Premier Tusk nie raz już znajdował się w tarapatach i nie raz z nich wychodził, ma więc rację, że użył tego argumentu komentując swój i Platformy “Czarny styczeń”. Wydaję mi się jednak, że obecne kłopoty szefa rządu mają dużo poważniejszy charakter i sondażowy korkociąg PO, rządu i premiera jest dla Tuska nieporównalnie niebezpieczniejszy, niż wszystko, co wydarzyło się w ostatnich latach.

REKLAMA
Nie chodzi mi tu nawet o konkretne medialne wpadki i błędy, nie chodzi o ministra sportu, który nie zna się na sporcie, o chaos w aptekach, opóźnienia w budowaniu autostrad, ACTA i reformę emerytalną. Rzeczywiście spiętrzenie kłopotów było w styczniu wyjątkowe, można z nich jednak wyjść.
Realny kłopot Tuska tkwi jednak gdzie indziej i od zrozumienia tego faktu zależy czy premier utrzyma w dłuższej perspektywie przywództwo w swej partii i stanowisko szefa rządu.
W polskiej polityce na naszych oczach dokonuje się ogromne przewartościowanie. To, co było osią sporu w ostatnich latach i w czym Donald Tusk okazał się mistrzem, odchodzi do przeszłości. W żadnych wyborach po roku 2005 nie chodziło o nic innego niż odpowiedź na pytanie: czy chcesz by Polską rządził Jarosław Kaczyński? Oczywiście Polacy jak każde zachodnie społeczeństwo różnią się co do podatków, religii, edukacji, polityki zagranicznej itd. Żaden jednak z tych sporów nie był realnym tematem i linią podziału. Żaden nie powodował, że większość podejmowała taką a nie inną decyzje przy urnie. W tym sporze Donald Tusk odnalazł się bezbłędnie, co było tym łatwiejsze, że z wyjątkiem wyborów prezydenckich, gdzie Kaczynski uzyskal 47% (ale szybko pozbył się zdrajców i nieudaczników, którzy mu to zafundowali), okolo 70% Polaków nie życzyło i nie życzy sobie władzy w rękach lidera PiS.
Do ostatnich wyborów parlamentarnych ten problem wydawał się jednak realny. Z doświadczenia wiem, że zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego wierzyli, że przy sprzyjających okolicznościach może on zostać premierem albo prezydentem. Dziś ten problem zniknął, bo w taką perspektywę nie wierzy już prawie nikt. Doskonale ilustruje to z resztą tak dotkliwy dla premiera sondaż zaufania do polityków. Tusk traci w nim aż 9 punktów, ale co trochę umknęło obserwatorom, traci także Kaczyński, któremu ufa ledwie 27 procent obywateli a nie ufa aż 57.
Jeśli więc przy takim spiętrzeniu problemów szefa rządu, jego teoretycznie głównemu rywalowi nie przybywa nawet punkt, to oznacza, że Jarosław Kaczyński po prostu skończył się jako lider opozycji. Paradoksalnie jednak nie jest to dla Tuska dobra wiadomość. Kaczyński jako przeciwnik z szansami był dla Tuska niezwykle wygodny, jako przeciwnik bez szans –diametralnie zmienia otoczenie polityczne i medialne, w którym przychodzi mu rządzić. W jakimś sensie prawdziwy sprawdzian dla Tuska zaczyna się więc dopiero teraz, kiedy będzie oceniany przez pryzmat swojej realnej polityki a nie przez strach przed Kaczyńskim.
Moim zdaniem, widać to z resztą wyraźnie w mediach, gdzie ewidentnie skończyła się taryfa ulgowa dla Tuska. Wybory są praktycznie dopiero za cztery lata i teoretycznie spadek notowań nie musi aż tak bardzo martwić premiera.
Jest jednak odwrotnie. Rządowa większość w Sejmie jest minimalna, partner koalicyjny ma długą historię nagłych rozwodów, a w samej PO jest pokaźne grono niezadowolonych, czekających na zjazd popularności Tuska. By utrzymać swoje przywództwo w partii Tusk nie może sobie pozwolić na sondażowy korkociąg trwający kilka miesięcy. By do niego nie dopuścić musi jednak zrozumieć nową sytyuację i do niej dostosować nową strategię.