
Jarosław Kaczyński nie dostawał ostatnio zbyt wielu dobrych wiadomości. Nienajlepsze sondaże, rosnąca popularność Ziobry, ewidentny brak pomysłu na opozycyjność. Ostatnie kilkanaście tygodni pokazało, że prezes PiS potrafi funkcjonować w debacie publicznej wyłącznie na jej bardzo radykalnym skraju. Marsze, na których porównywano Europę do obozu koncentracyjnego, tezy o eksterminacji narodu, porównywanie wolnej Polski do PRLu Gomułki. To wszystko coraz bardziej alienowało Jarosława Kaczyńskiego od ogromnej większości już nie tylko ogółu Polaków, ale nawet od znacznej części elektoratu PiS.
REKLAMA
Decyzja Platformy o poparciu wniosku o postawienie Kaczyńskiego i Ziobry przed Trybunałem Stanu jest prezentem, na który prezes PiS z całą pewnością czekał. Tego rodzaju atak w Kaczyńskiego jest błędem z kilku powodów. I szczerze mówiąc bardzo dziwię się, dlaczego Platforma błąd ten popełnia w sytuacji, w której Kaczyński dosłownie z tygodnia na tydzień topi swoją polityczną przyszłość.
Przy całym moim krytycyzmie wobec prezesa PiS uważam, że stawianie go przed Trybunałem Stanu jest błędem molarnym. Były premier ma na sumieniu liczne grzechy, ale mają one jednak charakter polityczny a nie kryminalny. W historii wolnej Polski po roku ‘89 przed trybunałem nie stanął żaden polityk. A przecież w ciągu tych lat wstrząsały Polską nie małe skandale, za które z całą pewnością ponoszą odpowiedzialność jacyś ważni politycy. Mieliśmy aferę FOZZ, alkoholową, hazardową, niejasności przy prywatyzacjach, skandal z Rywinem, tę listę można ciągnąć bardzo długo. W żadnym jednak najbardziej bulwersującym przypadku Trybunał Stanu nie zafunkcjonował jako oręż w wymierzaniu sprawiedliwości.
Wolna Polska nie była nawet w stanie osądzić autorów stanu wojennego, a procesy bezpośrednich oprawców jak choćby morderców z kopalni Wujek kończyły się kompromitacją. W tej sytuacji byłoby rzeczą bulwersującą, gdyby przed Trybunałem Stanu stanął lider opozycji.
Cała ta sprawa to nie tylko błąd moralny. To także poważny błąd polityczny. Jest oczywiste, że Jarosław Kaczyński, PiS, a także nie mała przecież przychylna im część mediów uczynią z prezesa ofiarę reżimu Tuska i męczennika. Oczywiście Kaczyński jest bardzo niepopularnym politykiem, ale obawiam się, że Polacy, którzy nie lubią Kaczyńskiego, nie będę też lubić akcji, którą mogą uznać za polityczną represję. Warto przypomnieć też, że parlamentarna komisja ds. nacisków kierowana przez posła PO po kilku latach żmudnej pracy żadnych „przestępstw” Kaczyńskiego nie wykryła i ten fakt z całą pewnością podnosić będą obrońcy prezesa.
Podczas ostatniego bulwersującego wywiadu dla TV Trwam, Kaczyński i ojciec Tadeusz Rydzyk wspólnie uznali, że naród polski jest eksterminowany. Teraz jednak debata publiczna w Polsce ma szanse na długo skręcić w stronę dyskusji o prześladowaniach Kaczyńskiego zamiast skupić się na skandalicznych rzeczach, które opowiada na temat sytuacji w kraju. A przecież wspomniany wywiad dla TV Trwam nie będąc czynem kryminalnym kompromituje jednak politycznie szefa największej partii opozycyjnej. Do walki politycznej nie trzeba więc wykorzystywać Trybunału Stanu, wystarczy pozwolić Kaczyńskiemu mówić, to co myśli.
Dla prezesa PiS jedynym minusem całej - korzystnej z jego punktu widzenia- sprawy jest zestawienie go razem ze Zbigniewem Ziobro. Daje to bowiem politykom Solidarnej Polski świetny argument w rywalizacji z Jarosławem Kaczyńskim. Gdy ludzie IV RP są atakowani przez establishment, to Jarosław Kaczyński wyrzucając ziobrystów osłabia jedność prawicy.
Powtórzę więc, Kaczyńskiego można i trzeba zwalczać politycznie, ale Trybunał Stanu to stanowcza przesada. Pamiętam jeszcze, kiedy przed wyborami pojawiła się ta inicjatywa ze strony SLD, to Donald Tusk całkiem słusznie się od niej zdystansował. I w imponujący sposób pokonał Kaczyńskiego w wyborach, nie potrzebując do tego żadnych nadzwyczajnych środków. Szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego premier zmienił w tej sprawie zdanie.
