Całkiem niedawno sukcesy odnosił polski 800-metrowiec Paweł Czapiewski. Zapamiętałem go z tego, że w najlepszych czasach trzymał się cały czas z tyłu stawki, by na ostatnim wirażu atakować, a na ostatniej prostej wszystkich zostawiać w tyle. To strasznie efektowny styl wygrywania biegów. Wygląda na to, że takim piłkarskim Pawłem Czapiewskim jest Ajax Amsterdam Franka de Boera. Od kiedy ten były kapitan reprezentacji został trenerem, Eredivisie stała się jakby piękniejsza.

REKLAMA
Zajrzyjmy najpierw na poprzedni sezon, w którym amsterdamczycy po latach przerwy powrócili na tron. Co się wtedy działo! Ajax był liderem po szóstej i po siódmej kolejce. Potem zaczął tracić punkty. I tracił i tracił. Na siedem kolejek przed końcem brakowało mu do PSV Eindhoven i Twente Enschede sześć. A później stopniowo schodził na pięć, trzy, jeden, by liderem zostać dopiero po ostatniej kolejce! Rzadko się zdarza, by gonić przez cały sezon, a na szczyt wskoczyć akurat tuż przed metą. Ajax zawdzięczał ten pierwszy trenerski sukces de Boera temu, że sezon zakończył sześcioma zwycięstwami z rzędu.
Amsterdamczycy się pocieszyli, a potem latem zaczęli zmieniać skład. Maartena Stekelenburga stracili na rzecz Romy. Demy’ego de Zeeuwa wziął Spartak Moskwa. 11 innych mniej lub bardziej ważnych zawodników znalazło sobie kluby. W ich miejsce przyszło ośmiu nowych. Mistrz zaczął mocno i po piątej kolejce prowadził w Eredivisie. A potem znów... Jak w zeszłym roku rozpoczął się zjazd w dół. Przez większość sezonu Ajax trzymał się na piątym – szóstym miejscu. Tasowali się na przedzie gracze PSV, Twente i AZ Alkmaar, a oni nawet nie mieli szans wskoczyć na pozycję lidera.
11 lutego, po porażce 0-2 z Bredą, gracze z Amsterdamu byli na szóstym miejscu, z ośmioma punktami straty do lidera. Niby do odrobienia, ale do tego trzeba być w formie. Czyli Ajax miał problem podobny do tego, który wiosną ma Wisła. W przeciwieństwie jednak do krakowian, w Amsterdamie nie wykonywano nerwowych ruchów. Dwa lata temu Johann Cruyff nakazał powierzyć drużynę młodemu trenerowi związanemu z klubem, który miał, jak dawniej, wprowadzać do zespołu młodych utalentowanych graczy. Klub ma długofalową politykę i nawet niepowodzenia w jednym sezonie nie mogą nią zachwiać.
Efekty? Od 22. kolejki Ajax wygrał dziewięć meczów z rzędu, w tym ostatnie pięć bez straty bramki. Obrońcy tytułu nastrzelali w tym czasie rywalom 32 gole(!) i stracili ledwie trzy. Z szóstego miejsca przesunęli się na pierwsze, z trzema punktami przewagi nad rywalami. Jeśli dziś wygrają z De Graafschap, uciekną już na sześć "oczek". Czyli końcówka jest tak samo piorunująca jak w zeszłym sezonie. Tyle, że teraz do finiszu zostało jeszcze pięć kolejek, więc reszta ligi dostała czas na odpowiedź.
Ajax jest jednak na takiej fali, że nie wierzę, by oddał prowadzenie. De Boer idealnie opanował hollywoodzką sztukę rozwiązywania problemów dokładnie w ostatniej sekundzie przed wybuchem bomby. W tym roku użył jednak bardziej drastycznych metod. W poprzednim jego drużyna była młoda (średnia wieku 25 lat). W tym jest już młoda nieprzyzwoicie (23,5). Jednak zwycięski marsz de Boer rozpoczął w lutym od wystawienia zespołu, w którym średnia wieku wynosiła 22 lata. W sytuacji kryzysowej, kiedy do stracenia było już bardzo niewiele, młody trener postawił na młodych piłkarzy. A dziś znów może patrzeć na resztę ligi z góry. Cruyff to mądry człowiek, o de Boerze chyba możemy powoli mówić „dobry trener”. A w jego drużynie już rwie się do wielkich karier cała zgraja zdolnych wychowanków, nowych Kluivertów, Seedorfów i Davidsów...