, naukowych, społecznych, kulinarnych - funkcjonujących w sieci. Sprzedają się świetnie posiłki, zakupy drogą elektroniczną rosną niebotycznie budując nowe modele biznesowe, sprzedaż gier komputerowych - Spotify, Netflix czy HBO GO biją rekordy.
Naprawdę cyfrowa rewolucja
Prawie całe życie przechodzi do Internetu. Spędzanie czasu wolnego - a nagle jest go tak dużo, nabiera nowych form. Praca zmienia swoją postać. Przeszło 20 tysięcy ludzi w instytucjach europejskich pracuje zdalnie. Mój SWPS przygotowuje architekturę zajęć zdalnych ze studentami: wykłady - prezentacje, dialog mailowy czy na Hangoucie, czy na Webexie, sprawdziany wiedzy i egzaminy, elektroniczne repozytorium wiedzy i materiałów.
Okazuje się, że konferencje i narady trwają krócej, ale też niektórzy czują brak bezpośrednio międzyludzkiej atmosfery w pracy. Za to podejmowanie decyzji ma jasną procedurę.
Zaczynają się zmieniać usługi publiczne - kontakt nauczycieli z uczniami może się indywidualizować (choć wymaga to „prawdziwej duszy nauczycielskiej” w nauczycielach), platformy telemedyczne mogą naprawdę się rozwinąć, by pacjenci i lekarze mieli spersonalizowany kontakt tą drogą, e-recepty okażą swoją przydatność (gdyby jeszcze apteki mogły elektronicznie je realizować i dostarczać leki do domów), urządzenia, jakie nosimy mogłyby na większą skalę być wykorzystywane do mierzenia gorączki i pulsu.
Urzędy mogłyby wiele usług uprościć. To otwiera szanse na przyspieszenie cyfrowej rewolucji, ale musimy się jej nauczyć. W Polsce może warto zainwestować, by szybko upowszechnić sprawny ePUAP służący obywatelom kontaktem z administracją publiczną. A w Unii Europejskiej może warto otworzyć ścieżki szybszego budowania interoperacyjności, bo we wszystkich dziedzinach możliwości semantycznego zrozumienia wszystkich przekazów i systemów informatycznych w całej Unii będzie niezbędna.
No, a przede wszystkim sieci internetowe muszą wytrzymać tak wielki ruch, wielkie obciążenie - dyskusja o 5G powinna przekształcić się w jasną i jak najszybszą ścieżkę wdrożenia (a ominąć idiotyczną, fake-newsową dyskusję o zagrożeniach 5G).
Dodatkowym jest pytanie, które z zawodów i prac nie dadzą się przemienić w formę cyfrową (czy turystyka cyfrowa jest możliwa?) - a będzie takich wiele. Ponadto, część biznesu przemysłowego zacznie się zastanawiać nad robotyzacją wielkiej skali, co stworzy problem dla pracowników - jak im pomagać? Czy którykolwiek kraj jest do tego gotowy w świecie - Chiny, Korea Południowa, Japonia ?
Nagle sprawdzi się również, czy my sami jesteśmy gotowi do adaptacji do nowych form komunikacji? Czy władze publiczne są do tego gotowe? Zamiast głupio deliberować o bezpośrednim udziale we mszy świętej (natłok ludzi), trzeba mocniej otworzyć możliwość dostarczania części usług religijnych w sieci. W Iranie (olbrzymia skala zachorowań) rygorystyczni liderzy religijni powiedzieli jasno, że odwołują piątkowe modły i pielgrzymki do Mekki i innych świętych miejsc, a za to tamtejszy minister komunikacji powiedział, że każdy ma mieć dostęp do co najmniej 10 Gigabajtów - by miał kontakt ze światem z domu, za pomocą komputera.
Internet jest nam potrzebny, jak nigdy dotąd. Do rozmów i „czatów” na odległość, do video, do Skype, do Hangoutowych rozwiązań. Do czułych słów z bliskimi, do codziennego życia, do zawodowych konferencji. W docieraniu do różnych informacji.
Epidemia dezinformacji
I tu jest problem. Bo oprócz epidemii Koronawirusa mamy epidemię dezinformacji ( jak trafnie nazwała to Ania Mierzyńska). Internet rozsiewa fałszywe informacje. A to, że zwierzęta mogą przenosić wirusa - i mnóstwo ludzi przyprowadza je do weterynarzy, by uśpić. A to, że choroba pochodzi od nietoperzy, czy węży (w Polsce nawet poważne czasopisma przenosiły tę bzdurną informację). A to, że to Chińczycy w ramach walki gospodarczej ze światem i USA - uruchomiły wirusa, by rzucić na kolana przeciwników w konkurencji gospodarczej.
