Bielska wytwórnia filmów rysunkowych złożyła wniosek o ściganie internauty, który wrzucił do sieci fragmenty dwóch pierwszych odcinków Koziołka Matołka. Człowieka namierzono i postawiono przed sądem w Katowicach. Gdy prawo dociera do granicy absurdu przestaje być traktowane poważnie. Prawo autorskie właśnie tę granicę osiągnęło.
REKLAMA
Mniej więcej w tym czasie, gdy polska policja we współpracy z amerykańską ustalały IP internauty od Koziołka, w sieci udostępniono film o twórcach słynnego serwisu torrentowego „The Pirate Bay”. Dokument pod nazwą „The Pirate Bay. Away from keyboard” to znakomity obraz rozpadu grupy trzech założycieli „The Pirate Bay”. Na początku są razem, traktują serwis jak przygodę, młodzieńcze szaleństwo, undergroundowy wyraz sprzeciwu wobec systemu. W trakcie procesu, który zakończył się skazaniem wszystkich na kary więzienia, oraz wysokie odszkodowanie, dojrzewają, odchodzą od siebie, wybierają nowe drogi, którymi będą podążać w przyszłości. Tylko jeden z nich, świadomie umiejscawia „The Pirate Bay” jako płaszczyznę poszerzającą dostęp do kultury w kontrze do współczesnego prawa autorskiego, które w obecnym kształcie czyni ją elitarną.
To jest właśnie sedno sprawy. Wbrew obiegowym opiniom o „piractwie internetowym”, jednym z najważniejszych, pozytywnych efektów funkcjonowania serwisów torrentowych jest upadek elitarności kultury. Nigdy wcześniej nie była ona dostępna tak, jak dziś. Można by zaryzykować tezę, że żyjemy w czasach rewolucji na miarę wynalazku druku. Ktoś powie: „No tak, ale to jest po prostu łamanie prawa”. Dokładnie, tylko, że fundamenty tego prawa powstały pod koniec XIX wieku i w żaden sposób nie są w stanie wytrzymać współczesnych problemów własności intelektualnej.
Rewolucja jest efektem sprzeciwu wobec zastanej sytuacji. W przypadku poletka praw autorskich, dodajmy koszmarnej sytuacji. Jak bowiem usprawiedliwić zwykłą ludzką logiką działanie polskiej policji, która ściga obywatela RP, przy pomocy policji amerykańskiej i ostatecznie stawia go przed sądem. Cóż ten człowiek takiego uczynił? Według obowiązujących przepisów – naruszył art. 117 pr. aut. „Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom w celu rozpowszechnienia utrwala lub zwielokrotnia cudzy utwór w wersji oryginalnej (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.” Wciąż jednak zwykłe, ludzkie poczucie sprawiedliwości pyta: „Dlaczego? Przecież ten człowiek na tym nie zarobi nawet złamanego grosza?”
W USA koncerny, po pierwszych próbach rozpraw ze zwykłymi użytkownikami internetu, którzy bezprawnie wykorzystywali Myszkę Miki, Kubusia Puchatka, czy innego Kaczora Donalda, zrezygnowały z takiej formy walki o prawo autorskie. Doszły do wniosku, że ostatecznie przynosi to więcej szkód niż korzyści. Opinia publiczna stała się niezwykle wyczulona na pojedynki w stylu Dawid kontra Goliat. Stąd też po okresie kompletnego zaskoczenia nową technologią i jej możliwościami (co dzieje się zresztą przy każdej możliwej okazji – kaset video, płyt i nagrywarek cd, czy wcześniej taśm magnetofonowych) koncerny idą w stronę poszerzania bazy, z której mogą korzystać konsumenci. To też jest efekt działalności serwisów podobnych do „The Pirate Bay”.
Wychodzi jednak na to, że nasz Koziołek Matołek na taki obrót sprawy musi jeszcze poczekać. Póki co, wciągnął piracką flagę na maszt i płynie walczyć o większy zakres dozwolonego użytku, który w cyfrowych czasach powinien mieć prostą granicę, za którą owym dozwolonym użytkiem nie jest. Tą granicą jest wykorzystanie cudzego utworu w celu zarabiania pieniędzy. Kto zatem uwolni Koziołka Matołka?
Oficjalną stronę filmu "The Pirate Bay. Away form Keyboard" znajdziecie Tutaj. Polecam.
