Iron Maiden, jeden z najsłynniejszych zespołów hardrockowych w historii planuje swoje przyszłe trasy wspomagając się informacjami o największej liczbie ściągnięć ich muzyki w serwisach torrentowych. Starzy rock`and`rollowcy znowu wyprzedzają młodzież o lata świetlne.
REKLAMA
Muzycy z Iron Maiden wspomagają się programem Musicmetric, który monitoruje sieć pod kątem największych liczb nielegalnego downloadu. Jednak w przeciwieństwie do kolegów z branży /np. z zespołu Metallica, który aktywnie brał udział prowadzącej ostatecznie do likwidacji Napstera/, uzyskane dane nie służą im do ścigania użytkowników, a do efektywnego planowania koncertów.
- Artyści mogliby powiedzieć. Mamy tam piratów, zróbmy coś z tym, ale mogą również dojść do wniosku: „Jesteśmy tam popularni, zagrajmy tam show” – skomentował Gregory Mead, dyrektor generalny i współzałożyciel MusicMetric.
No i zagrali. Przykładowo koncerty zagrane w Ameryce Południowej, która jak się okazało jest centrum torrentowych fanów zespołu, były dla zespołu wielkim sukcesem liczonym w milionach dolarów.
Grupa planując w ten sposób swoje koncerty osiągnęła też sukces na innym polu – na przełomie 2011/2012 przyciągnęła do swoich kanałów społecznościowych – 3,1 miliona fanów, a w ciągu następnego roku – do maja 2013 liczba ta osiągnęła już ponad pięć milionów użytkowników. Wielu wśród nich to zadeklarowani fani zespołu z Ameryki Południowej.
Mamy zatem kolejny przykład pozytywnego wykorzystania torrentów, których użytkownicy, jak wynika z szeregu innych badań są najbardziej aktywną kulturalnie grupą społeczeństwa, a co oznacza, że nie sposób ich traktować jednoznacznie, jak chcieliby ich zagorzali przeciwnicy lokujący się głównie w wielkich wytwórniach muzycznych i organizacjach zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.
Wszystko brzmiało by wspaniale, gdyby nie to, że sam Iron Maiden, na co zwrócił mi uwagę @Dynamitri Joachim Dimitri Nawrot - nie potwierdził informacji MusicMetric. Czyli fake i reklama? Nie do końca -> MusicMetric utrzymuje, że na przykładzie Iron Maiden, który grał koncerty w miejscach, gdzie był szczególnie popularny w sieciach torrentowych, zespoły mogą planować lepiej swoje koncerty. Techcrunch.com podaje przykład innego twórcy - pisarza Neila Gaimana, który został zwolennikiem piractwa, gdy okazało się, że tam, gdzie jest piratowany, jest również najczęściej kupowanym autorem.
Na tym tle, dość groteskowo wyglądają ciągle problemy polskiego podwórka muzycznego. Wyczytałem w pewnym plotkarskim portalu, że Donatan /ten od Słowian/ nie płaci swoim współpracownikom za pracę przy jego klipach w zamian oferując "promocję".
No cóż "lep na promocję" wciąż jak widać jest żywy i działa. Problem tylko w tym, że w przypadku umów o dzieło, które są podstawą naszego obrotu artystycznego, wynagrodzenie jest fundamentalną kwestią odróżniającą je od umów - zlecenia /gdzie można decydować czy za zlecenie należne są pieniądze, czy nie/.
Od muzycznego "high level" wciąż dzielą nas lata świetlne. Z nowym Rokiem życzę Wam samych dobrych kontrahentów, którzy potrafią godziwie zapłacić za wykonaną pracę i mają otwarte umysły, niezależnie od ich wieku.
Informacja o Iron Maiden - na podstawie serwisu RT.com