W Polsce i w Stanach stan epidemii nakłada się na zbliżające się wybory prezydenckie. Stąd zaciekłość w walce dezinformacyjnej i kampanii nieprawdy - bo może to stać się użyteczne w walce politycznej.
Dla spokoju społecznego jest kluczowe, byśmy byli (bez straszenia nas) rzetelnie informowani.
Co, kiedy może się zdarzyć? Podobały mi się rzeczowe wypowiedzi ministra zdrowia, Łukasza Szumowskiego - w Polsce, ale mnóstwo takich było w innych krajach (Niemcy mieli przez chwilę pretensję, że nie widać kanclerz Merkel, a widać tylko młodego i energicznego ministra zdrowia). Nie wiem natomiast, czy zapowiedź, że koło Wielkanocy siła epidemii opadnie w Polsce - jest weryfikowalna i przez jakie analizy i badania. Bo skoro w Polsce robiło się ok. 200 testów na wirusa dziennie, a w tym samym czasie w Niemczech, czy wcześniej w Południowej Korei - 2000 dziennie (albo i więcej), to i wiedza o skali zagrożeń jest przecież zupełnie inna.
To czego się boję w erze post-prawdy, to groźby, że do faktów będą dokładane fałszywe narracje budujące określone emocje i próbujące manipulować społecznymi postawami.
Mogę sobie wyobrazić, iż spadek zachorowań w okresie Wielkanocy zostanie nazwany cudem? Że to będzie przedstawiane jako kolejna obrona Jasnej Góry, jakby w nawiązaniu do Sienkiewiczowskiego „Potopu”? I to nie jest tylko żart, ale groźne przeczucie, że będą tacy, którzy w telewizji propagandowej głośno to wykrzyczą. Bo - tak będzie na Węgrzech, tak będzie robił Trump, który jeśli dziś zapowiada epidemię do jesieni, to w celu takiego ustawienia wyborów, by wygrać je jako swoisty mąż opatrznościowy ....
Klasycznym przykładem jest to, co populiści robią w świecie, by wykorzystać lęki i strach przed pandemią - dla własnych politycznych celów. Ci, którzy na co dzień nie znoszą UE, i marzą o tym, byśmy wyszli z Unii, nagle krzyczą fałszywym falsetem, że Unia nic nie robi. Przenoszą nasz strach przed zarazą i niewydolnością państwa - na lęki, że zostajemy sami i samotni, bo Unia nie pomaga.

Co robi Unia Europejska?
A Unia robi to, co może i to, co powinna. Faktem jest, że dopiero teraz działa energiczniej. Faktem jest, że wprost w obszarze ochrony zdrowia nie może działać, bo to krajowe kompetencje - i nigdy kraje członkowskie nie chciały się nimi podzielić.
Ale UE robi wspólne przetargi na środki ochrony. Wsparła wyrwanie się z łap Trumpa niemieckiej firmy CureVac (finanse niemieckie i 80 mln Euro z UE), jednej z lepszych w pracach nad szczepionką na Koronawirusa. Trump chciał ją kupić, lecz po to, by produkowała wyłącznie na potrzeby Stanów. Unia przygotowała też pakiet wsparcia dla krajów członkowskich, złożony wielu miliardów środków unijnych do łatwiejszego wykorzystania (dla Polski 7,35 mld EURO) - na wzmocnienie kapitału małych i średnich przedsiębiorstw, na zakup sprzętu do szpitali. Proponuje także radykalne poluzowane reguł pomocy publicznej. Szybko rusza pula środków dla małych firm i start upów na innowacyjne rozwiązania na rzecz walki z wirusem.
To, co ważne dla Unii - to spójność rozwiązań dla wszystkich krajów, bo to jedyna droga, by nie zniszczyć dorobku budowanego od lat Wspólnego Rynku i Wspólnej Przestrzeni Wartości (np. swobody przepływu zasobów - i ludzi, i dóbr). Tak, jak indywidualne zapędy krajów dla zamykania granic - nie mogą zatrzymać handlu i wymiany gospodarczej. Nie może ciężarówka Roche’a z lekami czekać na granicy 40 godzin, a kierowca nie wiedzieć, co z nim będzie. Bo w tej historii nie chodzi o opowieść o samodzielnej, świetnej Polsce - tylko o nasze życie, zdrowie i szanse na przyszłość. Dlatego Unia jasno mówi o „zielonych korytarzach” tak, żeby transporty towarów medycznych, żywności - służyły bezpieczeństwu Europejczyków i utrzymaniu ciągłości życia gospodarczego.
