Kiedy w zeszłym roku Real grał z Barceloną ilekroć tylko spojrzałem na telewizor, kiedy piłkarze jednej i drugiej drużyny tłukli się, prowokowali i wyzywali między sobą, kiedy futbol europejski został sprowadzony do tego, po której stronie konfliktu kastylijsko-katalońskiego się opowiadasz, jasne stało się to, że najbardziej ucierpi reprezentacja Hiszpanii. Podskórnie czułem, że jej jedyną nadzieją jest Carles Puyol. A, że go nie ma...

REKLAMA
Nie ma wątpliwości, że zawodnicy Vicente del Bosque są uznawani za największych faworytów naszego Euro. Ja nie mam wątpliwości, że zawodników mają absolutnie wybitnych. Jest jasne, że drużyna, w której gra Xavi, nie może być slaba, a jeśli do tego obok biega David Silva, a z tyłu Xabi Alonso, to nawet gdyby wokół dreptały same pachołki, to i tak mielibyśmy do czynienia z jedną z najlepszych drużyn świata.
Wyliczanie, kto jest wielki w Hiszpanii, nie ma sensu, bo wielki jest tam niemal każdy. Sam fakt, że w kadrze na Euro nie zmieścił się Roberto Soldado z Valencii, mówi wszystko o jej potencjale. Ale przez lata problemem iberyjskiej reprezentacji był fakt, że w kadrze dochodziło do podziałów na linii gracze Realu vs gracze Barcelony. To samo zresztą przeżywali kiedyś Holendrzy, tyle, że tam ścierała się opcja amsterdamska z opcją eindhoveńską. Aragonesowi i del Bosque udało się tę kadrę skonsolidować, co zaowocowało dwoma wygranymi turniejami z rzędu. Ale to była inna epoka. Epoka premourinhowska. Od kiedy Portugalczyk przemienił Real ze zwykłego królika, na królika rodem ze „Świętego Graala“, ci zawodnicy po prostu nie mogą sobie wpadać w ramiona.
Oczyma wyobraźni widzę jednak, jak do skłóconej szatni wchodzi kudłacz Puyol i krótko wyjaśnia, że to, co klubowe, zostawiamy w klubach. Taka chyba jego rola. Widzę, że jest prawdziwym liderem, podejrzewam, że gdyby przeciwnicy wystawili na boisku armatę, to on zgasiłby lont czupryną. Hiszpania ma oczywiście świetnych zastępców dla niego, może zmontować obronę, która na papierze wyglądać będzie najlepiej na świecie, ale przez brak Puyola, zabraknie kleju łączącego poszczególnych zawodników. Podejrzewam, że Hiszpania znów będzie tylko zbieraniną gwiazd, ale już nie drużyną.
Z braku Puyola, będę najbardziej kibicował Xabiemu Alonso. A i jeszcze Victorowi Valdesowi, żeby wreszcie wstał z ławki. Uważam go za najbardziej niedocenianego bramkarza na świecie. Jest jednym z najlepszych w swoim fachu, można się kłócić, czy lepszy jest on czy Casillas, tymczasem ich dorobek jest kompletnie nieporównywalny. 30-letni Valdes ma rozegranych w kadrze... 7 meczów. Rok starszy Iker - 122 więcej. Bramkarza Barcelony najpierw w ogóle nie powoływano na turnieje, później del Bosque wziął go do RPA jako rezerwowego. Czas wreszcie zagrać na wielkiej imprezie, skoro taki Dariusz Dudka będzie zaliczał już trzecią...
Ale wiecie co? Gdyby nawet jechał Puyol, gdyby nawet nie było w ostatnich latach wojen barcelońsko-madryckich i tak nie wierzyłbym w kolejne złoto Hiszpanii. Za dużo, dość, nie da się. Nikt tak nigdy nie dominował i raczej nieprędko będzie. W końcu już wam mówiłem, że wygrają Niemcy :-)