Jak piękne jest to, co robią nasi w Dortmundzie, tak irytujące jest to, co robią z naszymi polscy dziennikarze sportowi. To bardzo dobrze oddaje polską mentalność. Zazwyczaj nadwarciańskich piłkarzy trzeba na siłę promować, bo inaczej nikt nie zwróciłby na nich uwagi. Tych z Dortmundu nie trzeba promować. Oni są autentycznie dobrzy i autentycznie zauważani. Ale moi starsi koledzy po piórze i klawiaturze muszą typowo po polsku pompować balonik tak, że zaraz stanie się to niesmaczne.
REKLAMA
Najlepszy przykład widać na Bogu ducha winnym Kagawie. Podejrzewam, że jest dyskredytowany dlatego, że może stanowić dla naszych konkurencję. Popatrzmy na drużynę Dortmundu. Lewandowski strzela 20 goli w sezonie, więc nic dziwnego, że spływa na niego splendor. Piszczek zalicza asysty, jest jednym z lepszych obrońców w Europie, więc na tle biegającego po przeciwległej flance Schmelzera wygląda znakomicie. Błaszczykowski gra ostatnio efektowniej i efektywniej niż np. Grosskreutz. Wszystko idealnie układałoby się pod teorię „Polacy ciągną Borussię Dortmund do mistrzostwa!“, gdyby nie ten mały Japończyk.
To on jest drugim strzelcem drużyny. To on zalicza asysty. To on gra w środku, więc przez niego przechodzi większość akcji. Jestem nim autentycznie zachwycony. Jest żywym sreberkiem, wszędzie go pełno, ma fenomenalną technikę, strzały, podania. Naprawdę, Lewandowskiego życie jest przy Shinhjim łatwiejsze. Doceniam go bardzo.
Niedawno Borussia zagrała fantastyczny mecz z Kolonią wygrany 6-1. Absolutnym liderem i gwiazdą wieczoru był Kagawa, choć Polacy grali naprawdę dobrze (jak zwykle zresztą). Polskie media? „Polacy dają Borussi kolejne zwycięstwo“. Szlag mnie trafiał. Trzeba oddać portalowi „Weszło!“, że potrafił napisać „Genialny Kagawa prowadzi Borussię do mistrzostwa“. Niestety, bodaj jako jedyny.
Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza“, pisze Paweł Rzekanowski. „Choć dziennikarze z Japonii czekali na choćby słowo o Shinjim Kagawie, Klopp skupił się na pochwałach dla Piszczka, Błaszczykowskiego i Lewandowskiego“. O Jezu, jak fantastycznie! Nie wystarczy, że Lewandowski strzelił kolejnego gola i naprawdę był bohaterem. Nie wystarczy, że dobrze grali Piszczek i Błaszczykowski. Uwydatniając zasługi naszych, musimy jeszcze pokazać, jak bardzo Klopp ma gdzieś dobre występy Kagawy.
Podobno Niemcy piszą o „Polonii Dortmund“. Ja staram się śledzić w miarę regularnie, co piszą Niemcy i spotkałem się z tym określeniem tylko raz. Ale załóżmy, że rzeczywiście regularnie tak piszą. To miłe, ale czy naprawdę musimy forsować za wszelką cenę teorię, że jedyne gwiazdy Borussii to Polacy? Ja z patrzenia na nasze trio mam wielką satysfakcję, ale głównie dlatego, że nasi są bardzo ważnymi częściami tak wspaniałej drużyny. I nie wierzę, by trener Klopp nie doceniał fantastycznego wkładu w zwycięstwa chociażby Weidenfellera, Hummelsa czy właśnie Kagawy. Na pewno docenia. A skoro tak, czy polscy dziennikarze muszą za wszelką cenę podkreślać, że docenia tylko naszych?
Czekam tylko aż zaczną trąbić o konflikcie Lewandowskiego z Kagawą. Atmosferę trzeba przecież podgrzewać, wszak Japończycy są groźnymi konkurentami. Swoich bohaterów bardziej wyznają niż lubią. Nie można więc dopuścić, by ktokolwiek pomyślał, że Kagawa jest większą gwiazdą niż Lewandowski...