Niezwykle prosta i wzruszająca historia perkusisty Jamesa Browna, Clyde`a Stubblefielda pokazuje niejednoznaczność współczesnej sytuacji artystów. Mimo, że wymyślony przez niego beat jest najczęściej samplowany na świecie - nie ma z tego nawet złamanego grosza.

REKLAMA
Clyde`a Stubblefield to były perkusista Jamesa Browna. Podczas jednej z prób, dopadł go przebłysk geniuszu, który objawiał się w postaci najczęściej samplowanego beatu na świecie tzw. „Funky Drummer”.
Można śmiało powiedzieć, że Clyde`a ma pecha. Płaszczyzna rytmiczna jako taka nie podlega bowiem ochronie prawa autorskiego, gdyż niezwykle trudno byłoby udowodnić jej oryginalność i wyjątkowość. Nawet w przebłysku geniuszu Clyde`a. Melodia, harmonia, słowa – owszem. Beat – już nie. Oczywiście mówimy tu o braku ochrony w rozumieniu art. 1. pr. aut., który konstytuuje utwór jako taki.
Clyde miał jednak pecha, bo ani James Brown nie wpisał go jako współtwórcę utworu /był muzykiem sesyjnym i koncertowym/, ani też Clyde nie postarał się by zostać producentem fonogramu – co oznacza, że teoretycznie każdy musiałby pytać o zgodę na samplowanie.
Na gruncie polskich regulacji i problemu samplingu /absolutnie nie mieszczącego się w przepisach obecnego prawa autorskiego/ nie sposób zapomnieć, że ustawodawca chroni również producenta fonogramu. Art. 94 Pr. Aut. mówi, że: Bez uszczerbku dla praw twórców lub artystów wykonawców, producentowi fonogramu lub wideogramu przysługuje wyłączne prawo do rozporządzania i korzystania z fonogramu lub wideogramu w zakresie: 1) zwielokrotniania określoną techniką; 2) wprowadzenia do obrotu; 3) najmu oraz użyczania egzemplarzy; 4) publicznego udostępniania fonogramu lub wideogramu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym. /szerzej o problemie samplingu piszę tutaj/
Zatem, trzymając się ściśle przepisów, samplujący musi sięgać po zgodę zarówno autora utworu, jak i producenta fonogramu.
W tym ostatnim przypadku oczywiście trwa zabawa w kotka i myszkę. Samplujący bowiem tak stara się zamaskować beat, by producent fonogramu nie był w stanie dowieść w sądzie, że wycięty fragment pochodził z jego utworu, za czym idzie brak podstawy do uznania jego roszczenia.
W ten sposób właśnie, mimo że „Funky Drummer” jest najczęściej samplowanym beatem świata, Clyde nie otrzymał z niego nawet złamanego centa, choć znaleźć go można na płytach „Public Enemy”, „N.W.A”, a nawet Shinead O`Connor. Czy jest to sprawiedliwe? Raczej nie. Zatem kogo chroni prawo autorskie?