Tak już mam, że w futbolu zawsze jakoś podskórnie czuję... nadchodzące scenariusze filmowe. Im coś bardziej nieprawdopodobne, im bardziej wycisnęłoby łzy widzowi, im bardziej przyprawiłoby o ból zębów krytyków, tym bardziej się tego spodziewam. Pewnie dlatego, że w tym sporcie filmowe historie rzeczywiście się zdarzają. Że przypomnę tylko Duńczyków, mających jeszcze odbite leżaki na plecach, którzy pobili całą Europę. Albo przeoranych wojną Irakijczyków, którzy zdobywali mistrzostwo Azji. Z tej przyczyny podejrzliwie patrzę na Włochów...
REKLAMA
Liga niby im podupadła, ale wciąż jest jedną z najlepszych w Europie, światowych gwiazd niby nie mają, ale umiejętności piłkarzy i tak pół świata może im zazdrościć. Trener niby żadną specjalnie znaną postacią nie jest, a jednak to fachowiec, który i nam by się przydał. Wreszcie otoczka... Mieli jechać młodzi, odmienieni, trochę anonimowi, postawieni w cieniu poprzedniego pokolenia, które sześć lat temu zdobyło mistrzostwo świata. Przez ogólny kryzys calcio, prawie nikt na nich nie stawiał. To ‚prawie“ pojawiło się po nadzwyczaj udanych eliminacjach i odbudowaniu skutecznie grającej defensywy. Ale i tak mało kto Włochów wymieniał wśród kandydatów do skoku po puchar choćby z drugiej linii.
Gdyby w tych wyżej opisanych okolicznościach, Włosi nagle ograli wszystkich i zgarnęli trofeum i tak byłoby to niesamowite i niektórzy - co mniej ambitni - twórcy filmowi już zaczęliby czuć zapach świeżych euro. Ostatnie dni przyniosły jednak jeszcze bardzo wiele nowych smaczków...
Zatrzymanie jednego z reprezentantów (Criscito), podejrzenia kierowane w stronę Buffona, a więc legendy calcio, nowa erupcja wulkanu afery korupcyjnej we Włoszech. Poprzednia odbyła się sześć lat temu, tuż przed mundialem w Niemczech. Z okna skakał Gianluca Pessotto, zawodnicy jeździli jeszcze w pośpiechu odwiedzać kolegę w szpitalu. Chcący uniknąć hańby Włosi, sięgnęli niespodziewanie po puchar.
Czy teraz będzie podobnie? Po tym jak ostatnio Rosjanie przeczołgali Włochów, jak rozbili ich trzema bramkami, zniknęli ostatni nieliczni wierzący w Squadra Azzurra. Ale na Boga, ja już w głowie słyszę tych piłkarzy, którzy mówią, że musieli zmazać plamę, jaka wylała się na włoską piłkę przed turniejem. Że klęska na tydzień przed Euro pomogła im się skonsolidować, gdy nikt w ich już nie wierzył. Jak zdjęła z nich presję.
Tak, jeśli coś takiego może się zdarzyć w życiu, zazwyczaj się nie zdarza. Jeśli się ma zdarzyć w futbolu, pewnie się zdarzy. Zapomnieliście już finał ostatniej Ligi Mistrzów? Futbolowy wymiar sprawiedliwości nie śpi. Na nikogo nie mogą spadać ciągłe plagi. Nawet Hiobowi urodziły się nowe dzieci...