Tuzy światowej muzyki narzekają na Spotify i tęsknią do czasów, zanim pojawił się Napster, a wcześniej ten fatalny Interent. Równie beznadziejnego lamentu już dawno nie miałem okazji słyszeć. Nuda panie, nuda.

REKLAMA
Kirk Hammett, gitarzysta Metalliki zatęsknił za słodkimi latami `80, kiedy nie istniał jeszcze "ten zły Interent". Na łamach "Ulitmate Guitar" powiedział wprost, że Internet zniszczył przemysł muzyczny, a fani zespołów nie stoją murem za swoimi idolami, tak jak to było kiedyś. Hammet tęskni za czasami, kiedy to ludzie czekali z utęsknieniem na kolejny album znanej kapeli /bo teraz ponoć nie czekają/, przy okazji wylał też wiadro pomyj na media społecznościowe. I'm not on Facebook, I'm not on Twitter, I'm not on Instagram, I'm not on all these other f--kin' things that I don't even know about, and I don't give a f--k. I don't care. I. Don't. F--king. - powiedział. No cóż, zerknąłem na FB - oczywiście Metallica swój profil ma. Liczbą fanów - obecnie to 35 mln. F--k!
Hammet wpisuje się jednak doskonale w nurt gwiazd muzyki popularnej, które generalnie narzekają na współczesne czasy twierdząc, że kiedyś było lepiej, a współczesne metody dystrybucji muzyki są absolutnie bez sensu.
Jakiś czas temu w podobnym tonie, o streamingu, na łamach "The Guardian" wypowiedział się David Byrne, współzałożyciel kultowego "Talking Heads" /a który po tym zespole nie osiągnął już nic równie wielkiego/ - uznając, że serwisy streamingowe to nic innego, jak zalegalizowana forma piractwa nie odbiegająca zbyt daleko od "Napstera" i "The Pirate Bay".
Serwisy streamingowe, jak np. Spotify, nie mają więc lekko. Thom York z Radiohead, po prostu wycofał ze Spotify kawałki Atoms for Peace: "Nowi artyści nie zarabiają praktycznie nic na serwisach streamingowych" - argumentował. Producent zespołu Nigel Godrich uznał, że Spotify jest "zły dla nowej muzyki". Niedawno tym śladem /krytyki serwisu/ podążył DJ Vadim. Wcześniej swoje piosenki wycofał z niego fiński gwiazdor Anssi Kela, który za dwa miliony odtworzeń swojego hitu "Restless Girl" dostał 3200 dolarów. To, że była to kwota po odjęciu prowizji wytwórni /w jego przypadku Sony/, już w oświadczeniu nie wspomniał.
Zdumiewające jest to, że artyści wielkiego formatu skupiają swoją krytykę na nowym sposobie dystrybucji muzyki, wyrzucając go od razu za burtę, a przy okazji zapominając, że problemem rynku fonograficznego jest nie sam nośnik /streaming/, ale zupełnie inne sprawy.
Niezmiernie interesujące są w tym przypadku dane jakie publikuje na własnym blogu znakomita wiolonczelistka Zoë Keating. W 2013 roku na serwisach streamingowych, przy 2,8 mln odtworzeń zarobiła 6,3 tys. dolarów, co daje średnią 0,00224 dolara za jedno odtworzenie.
Ciekawe jest jednak to, że wśród wymienionych źródeł streamingowych najgorzej wypada nie Spotify, a YouTube /pozostające w rękach finansowego giganta Google/. Właśnie na YT - jej piosenki odtworzono łącznie 1,9 mln razy, za co dostała niewiele ponad 1200 dolarów /średnia na odtworzenie 0,00064 dolara/. Z kolei na Spotify za 403 tys. odtworzeń otrzymała ponad 1,7 tys dolarów /co daje średnia na odtworzenie 0,00438 dolara/. Zresztą przecież Spotify nie ukrywa, że płaci za odsłuch piosenki od 0,6 do 0,85 centa /oficjalna informacja z grudnia 2013 r./ Płaci tyle, ponieważ - jak tłumaczy, użytkownik nie pobiera/kupuje piosenki, ale ma możliwość jej odsłuchu.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w serwisach umożliwających download /iTunes, Bandcamp, Amazon/ - tu za 32 tys. ściągnięć pojedynczych numerów i ponad 8 tys. ściągnięć albumów, Zoë otrzymała ponad 75 tys. dolarów /0,74 dolara za piosenkę/.
Zoë Keating to przykład artystki, która nie narzeka na system, ale próbuje go wykorzystać, wiedząc jak bardzo jest niedoskonały. Ten sposób działania można zestawić w kilku punktach.
1. Nie ma nic od razu. Zanim zaczniesz zarabiać jako zespół/muzyk musisz wyrobić swoją markę. Nie patrz na Thoma Yorka, on za jeden koncert bierze więcej niz cała twoja życiowa pensja /za koncert na Frequency Festival w 2011 roku, Radiohead wzięło pół miliona euro/. To gwiazda, która może pozwolić sobie na wycofanie piosenek ze Spotify.
2. Wykorzystuj wszystkie możliwe środki dystrybucji i promocji. Zoë Keating publikuje swoje utwory również na SoundCloudzie, z czego nie ma nawet złamanego centa, ale dzięki temu poszerza grono swoich odbiorców.
3. Dwa powyższe punktu zmierzają do jednego - do maksymalnego poszerzenia grona Twoich odbiorców, po to, by każdy z nich pojawił się na Twoim koncercie. Koncerty wg różnych badań są tak naprawdę najpoważniejszym źródłem zarobków muzyków. Cała reszta służy promocji. Przynajmniej na początku
4. Internet nie przestanie istnieć. Serwisy streamingowe będą się rozwijać, a pokolenie "narzekaczy" przestanie mieć wpływ na kulturę. Walka z wiatrakami jest pasjonująca, ale czy masz czas na bycie Don Kichotem? Na emeryturze na pewno, teraz lepiej zająć się innymi rzeczami.
5. Źródłem problemów nie jest wcale streaming, ale - w przypadku Polski jakość umów wydawniczych, oraz koncertowych, które artyści najpierw podpisują, a później pytają, co oznaczają poszczególne paragrafy.
6. Źródłem problemów nie jest wcale streaming, ale dominująca pozycja monopolistów/koncernów fonograficznych, które sterują rynkiem w sposób dogodny dla siebie.
7. Źródłem problemów nie jest wcale streaming, ale chęć natychmiastowego sukcesu młodych artystów - co oznacza żądanie olbrzymich wpływów na konto. Na sukces, wbrew temu, co można objerzeć w produkcjach typu "X Factor" pracuje się latami.
8. Źródłem problemów nie jest wcale streaming, ale obecny kształt organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, które bardziej bronią swoich interesów, niż interesów twórców.
8. Źródłem problemów nie jest wcale streaming, ale utrzymywanie dotychczasowego kształtu prawa autorskiego, które tworzy monopol autorski, bez pomysłu, jak go spieniężyć w czasach Internetu.
Przy okazji dzisiaj ostatni dzień konsultacji prawa autorskiego prowadzonych przez Komisję Europejską /link tutaj/. Nie narzekaj. Do roboty :)
logo
The Fretboard Journal