W tym tygodniu zostanie zaprzysiężony nowy rząd Norwegii współtworzony przez Partię Konserwatywną i Partię Postępu. Po ośmiu latach rządów najbardziej lewicowego gabinetu w Europie pod przewodem Jensa Stoltenberga władzę przejmują dwie polityczki nazywane nordyckimi Margaret Thatcher.

REKLAMA
W rządowych ławach polityków socjaldemokratycznej Partii Pracy, Socjalistycznej Partii Lewicy oraz Partii Centrum zastąpią przedstawiciele dwóch ugrupowań prawicowych: konserwatyści (11 tek ministerialnych) oraz znana z niechęci do imigrantów Partia Postępu (7 ministerstw). Centroprawicowy gabinet może liczyć także na wsparcie chadeków i liberałów.
Twarzami nowego rządu będą liderki obu koalicyjnych ugrupowań: Erna Solberg, która obejmie funkcję premiera, oraz Siv Jensen, przyszła minister finansów. Przewodnicząca Partii Konserwatywnej nazywana jest „Żelazną Erną”, co ma podkreślać jej ideową bliskość do poglądów reprezentowanych przez byłą szefową rządu Wielkiej Brytanii. Również Siv Jensen z Partii Postępu nie ukrywa swojej fascynacji neoliberalizmem i określana jest często mianem norweskiej Margaret Thatcher.
Te ideowe inspiracje widać w ogłoszonych już zamierzeniach nowego rządu. Zapowiadana jest obniżka podatku od majątku oraz od spadku. Zrealizowana ma zostać także prywatyzacja części przedsiębiorstw pozostających pod kontrolą państwa.
Czy należy się zatem spodziewać demontażu nordyckiego modelu państwa dobrobytu? Raczej nie. Rozmaite badania wskazują, że Norwegowie są przywiązani do jego instytucji i są gotowi płacić wysokie podatki w zamian za dostęp do dobrej jakości usług publicznych.
Zresztą w trakcie kampanii wyborczej norweska prawica nie podważała tego modelu, a wielu komentatorów zwracało uwagę, że przyjęła ona nawet socjaldemokratyczną retorykę (na wzór szwedzkiej prawicy).
Ciekawostką jest nie tylko fakt, że na czele prawicowo – konserwatywnego rządu stoją dwie kobiety, ale także gender balance w jego obrębie: udział mężczyzn i kobiet w rodziale ministerialnych tek jest równy.
Jens Stoltenberg, ustępujący premier i lider Partii Pracy (która pozostała największym ugrupowaniem w Stortingu – norweskim parlamencie), postanowił pozostać w polityce i stanąć na czele opozycji. Być może wkrótce wróci na funkcję szefa rządu, bowiem porozumienie czterech partii centroprawicy może okazać się kruche. Tak czy inaczej, rządy dwóch pań thatcherystek w jednym z najbardziej socjaldemokratycznych krajów świata to ciekawy eksperyment.