Unia musi zarekomendować jeszcze jedną rzecz. Jak wspierać gospodarkę?
Robią to kraje członkowskie (Macron - 300 mld Euro), to jest ich obowiązek i jest to niezbędne. Ale równocześnie na poziomie unijnym potrzebne są rekomendacje dla wyboru dobrej mieszanki narzędzi polityki monetarnej (poluzowanie kredytów i pożyczek, stopy procentowe) i polityki fiskalnej (przesunięcia w spłacie podatków, składek etc, zastrzyki ratunkowe dla firm, ale i dla usług publicznych). W Polsce arogancją władzy było przeznaczenie 2 mld na telewizję propagandową, a nie na ochronę zdrowia. Pakiet gospodarczy musi być dopasowany do realnych zagrożeń i dobrej oceny długości trwania kryzysu zarazy.
Co będzie z gospodarką?
To jedna z najważniejszych spraw. W USA jednodniowe spadki giełdowe zbliżyły się 12 i 16 marca do najniższych w historii - z 19 października 1987 roku. Wszystkie giełdy dołują, choć szanghajska w ostatnich dniach najmniej. Spadają ceny ropy. Szef British Airways mówi jasno o stratach i zagrożeniach, które będą trwały rok. Handel w dotychczasowej postaci będzie upadał, nie będzie popytu na wiele dóbr, więc produkcja upadnie. Nie każda firma, jak francuscy właściciele fabryk perfum, podejmie decyzję, że zmienia profil produkcji i będzie dawała na rynek środki dezynfekujące, w końcu też oparte na etanolu. I to za darmo, a nie ze spekulacyjną ceną, jak polski Orlen. Już dziś wiemy, ze Centralny Bank Chin wpompuje w gospodarkę 79 mld USD, a same banki szanghajskie wesprą biznes i ludzi w tym regionie w wysokości 15 mld USD.
Wykonuje się wiele analiz, ale nikt nie wie - jak będzie naprawdę, jak długi będzie kryzys, i jak wspierać gospodarkę, duże i małe firmy. W Polsce w pakiecie minister Emilewicz jest wiele dobrych rozwiązań, część z tych, które rząd wprowadzał po wybuchu kryzysu w 2008 roku. Czy to się sprawdzi?
Wiele zależy od zaufania, od sposobu zarządzania kryzysem i budowania wspólnych działań: w krajach Unii razem Komisją Europejską. Same państwa, nawet jak rozpiera je dziś strach, siła i duma, że sobie dadzą radę - nie dadzą sobie rady!
Władza, zaufanie, demokracja
Jakość przywództwa jest w czasach kryzysów kluczowa. A jakość, to mądre decyzje oparte na wiedzy, a nie na kalkulacjach populistyczno-politycznych. To otwartość konsultowania z fachowcami, ale i wszystkimi zainteresowanymi (np. pracownicy całego systemu ochrony zdrowia ze swoim doświadczeniem). To samodzielność decyzji na różnych poziomach - właśnie do Poznania ( o czym poinformował prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak) dotarło urządzenie mogące wykonywać 16 testów na Koronawirusa godzinę, i przynosić wyniki testu po 3 godzinach !
Niestety, rządy mają pokusę - wzorzec tzw. silnego rządzenia (potocznie - zamordyzm), który wydaje się niektórym najskuteczniejszy.
Jest to skuteczność obliczona na lęki ludzi i gotowość oddawania przez nich wolności. I jest to skuteczność na miarę krótkiej kampanii.
A ile zaraza może trwać: do Wielkanocy, do lata, a może będzie (wysokie prawdopodobieństwo, jak twierdzi wielu epidemiologów) - miała swoją II falę od jesieni 2020 do 2021 roku? Czy tak długo można zarządzać efektywnie kryzysem odtrącając jakąś część społeczeństwa, szukając wroga w UE, walcząc politycznie o przewagę jednego obozu politycznego nad drugim, a nie dobro wspólne (zresztą i opozycja w każdym kraju powinna zmienić charakter sporu politycznego i bez względu na sytuacje otwierać się na dialog)?
Najwyższej jakości rządzenia potrzebna jest wiarygodność, by przeprowadzać trudne decyzje. I współpraca ze wszystkimi partnerami - taka solidarność między obozami i instytucjami.
