Wspomniałem o tej sprawie już trzy tygodnie temu, kiedy redakcja natemat.pl zapytała wszystkich kandydatów na posłów do Parlamentu Europejskiego, w tym mnie, o zdanie w sprawie traktatu handlowego między UE a USA, tak zwanego TTIP. Pisałem wtedy: istotne, by uświadomić sobie, że skoro tak ważne dla rozwoju gospodarczego jest tworzenie dobrych warunków dla przetwarzania BIG DATA i otwierania zasobów (OPEN DATA) - to i w dziedzinie ochrony prywatności i danych osobowych trzeba ustalenia między USA a UE wypracować.

REKLAMA
Niektórzy sądzą, i jest w tym wiele racji, iż ta tematyka nie powinna być zawarta w traktacie, tylko w innych formach porozumienia między USA a UE. I że - podpisanie traktatu miałoby być możliwe tylko i wyłącznie po ustaleniach ze stroną amerykańską, iż przyjmuje jako wspólny - obecny kierunek prac nad rozporządzeniem UE o ochronie danych osobowych. Podkreślam znaczenie tej sprawy, jeśli nie chcemy tak zapalnych punktów, jakie były przy ACTA.
Wobec niepokoju jaki budzą domniemania, że TTIP chce niejako tylnymi drzwiami ograniczyć wolność internautów, chciałbym przypomnieć o kilku sprawach.

Po pierwsze i najważniejsze: treść traktatu jest tajna - zresztą w obecnej fazie rozmowy są zamrożone i do konkretnych negocjacji jeszcze nie doszło, jak informują źródła Komisji Europejskiej. Ale trzeba pamiętać- Taka jest zasada prowadzenia rozmów handlowych. Trudno więc poważnie i rzeczowo odnosić się do niepotwierdzonych przecieków. Co nie zmienia faktu, iż poszczególne etapy negocjacji winny być powiązane z informacjami publicznymi i konsultacjami rożnych, podejmowanych właśnie spraw. W każdym razie, w znacznej mierze zgadzam się z wypowiedziami osób zrzeszonych w organizacjach broniących „wolności elektronicznej”, które stawiają zarzuty o szkodliwym braku transparentności procesu negocjacyjnego.
Po drugie - tak jak już pisałem, kwestie dotyczące prawa autorskiego, ochrony prywatności i danych osobowych w kontaktach między Europą a Stanami Zjednoczonymi wymagają wypracowania wspólnego stanowiska, powinien je jednak regulować oddzielny dokument.
Po trzecie - Polska zgłaszała wniosek, przedstawiałem go Komitetowi ds.Europejskich, że umowa winna dotyczyć tylko relacji B2B, co oznacza: między przedsiębiorstwami z zastosowaniem prawa cywilnego. Nie powinno być tak, żeby sprawy cywilne przenosiły się na sprawy karne i dotykały w jakikolwiek sposób obywateli! Takie zastrzeżenie Polska zgłaszała, i ma ono być pilnowane przez KE. To ważne, bo to pozwala uniknąć zagrożeń jakie stwarzał traktat ACTA. I tu jest klucz.
Po czwarte - doświadczenie, którym było ACTA jest dla międzynarodowej społeczności ważną lekcją kontaktu z nowym, cyfrowym obywatelem, który jest gotowy bardzo odważnie i wyraźnie bronić swoich praw. Nie sądzę, żeby ktoś mógł zignorować tę lekcję. Ja w każdym razie stanowczo opowiadam się za szerokimi konsultacjami dotyczącymi podobnych kwestii i zawsze będę ich orędownikiem.