Byłem jak piłkarz, któremu za bajtla trener pozwolił zadebiutować w ekstraklasie, a potem zapomniano o nim na kilka lat. Pierwszy mecz ekstraklasy widziałem na żywo jako 13-latek. Później na długie lata nasza kochana kopana była dla mnie tylko okazem widywanym w telewizji. Ale wróciłem i zaliczyłem sezon wyjątkowy. Poziom? Jasne, że słaby, ale nie ma dla mnie ciekawszej ligi. Pomijając fakt, że każdy może z każdym wygrać, jednak tu naprawdę w każdym meczu komuś życzy się lepiej albo gorzej. O każdej drużynie ma się zdanie. Ma się przynajmniej wyobrażenie o mieście, z którego dana drużyna jest. Ma się kumpla, który jej kibicuje. I to wszystko sprawia, że ogląda mi się ją lepiej niż Freiburg, Getafe, Norwich, Novarę czy Evian. Nawet jeśli - co oczywiste - tamtejsi piłkarze lepiej kopią od naszych piłkę.

REKLAMA
Byłem w tym sezonie na 37 meczach ekstraklasy. Doliczając do tego siedem spotkań pucharowych i 11 sparingów, widziałem zespoły z elity 55 razy. I każde to spotkanie ma dla mnie jakąś historię. Tułanie się pociągiem 12 godzin, ekspresowe przejazdy, godziny nudzenia się, ale też adrenalinę. Najważniejsze jednak działo się dla mnie na trybunach. Właściwie każdy mecz mógłbym opowiedzieć jakąś charakterystyczną zasłyszaną na stadionie melodią.
Pierwsze, co utkwiło mi w pamięci z tego sezonu, to niewątpliwie straszna, kalecząca serce, przyśpiewka kibiców GKS-u Bełchatów. Druga kolejka, drugi mecz Podbeskidzia Bielsko-Biała w ekstraklasie. „GieKSo ty strzeliłaś bramek sto, ja o jeden proszę gol!“. Łup, 1-0. Jacek Popek. „GieKSo ty strzeliłaś...“ 2-0. „Ale to Podbeskdizie słabe“ - słyszę z trybun. „Haaa! Tacy jesteście pewni? To wam jeszcze pokażą charakterni górale, wy nas jeszcze nie znacie!“ - słyszę głos wewnątrz siebie. „GieKSo ty strzeliłaś...“. 3-0, Bożok. „Bramek sto“. 4-0. Zlitujcież się ludzie, nie śpiewajcie tego więcej! „GieKSo...“. 5-0. Boże, a jak oni nam naprawdę strzelą sto bramek? 6-0. Jak tak ma ta ekstraklasa wyglądać, to ja dziękuję za taką zabawę. Nienawidzę tej przyśpiewki.
Scenka druga. „Polskie koleje, to same k... złodzieje“ - to kibice Widzewa Łódź targnęli się na wyjazd pociągiem. Biedni, jeszcze mi to w tym sezonie miało brzęczeć w głowie...
Scenka trzecia. Czyli pierwsze zetknięcie z Łazienkowską. Jeszcze nigdy, nigdzie wcześniej nie widziałem takiego przyjęcia drużyny gości. W Bielsku nieśmiało klaszczą, gdy rywale wybiegają na rozgrzewkę. W innych miastach gwiżdżą. A tam to było najbardziej nienawistne „wy...ć“ jakie w życiu słyszałem. Śpiew kibiców Podbeskidzia? „Na Łazienkowskiej doping tylko dla Legii!“ - zagłuszył miejscowy spiker. Jestem na wojnie, pomyślałem. Wygraliśmy wojnę.
Scenka czwarta. - Panie Piotrze, czy mecz z Górnikiem to dla Was derby? - pytam Piotra Komana, piłkarza Podbeskidzia. - Eee, derby nie. To są raczej takie „derbiki“. Derbiki Śląska. Piękne określenie, które robi się coraz bardziej popularne. Od lat wiadomo, że Ruch - Górnik to Wielkie Derby Śląska, Górnik - GKS Katowice - Śląski Klasyk, a Ruch - Polonia Bytom - Najstarsze Śląskie Derby. Ten sezon urodził Derbiki Śląska, czyli Podbeskidzie - Górnik.
Scenka piąta. „Walczyć jak Sparta, Cracovia jest tego warta“, czyli mój pierwszy raz na derbach Krakowa. Było gorąco, ale jeszcze nie poza granicą dobrego smaku. Wyszedłem z wypiekami na twarzy. A Cracovia walczyła wtedy jak Sparta. Jeden jedyny raz w tym sezonie.
