By znaleźć dobrą muzykę w Polsce - po pierwsze trzeba wyłączyć TV, a następnie internet i ruszyć w miasto. W małych klubach, bez medialnego wsparcia, wciąż dzieją się wspaniałe, piękne rzeczy, które koniecznie trzeba wspierać.
REKLAMA
Dave Grohl, perkusista Nirvany, założyciel i lider Foo Fighters stwierdził kiedyś, że największym problemem muzycznych programów talent - show jest ich zafałszowany przekaz - karierę robisz w 5 sec., po wciśnięciu właściwego guzika i uśmiechnięcia się do opowiedniego jurora. Tymczasem, w prawdziwym życiu, kariera oznacza wyrzeczenia i pracę, oraz ścieżkę, która zaczyna się w przysłowiowym garażu, gdzie zaczynała właśnie Nirvana, ale przecież nie tylko ona, lecz także wiele innych kapel mających dziś niebagatelne znaczenie dla muzyki w ogóle.
Równie dewastujące jest rozpanoszenie się talent - show w sferze medialnej. Gdy tylko startuje jakiś "Voice of Poland", czy "Must Be The Music", albo "X Factor" /zauważyliście, jak obco brzmią te nazwy?/ media dosłownie są przeorane na temat losów mniej lub bardziej potencjalnej gwiazdy, która być może nią zostanie, albo i też nie. Cała sfera medialna zostaje zawłaszczona przez często mało znaczące postaci, na których tle jurorzy błyszczą niczym greccy bogowie.
Gdyby brać pod uwagę tylko mainstreamowe media, możnaby dojść do smutnego wniosku, że polska muzyka kręci się tylko wokół talent - show, bo cała reszta zeszła do.... medialnego podziemia. To już nawet nie chodzi o to, jak relacjonowana jest muzyka, jak przedstawiają ją dziennikarze czekający tylko na e-maila z zapowiedzią, by mieć możliwość wciśnięcia Ctrl+C i Ctrl+V, a czasem nawet sugerujący organizatorom koncertów, by sami pisali relacje /tak, tak :)/. Tu chodzi o to, że nową polską muzykę można obejrzeć już tylko w telewizjach śniadaniowych, albo późną nocą w TVP /w ramach wyjątku/.
Dwa dni temu miałem okazję trafić na koncert "Panny z dobrych domów na rzecz bezdomnych zwierząt" we Wrocławiu, jeden z wielu koncertów w Polsce, na których muzyka jest prawdziwą ucztą, a który media /z nielicznymi wyjątkami/ traktują po macoszemu. Jeden z wielu koncertów w Polsce, który jest polecany drogą pantoflową. Jeden z wielu koncertów, który wciąż potwierdza, że Polsce dzieją się niesamowite rzeczy i niestety, ale... by się o tym dowiedzieć, pierwsze co musisz zrobić - to wyłączyć TV.
Koncert wymyśliła i stworzyła /była to już trzecia edycja/ Natalia Grosiak z Mikromusic. Jest to całkowicie charytatywna idea, za którą nikt dostaje ani grosza. Kobiety biorą scenę w swoje ręce /i głosy/, po czym dzieją rzeczy absolutnie wspaniałe. Kilka przykładów.
Natalia Lubrano /Miloopa, Fox Box/ i jej całkowicie nowy singiel "Dulskość".
Adrianna Strycz /Sinusoidal/ w genialnym wykonaniu piosenki "Nie palmy".
Magdalena Pasierska /Me Myself And I/ w zaskakującej piosence "Białe".
A także całkowicie nieznany duet Ashia & Olga /który moim zdaniem, za chwilę będzie na ustach wszystkich - posłuchajcie sami/
Latem ubiegłego roku miałem okazję być na Slot Art Festiwal. Na scenie głównej grały rodzime gwiazdy - Armia /obecnie - zespół szantowy/, Maleo Reggae Rockers /trudne do zrozumienia połączenia rastafarianizmu z katolicyzmem/, oraz Marika /nie wiem, nie rozumiem, nie wyznaję się/. Poszliśmy z żoną na spacer po zakamarkach klasztoru w Lubiążu. W jednej ze słabo oświetlonych sal grał zespół z tygodniowym stażem - Holidave. To był jeden z najpiękniejszych koncertów w moim życiu.
Odstawcie talent show, oraz główne sceny. One zupełnie nie mają sensu. Dobrej muzyki wciąż trzeba szukać, pomimo tego, że jest jej tak wiele /a może właśnie dlatego?/
