Lektura sprawozdania o stanie informatyzacji administracji RP (wygłoszonego podczas czwartkowego posiedzenia sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych) napawa mnie ostrożnym optymizmem.
REKLAMA
Minister Michał Boni, przywołując estoński system X-Road, sięga po najlepsze z możliwych wzorców. I tylko w uszach pobrzmiewa mi refren znanej piosenki Edwarda Stachury - "jest już za późno, nie jest za późno"?
Estonia jest, nie bez racji, stawiana za przykład innowacyjnego podejścia do cyfryzacji administracji. Mieszkańcy tego ponadmilionowego kraju mogą przez internet głosować w wyborach powszechnych, rozliczyć swój podatek dochodowy, zarejestrować spółkę czy wyrobić paszport. Wszystko bez ruszania się z domu. Nowością ostatnich miesięcy jest w Estonii głosowanie przez... telefon komórkowy. Póki co, wykorzystywany w charakterze terminala, ale już bez obowiązku weryfikowania wyborcy kartą kryptograficzną i komputerem. Wystarczy specjalna karta SIM w złączu zwykłego telefonu.
Sercem "estońskiego sukcesu cyfryzacyjnego" jest X-Road. Wprowadzony w 2001 roku (wcześniej gruntownie przetestowany) stanowi bezpieczną platformę integrującą wiele rządowych (a od niedawna również pozarządowych) baz danych. Odpowiednio stworzone formularze XML pozwalają X-Road pozyskiwać potrzebne dane a następnie serwować je w formie zrozumiałej dla autora zapytania. Nacisk na bezpieczeństwo danych minimalizuje szansę ich "wycieku". A estońscy obywatele oraz ich urzędy czy instytucje mają komfort pozyskiwania potrzebnych danych z jednego, bezpiecznego i wiarygodnego źródła.
Efekty? Estończycy nie muszą wypełniać piętrowych wniosków urzędowych, bo na podstawie danych zawartych w karcie identyfikacyjnej "robi to" za nich system. Klient administracji nie musi przedkładać w urzędzie "dodatkowych" dokumentów, bo system komputerowy sam wie gdzie ich szukać i sam jest w stanie je pozyskać. Przykład Estonii święci też tryumfy na wszelkiej maści międzynarodowych konferencjach, gdzie "the tiny Baltic state of Estonia" stawia się za wzór do naśladowania dla wielkich mocarstw tego świata (z amerykańską administracją włącznie).
Polska, póki co, szuka własnej drogi. Z jednej strony obserwujemy konsekwentne budowanie rządowych systemów i gromadzenie przez nich coraz większej klienteli (niemal 1 mln rozliczonych przez internet PIT-ów czy 4,5 mln. kart chipowych w portfelach pacjentów śląskiego NFZ), z drugiej stale brak systemu, który pełniłby rolę centralnego "brokera informacji" i umożliwiał ich międzyresortową wymianę. Na porządku dziennym jest "interfejs białkowy" - urzędnik przepisujący dane z jednego (ma się rozumieć elektronicznego) rejestru do drugiego. Liczba klientów Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej niby stale rośnie ale wciąż wydaje się być niepokojąco mała. Czymże jest nieco ponad 30 tysięcy potwierdzonych profili zaufanych...?
Ostatnie kilka lat zmarnowaliśmy - powiedział jeden z uczestników obrad. Być może. Ja wierzę w jutro.
