Gdyby przynależność do narodu się wybierało, byłbym dziś Czechem. Nazywał się Hawranek, jeździł Skodą, śmiałbym się z polskiego języka i miał pod nosem pianę z Pilsnera. Pozostałych rzeczy, które bym robił, nie muszę sobie wyobrażać. Wszak czeski humor, literaturę i film, czeską mentalność, czeskie podejście do życia i tak uwielbiam. A Rosicky’emu, Necidowi, Daridzie i spółce i tak kibicuję.
REKLAMA
To nie jest drużyna tak urokliwa jak ta z Serniczkiem, Barankiem, Sloncikiem, Bejblem, Suchoparkiem (!), Radą, Nedvedem, Poborsky’m, Bergerem i Latalem. Do Wrocławia południowi sąsiedzi przywieźli wręcz zgraję jak na siebie anonimową. Raptem dwaj - Rosicky i Czech - grają na co dzień w topowych klubach. Ale pozostali w całkiem solidnych. Jeśli na Euro pójdzie im dobrze, może nastąpić masowa migracja nadwełtawskich - a zwłaszcza tych pilzneńskich - piłkarzy do czołowych klubów Europy.
Im bliżej Euro, tym bardziej zaczynam się bać drużyn z „polskiej“ grupy. Niby wszyscy powtarzamy do znudzenia, że wyjście z niej będzie obowiązkiem, ale warto sobie co dzień przypominać, uświadamiać, wmawiać, że Polska nie będzie faworytem ŻADNEGO grupowego meczu. Żadnego. A już zwłaszcza nie z Czechami.
Jeśli chodzi o sprawy personalne, mocno udało nam się zasypać dół dzielący w ostatnich latach nasze reprezentacje. My dochowaliśmy się kilku piłkarzy znanych komuś więcej niż tylko zbzikowanym zagranicznym wariatom, a oni akurat cierpią na wyjątkowy deficyt wielkich postaci. Tyle, że Euro najlepiej takie promuje.
Był taki moment, kiedy naprawdę nie mogłem już patrzeć na kadrę Smudy. Wtedy przetaczały mi się przez głowę myśli, że właściwie to w tej grupie najbardziej będę kibicował Czechom. Ale nie. Cudów nie ma, czyste szaleństwo też mnie porwało, wiem, że wcale a wcale bym się nie cieszył, gdyby z nami wygrali. Ale wyjście z grupy dla obu drużyn - o, to byłoby dobre rozwiązanie.
I tylko ten hymn, na melodię „Góralu, czy ci nie żal“, jakoś mnie odstrasza. Zero w nim bojowości, po takiej pieśni to nic tylko wyjść na boisko i płakać. W imię rozwoju czeskiego futbolu, podmieniłbym im hymn z meksykańskim. Wtedy byliby nie do zatrzymania, to pewne.