Jeśli szefostwo Instytutu Kocha z Niemiec (choroby zakaźne i epidemie) mówi o potrzebie donacji danych na wielką skalę - co pozwalałoby na głębsze analizy symptomów, ale i trajektorii zarazy, to warto to zrobić. Ale jak wypracować z obywatelami, z nami - rozwiązanie, w którym będziemy się czuli bezpiecznie, i nie uznamy, że ktoś nas inwigiluje i zawłaszcza naszą prywatność. Jeśli w Izraelu służby sanitarne we współpracy z operatorami sięgają do bilingów i trajektorii rozmów, ale i geografii ( lokalizacji) spotkań osób, które mają wirusa - to czynią to w celu szybszej identyfikacji, jak wirus może wędrować, do kogo docierać w jakim czasie. Algorytm, który może prognozować. Tak, jak i wykorzystanie różnych danych wyjściowych, by Sztuczna Inteligencja mogła rozpracować szlaki wirusa - skalę i tempo rozrostu epidemii.
Żeby sięgać po takie rozwiązania musi istnieć zaufanie do władzy.
I muszą być jasne reguły pracy z danymi i na danych. Kilkanaście dni temu naukowcy zgłosili ofertę ( jest też polska firma gotowa to wykonać), by mieć dostęp do różnych danych, jakimi dysponuje administracja ( to powinny być otwarte dane!), w celu ich przetwarzania, by badać i prognozować przebiegi wirusa. Odpowiedzią było chyba milczenie.
A przecież rządy nie powinny skrywać różnych danych, bo może daje im to poczucie władzy, ale na pewno nie jest narzędziem skuteczności działań. Nawet przecież w warunkach zarazy skuteczność musi być oparta na zasadach demokracji i szacunku dla praw obywatelskich, czy praw nas wszystkich jako potencjalnych pacjentów. I tu widać kwestię DOSTĘPNOŚCI TESTÓW - na jak największą skalę według odpowiedniego, zrozumiałego publicznie algorytmu
Tym bardziej, że może się szybko okazać, że zarządzanie kryzysowe będzie musiało trwać długo.
Zaraza: co wiedzieć i jak nią zarządzać?
Kluczem jest zrozumienie, czym jest pandemia i czym jest Koronawirus?
Normalnie przy chorobach - są symptomy, lekarze mogą je rozpoznać i dopasować terapię i leki: do choroby oraz do nas, indywidualnie.
Z nowym wirusem jest inaczej. Nie znamy go i nie mamy szczepionki.
Chińczycy w Wuhan rozpracowali wirusa niebywale szybko, co pozwala podjąć kolejne kroki. W ostatnim „Economist” jest fantastyczny artykuł o tym, jak Koronawirus powstawał z przekształcenia się SARS-CoV-2, mutując swoje odmiany i dając w efekcie to, co mamy. To jest analiza, a nie dyrdymały o wężach. Wynika z tego tekstu, na bazie jakich chorób i leków na nie - można byłoby budować szczepionki (począwszy od leków antymalaryjnych, przeciw HIV, budujących odporność na zakażenie wątroby, działających przeciwgrypowo i przeciwreumatycznie , czy czegoś, co musi być oparte na „analogach nukleotydowych”).
Jeszcze wiele miesięcy może upłynąć zanim powstanie skuteczna i bezpieczna szczepionka, choć oczywiście cieszy fakt, że w USA jest pierwsza grupa wolontariuszy (50 osób), na której testuje się próbki szczepionki.
Czekając więc na szczepionkę, może przechodząc przez powszechność zakażenia wirusem (70-80% populacji), na dziś musimy budować społeczne dystanse i poddać się rygorom ograniczeń swobody poruszania się, utrzymywać odporność organizmu, realnie chronić najbardziej zagrożonych: starsi - szczególnie powyżej 70 i 80 lat, bo groźba śmiertelności w tych grupach jest powyżej 10 i 15%, osoby o niskiej odporności ze względu na terapie, które ich dotyczą - chemia, sterydy, osoby z cukrzycą, także typu 2, osoby z chorobami dróg oddechowych.
Ten wybór - specjalna troska o grupy ryzyka - to jest tworzenie polityki publicznej. Taką politykę zdrowia publicznego zbudowano w Korei Południowej, również poprzez olbrzymią skalę testów, co zmniejszyło śmiertelność przy dużej skali zachorowań. Taką politykę buduje się tam, gdzie powstają namiotowe szpitale z dobrze przygotowanym, a nie przypadkowym personelem medycznym.
Taka polityka wymaga wiedzy i intuicji. Solidarności globalnej i europejskiej oraz międzyludzkiej. I uczciwego, silnego, mądrego przywództwa. Przywództwa, które nie będzie służyło polityce, tylko ludziom.
17 marca 2020
Michał Boni