Czytam po finale Ligi Mistrzów, że futbol nie jest sprawiedliwy. Ja mam mieszane uczucia. Z jednej strony - ewidentnie nie istnieje sprawiedliwość meczowa - bo tak po prostu, po ludzku, Chelsea nie miała prawa wygrać ćwierćfinałów, półfinałów i finału. Ale zwycięstwo Chelsea jest dowodem istnienia sprawiedliwości dziejowej. I... pocieszeniem dla Arjena Robbena.

REKLAMA
Dwóch piłkarzy wielkich, którzy na arenie międzynarodowej nie wygrali niczego. Didiera Drogby zawsze niesamowicie żałowałem. Taki czołg, taki wielki napastnik, który zawsze jest blisko i zawsze przegrywa. Do wczoraj, w dorobku na arenie międzynarodowej nie miał... ani jednego trofeum, choć blisko był już w zamierzchłych czasach, gdy finał Puchar UEFA przegrał w barwach Olympique Marsylia, gdy był jeszcze młodym czołgiem.
Po tym, gdy zimą z Wybrzeżem Kości Słoniowej nie zdołał wygrać Pucharu Narodów Afryki, myląc się z rzutu karnego, powinien już się położyć i uznać istnienie wiszącej nad nim klęski. Nie padł trupem, ale walczył z charakterystyczną dla siebie gracją słonia w składzie porcelany. Strzelił Barcelonie arcyważnego gola na Stamford Bridge, wczoraj wykończył jedyny rzut rożny, jaki londyńczycy mogli wykopywać. W sposób jakże typowy dla siebie. Wziął rozbieg, po czym zdemolował rywali i kolegów z drużyny.
Ale i wczoraj wisiała nad nim ta klęska, z którą całe życie się zmagał. Przecież to on w dogrywce sprokurował rzut karny. Z pomocą przyszła jednak inna człapiąca przez całe życie klęska...
Arjen Robben to przypadek Drogbie bliźniaczy. Razem w jednej drużynie próbowali zgarniać trofeum - nie udało się. Poszedł do Madrytu, czyli miejsca, w którym doskonale wiedzą jak zdobywać Ligę Mistrzów - nie udało się. Dociągnął dwa lata temu Bayern do finału - przegrał. Dociągnął reprezentację Holandii do finału mistrzostw świata - przegrał, marnując sytuację sam na sam. No i wreszcie wczoraj...
Do dziś Robben nie ma na koncie żadnego trofeum na arenie międzynarodowej, mimo że jest piłkarzem wybitnym. Wybitnym w swojej szablonowości. Oczywiście, wczoraj był najgorszy na boisku, nie wychodziło mu totalnie nic, podobnie jak w całym sezonie. Gdyby lepiej strzelał karne, Bayern mógłby skończyć sezon z dwoma trofeami, a kończy z niczym.
W jego przypadku cały czas trzeba pisać „gdyby“. „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka, gdyby się nie przewrócił byłaby rzecz wielka“. Ale wczoraj, rozpaczając na swoim stadionie mógł patrzeć na radość Drogby, czyli tego, który zawsze rozpaczał. Dziejowa sprawiedliwość kiedyś musi mu dać puchar, oczywiście w okolicznościach takich, w których wszyscy uznają to za niesprawiedliwość.