To samo, co o Włochach można by teoretycznie powiedzieć o Anglikach. Przecież to, co się u nich dzieje przez ostatnie pół roku, wygląda jakby najdumniejsza reprezentacja świata została zminiaturyzowana do rozmiarów muchy, której los wyrywa ze złośliwym uśmieszkiem kolejne skrzydełko, kolejną nóżkę. Po tym, jak kapitan był zamieszany w aferę rasistowską, po tym, gdy zrezygnował z funkcji selekcjonera wybitny strateg, po tym gdy jego następcę wybierali Anglicy przez kilka miesięcy i po tym, jak jego skleconą naprędce kadrę zdziesiątkowały wszelkie możliwe epidemie, ta reprezentacja nie ma prawa zdobyć mistrzostwa. Tu jednak chichotu losu się nie spodziewam. Raczej dalszego kopania leżącego.
Z tego chaosu nie będzie kosmosu
REKLAMA
Anglicy. Skoro nawet oni samych siebie nie uważają za faworytów turnieju, to znaczy, że z ich kadrą musi być już naprawdę źle. Zazwyczaj mocarstwowe ambicje dość mocno rozmijają się z rzeczywistością. Teraz od tej kadry teoretycznie niczego nie oczekuje już nikt. Ale wiadomo, jak to zadziała. Pierwszy mecz grają z Francją. Jeśli tacy przetrzebieni zdołają wygrać, w ciągu 90 minut wiara w naród wróci. Znów urosną do miana faworyta i znów - jak zwykle - uderzą o bruk.
Kto ma w tej drużynie czymkolwiek straszyć? Pierwszy raz od ostatniej wieczerzy, Anglicy mają dobrego bramkarza. Oprócz tego liczą jeszcze na doświadczoną zgraję, wspartą ponaddźwiękowymi skrzydłowymi Walcottem i Youngiem. To jednak zawodnicy, którzy niestety szybciej biegają niż myślą. Z przodu też brakuje kogoś, kto zionąłby cały czas ogniem. Owszem, byłby Rooney, ale wolał deptać Czarnogórca, więc wróci dopiero na trzeci mecz grupowy.
Skoro więc na boisku nie należy upatrywać siły Anglików - chyba się w tym zgadzamy - to gdzie jej szukać? Na ławce raczej nie. Roy Hodgson nie byłby gwarantem sukcesów nawet gdyby pracował z tą kadrą spokojnie przez kilka lat, więc tym bardziej nim nie jest, gdy obejmuje ją w biegu, za pięć dwunasta, na ostatnim wirażu. Również historia nie każe traktować Anglików z nabożnym szacunkiem. Są bowiem jednym z zaledwie pięciu krajów z tegorocznego Euro, który nigdy nie był najlepszy w Europie, obok Polski, Ukrainy, Irlandii i Portugalii (Chorwację wliczam do dorobku Jugosławii).
Z tego chaosu, kosmos się nie urodzi. Nieuczesani Anglicy rozbiją się boleśnie najdalej w ćwierćfinale. Czyli wszystko zostanie po staremu.