Scenka szósta. „Rarararararara rararararara! Rarararararara rarararara! Oooo! Oooo! Oooo!“. Czyli mój świat się odmienił. Górnik przyjechał do Krakowa i zaprezentował jakość dopingu, jakiej nigdy wcześniej nie słyszałem. W kraju, gdzie zazwyczaj się charczy i skanduje, zabrzanie śpiewali. Melodyjnie, rytmicznie, równo. Gdyby ktoś wszedł mi do głowy w połowie listopada i wyszedł miesiąc później, to diagnoza byłaby prosta: wariat. Jedyne myśli w głowie to były wówczas: „Rarararararara rararararara! Rarararararara rarararara! Oooo! Oooo! Oooo!“ i jeszcze „My jesteśmy chłopcy z Zabrza. Cała Polska o nas wie. U nas zawsze jest kultura, chociaż piszą o nas źle“. Zabrzańscy kibice to dla mnie rewelacja, choć podpadli mi wiosną na derbach. Czekam na nowy stadion, to może atmosfera będzie lepsza niż w Poznaniu?
Scenka siódma. „Tak się bawią ludzie, wtedy kiedy Wisła gra. Tak się bawią ludzie, kiedy wygrywa“. Dopiero to wyleczyło mnie z nieustannego myślenia o zabrzańskich przyśpiewkach. Wisła grała z Twente i zdarzył się ten cud w postaci awansu do kolejnej fazy europejskich pucharów. Kibice krakowscy zaśpiewali to wtedy z taką werwą, z taką radością, że myślałem, że już na zawsze ta piosenka kojarzyć mi się będzie z awansem. Niestety, na wiosennych derbach wstawili w nią „Człowieka“, zabitego fana Cracovii i już trudniej mi się tą przyśpiewką zachwycać.
Scenka ósma. „Przyszliście tu chamy, bo my gramy“ - smutna prawda wygłoszona przez kibiców Legii Warszawa w Bielsku-Białej. Smutna, bo wydawało się, że w Bielsku będzie niesamowite parcie na ekstraklasę, skoro nie tak znowu małe miasto pierwszy raz w historii ma drużynę w najwyższej lidze. Prawda, bo bielski stadion, zaledwie 4-tysięczny, wypełniał się tylko na meczach z potęgami, a to mówi wszystko o tym, kogo niektórzy chcą oglądać - nie graczy Podbeskidzia, ale Legii.
Scenka dziewiąta. „Hu! Ha! Hu! Ha!“, czyli przyśpiewka kibiców Cracovii, której najbliżej do wojennego indiańskiego okrzyku. Ciekawy pomysł, niesamowite wrażenie, gdy cały stadion krzyczy „Hu!“ i wywala pięść w górę. Kazimiera Szczuka nazwałaby to prymitywnym samczym instynktem. Ja nazwałbym raczej powrotem do stanu natury, jaki dokonuje się czasem na stadionach. Ale tutaj to był raczej szlachetny dzikus :-)
Scenka dziesiąta. Nie jest motywująca jak muzyka z „Janosika“, ale jednak piękna i oryginalna. Szanta „Pokolenia Lechii Gdańsk“, przy której gracze z Pomorza wychodzą na PGE Arenę. „Na niektórych śmierć, na niektórych czas. Tak jak kruk na gałęzi siadł. Lecz nie skryje kurz, nie rozwieje wiatr, tych pokoleń Lechii Gdańsk“. Bardzo ładna.
Scenka jedenasta. „Sprzedali się, sprzedali się, sprzedali się za lodówkę“. Chciałbym, żeby w ten sposób wyglądały mecze podwyższonego ryzyka w Polsce. Nie był to bluzg kibiców Wisły na Lecha, ale złośliwe nawiązanie do fuzji z Amiką Wronki, czyli producentem kuchenek. Tak samo złośliwe było jeszcze puszczenie „Time to say goodbye“, po spadku Cracovii. Ta droga jest dobra. Wbijajcie sobie szpilki, ale nie poniżej pasa.
Scenka dwunasta. „Nieeeeebiescy Hej! Niebiescy aeao! Nasza miłość jedyna, to niebieska drużyna“. Z tym radosnym zaśpiewem kojarzyć mi się będzie szalony półfinał Pucharu Polski Wisły Kraków z Ruchem Chorzów.
Scenka trzynasta - sparingowa. Jeszcze przed sezonem Ruch Chorzów grał w Wiśle z Rakowem Cżęstochowa. „Łowcy głów - Mi-ko-łów“ i „Świętochłowice, najlepsi Ruchu kibice“ na długo zostały w mojej głowie. Do dziś, gdy widzę w Krakowie tramwaj na Mistrzejowice, nuci mi się bezwiednie „Mistrzejowice, najlepsi Ruchu kibice“ :-)
Dlatego ja od ekstraklasy odpoczywam tylko dlatego, że muszę. Najchętniej zarządziłbym start nowego sezonu na najbliższy piątek.