Sobotni wywiad Prezesa PiS dla Super Expressu to niezwykle ważny fakt polityczny. Oznacza on, że Jarosław Kaczyński rozpoczął realizację zupełnie nowej strategii. Z jego punktu widzenia niegłupiej, choć obarczonej potężnym ryzykiem. Z tego ryzyka jednak Prezes PiS zdaje sobie sprawę, o czym świadczą inne dzisiejsze jego zachowania. Gdy na wojnie jakaś armia dostaje łupnia i musi uciekać, jej sztab nazywa to wycofaniem się na z góry upatrzone pozycje.

REKLAMA
Zadeklarowanie już dziś, że Jarosław Kaczyński rezygnuje ze startu w wyborach prezydenckich 2015 to właśnie taki zabieg.
Poważnym problemem Prezesa PiS, jest niekorzystany z jego punktu widzenia kalendarz wyborczy. W roku 2015 najpierw wybierać będziemy Prezydenta RP, a dopiero potem parlament. Była to dla Jarosława Kaczyńskiego prawdziwa pułapka, o której jak sądzę ostatecznie przekonał się w ciągu ostatnich kilkunastu dni, kiedy przeczytał bardzo niebezpieczne dla siebie sondaże.
Po pierwsze okazało się, że spadkowi notowań Donalda Tuska i ewidentnemu największemu kryzysowi jego premierostwa nie towarzyszy wzrost zaufania do Prezesa PiS. Odwrotnie, jego notowania także spadają. Po drugie, mimo ogromnych ataków na Prezydenta, Komorowski cieszy się zaufaniem około połowy wyborców PiSu. Po trzecie wreszcie, Zbigniew Ziobro w dalszym ciągu utrzymuje sympatię 70% zwolenników swojej dawnej partii.
Kombinacja tych danych musiała uzmysłowić Jarosławowi Kaczyńskiemu, że wybory prezydenckie najprawdopodobniej zakończą się dla niego fatalnym rezultatem. Tym bardziej, że za bardzo prawdopodobne uznać trzeba, że do głównej stawki dołączyć może mocny kandydat lewicy. Dla Kaczyńskiego całkiem realna porażka już w pierwszej turze wyborów oznaczałaby faktyczną niemożność poprowadzenia swojej partii do wyborów parlamentarnych. Trudno sobie wyobrazić, aby nawet tak sterroryzowana dziś frakcja parlamentarna PiS czekała z pokorą na utratę znacznej ilości mandatów w kolejnych wyborach do Sejmu RP.
Prezes PiS, który oczywiście rozumie, że kryzys jego przywództwa w 2015 roku jest nieunikniony, woli aby tak jak w roku 2011, nastąpił on po wyborach parlamentarnych a nie prezydenckich. Kaczyński wie, że w kampanii do Sejmu RP będzie miał wszelkie narzędzia, aby przygotować sobie stuprocentowo karny, choć radykalnie mniejszy klub parlamentarny. Prawdziwa bowiem rozgrywka, którą toczy Jarosław Kaczyński nie jest rozgrywką o władzę w Polsce, ale o władzę w partii. Walką o pełną kontrolę nad sowicie dotowanym z budżetu państwa PiSem.
W tym, podkreślam niegłupim, scenariuszu kryje się jednak poważne zagrożenie, a na imię mu Zbigniew Ziobro. Kaczyński zdaje sobie sprawę, że dzisiejszą deklaracją rozpoczął de facto kampanię prezydencką byłego ministra sprawiedliwości. Przy braku Jarosława Kaczyńskiego na kartce wyborczej dla bardzo dużej części twardego elektoratu pisowskiego to właśnie Ziobro będzie najatrakcyjniejszym kandydatem. Stąd też sobotni bardzo radykalny ”list do członków” o zagrożeniu Kościoła w Polsce i skrajnie prawicowa retoryka zaprezentowana na wiecu w Lublinie.
Przepraszam, ale śmieszy mnie, jak oglądam poważnych publicystów zastanawiających się, czy ta agresywna retoryka sprawdzi się w walce z Tuskiem. Oczywiście, że się nie sprawdzi! A najlepiej wie o tym jeden z najinteligentniejszych polskich polityków jakim jest Jarosław Kaczyński.
On już dawno pogodził się, że władzy Tuskowi nie odbierze. Nie pogodzi się jednak i nie pozwoli, aby Ziobro zabrał mu znaczną cześć partii. I to z Ziobrą, a nie z Tuskiem Jarosław Kaczyński będzie walczył do końca.