
Kolejka do kasy miała kilka zakrętasów. W foyer ludzie tłoczyli się czekając z samozaparciem godnym lepszej sprawy. Panienka z kasowego okienka odwijała bilety z rolki i skreślała długopisem miejsce na planie sali. "Konfrontacje 1990", na ekranie "Dzikość serca" Lyncha. Jedyne kino w Tychach...
REKLAMA
Przechodziłem ostanio z tyłu tyskiej "Andromedy". Rozbiórka postępuje. Maszyny usunęły własnie boczną ścianę wydobywając na światło dzienne widownię dawnego kina. Dziwne wrażenie. To miejsce zawsze tworzyło odgrodzoną od świata niszę. Z charakterystycznym powiewem świeżego powietrza gdy po projekcji filmu otwierano ciężkie, skrzypiące drzwi prowadzące do wyjścia. Dziś widownia, odarta z dawnej atmosfery, prezentuje przechodniom swoje wnętrzności.
"Andromeda" nie miała racji bytu w zestawieniu z nowoczesnym przemysłem kinowym. Agonia trwała kilka lat. Za duża sala, za duże koszta, kryzys pomysłów, deficyt widzów... Cios miłosierdzia zadało wielosalowe kino otwarte w innej części miasta. Gwiazda "Andromedy" zgasła.
Za rok po dawnym kinie nie będzie śladu. Zamieni się w pasaż kultury. Sala audiowizualna, klub, mediateka. Aluminium i szkło. Zostanie nazwa i neon wiszący nad wejściem. "Reszta przeminie jak znoszone ubranie". Dawne czasy ustępują nowym. Wraz ze swoimi symbolami. Kamieniami milowymi naszej młodości.
